Do redakcji «Кавказ-Центра» dotarła informacja od jednego z dowódców (amir Assaduła) mobilnej grupy mudżahedinów, który przekazał informację, że w czasie wczorajszego boju w mieście, przechwycono skład broni MWD Kabardyno-Bałkarii. Ponad 300 sztuk broni, tj.karabinów, granatników i broni specjalnej skonfiskowano.
Amir Assaduła oświadczył, że pododdziały mudżahedinów całkowicie wypełniły postawione przed nimi zadania. Poinformował także, że w jego pododdziałach poległo dwóch żołnierzy.
Z nieoficjalnych infromacji czeczeńskich można wywnioskować, że wczorajsza akcja była prawdopodobnie rozpoznaniem bojem, jako część przygotowywanych przedsięwzięć na przyszłość.
szakal
KavCentr, GDL
73-latek z Kenii własnoręcznie zabił atakującego go lamparta, sięgając mu do gardła i wyrywając język - podały kenijskie władze.
Do zdarzenia doszło na początku czerwca w wiejskiej okolicy góry Kenia, na północ od Nairobi. 73-letni rolnik Daniel M'Mburugu doglądał swoich upraw, gdy nagle z wysokiej trawy wybiegł lampart i wskoczył na niego.
M'Mburugu upuścił trzymaną w rękach maczetę, by sięgnąć do lamparciego gardła. Udało mu się siłą otworzyć pysk zwierzęcia i wyrwać mu język. Lampart padł na ziemię wijąc się z bólu. M'Mburugu powiedział potem prasie, że zwierz wydał z siebie gulgoczący ryk, który uciszył wszystkie ćwierkające wokół ptaki.
Głos, który musiał pochodzić od Boga, podszepnął mi, bym upuścił pangę (maczetę) i włożył rękę w szeroko rozwartą paszczę. Posłuchałem - opowiadał M'Mburugu.
Lamapart zdążył jednak zranić rolnika - wbił mu kły w nadgarstek i poszarpał pazurami. Kiedy zdychał, jeden z sąsiadów usłyszał krzyki i przybiegł na miejsce, by dokończyć dzieła własną maczetą.
Dziadek został uznany za herosa, a władze zapewniły mu darmowe leczenie w szpitalu. Miejscowe służby ochrony przyrody potwierdziły zajście i przyznały, że M'Mburugu miał wyjątkowo wiele szczęścia, że jeszcze żyje.
szakal
PAP
Na filipińskiej wyspie Mindanao odnaleziono dwu żołnierzy armii japońskiej, ukrywających się w dżungli przez 60 lat od zakończenia wojny.
Dwaj Japończycy - Yoshio Yamakawa i Tsuzuki Nakauchi, mający obecnie 87 i 85 lat - twierdzą, że należeli do 30. dywizji armii cesarskiej. Przechowali też dokumenty, potwierdzające ich tożsamość. Sprawa badana jest przez ambasadę Japonii, która jak do tej pory nie zajęła jednoznacznego stanowiska. Zdaniem agencji Kyodo, dwaj Japończycy byli uznani za poległych w ostatnich tygodniach wojny.
Jak wynika z doniesień agencyjnych, Yamakawa i Nakauchi mieszkali w dżungli w górach w rejonie General Santos. Przypadkowo skontaktowali się z japońskim biznesmenem - importerem drewna lecz także poszukującym w regionie szczątków poległych żołnierzy japońskich. Dwaj weterani wcześniej nie chcieli wrócić do Japonii, ponieważ obawiali się, że za dezercję zostaną postawieni przed trybunałem wojskowym.
Zdaniem japońskiej prasy, nie jest wykluczone że w górach Mindanao może żyć jeszcze około 40 japońskich żołnierzy, ukrywających się na trudno dostępnych terenach od lat wojny.
W dżungli na Filipinach odnaleziono w 1974 r. oficera wywiadu japońskiego z lat wojny, Hiroo Honodę, ukrywającego się na wyspie Lubang przez 30 lat. Nie wiedział on, że wojna się skończyła. Wrócił do Japonii w marcu 1974 r., jednakże rok później emigrował do Brazylii. W 1972 r. na Guam znaleziono innego japońskiego żołnierza - Shoichi Yokoi, który także spędził w dżungli 30 lat, nie zdając sobie sprawy z tego, że wojna dobiegła końca i Japonia ją przegrała.
szakal
PAP
Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie ostro zaprotestowało przeciwko lubelskim uroczystościom z okazji 60. rocznicy powstania Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - zbrojnego ramienia NKWD w Polsce.
Uroczystość odbyła się na terenie jednostki wojskowej na lubelskim Majdanku. Uczestniczył w niej, między innymi, były minister sprawiedliwości, poseł SLD Grzegorz Kurczuk. W jej trakcie wręczono dyplomy uznania i medale przyznane przez wojewodę lubelskiego.
Według przewodniczącego Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych, Jerzego Bukowskiego, oddawanie hołdu KBW jest tym samym, czym byłoby uczczenie jednostek Wehrmachtu oraz innych formacji zbrojnych - hitlerowskich bądź sowieckich - walczących z polskim podziemiem niepodległościowym. Jego zdaniem, organizatorzy uroczystości - urzędnicy państwowi oraz szefostwo 3 Brygady Zmechanizowanej Legionów imienia Romualda Traugutta - powinni być natychmiast zdymisjonowani. Według Bukowskiego, nie są godni piastowania odpowiedzialnych stanowisk w III Rzeczypospolitej.
Działacze Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych domagają się wyciągnięcia konsekwencji wobec urzędników państwowych oraz oficerów Wojska Polskiego odpowiedzialnych za zorganizowanie przedwczorajszych obchodów.
szakal
IAR
Generał, 89-letni Augusto Pinochet, doznał dziś ciężkiego udaru i został przewieziony do szpitala - podała agencja Reutera powołując się na źródła zbliżone do rodziny Pinocheta.
W grudniu roku 2004 doznał udaru, po którym był hospitalizowany. Lekarze zdiagnozowali wówczas u Caudillo "podkorowe niedotlenienie mózgu bez utraty przytomności".
Obecny udar jest poważniejszy - podał informator Reutera.
Generał Pinochet uratowal kraj przed komunistycznymi rządami, na wniosek parlamentu, który po nieskutecznych wezwaniach komunisty Allende łamiącego konstytucję, zmuszony został powziac ostateczne środki przywrócenia porządku.
Chile generała Pinocheta było jednym z najlepiej rozwijających się krajów Ameryki Pd. i miało najwyższy rozwój gospodarczy, w przeciwieństwie do innych krajów regionu opanowanych przez lewaków.
szakal
Reuters
+ Requiescat in pace +
.
.
Rosyjskie MSZ oburzone nadaniem imienia Dżochara Dudajewa rondu przy zbiegu Al. Jerozolimskich i ul. Popularnej w Warszawie. - Trudno ocenić to inaczej, niż jako obrazę pamięci Rosjan - ofiar aktów terrorystycznych w Moskwie i innych miastach Rosji - można było w poniedziałek przeczytać w komentarzu departamentu informacji i prasy MZS Rosji.
Pomysł uhonorowania byłego prezydenta Czeczeni narodził się w środowisku Ligi Republikańskiej. Przeforsował go najliczniejszy w Radzie Warszawy klub PiS. SLD chciał nadać rondu we Włochach nazwę Dzieci Biesłanu, ale ten pomysł przepadł w głosowaniu.
Decyzję rady Warszawy z entuzjazmem przyjęła mieszkająca w naszym kraju społeczność czeczeńska. Za to ambasada Rosji ostro zaprotestowała. Wczoraj oburzyło się rosyjskie MSZ.
- Trudno ocenić to inaczej, niż jako obrazę pamięci Rosjan, ofiar aktów terrorystycznych w Moskwie i innych miastach Rosji, a także faktyczny przejaw poparcia dla międzynarodowego terroryzmu - czytamy w opublikowanym w internecie oficjalnym komentarzu rosyjskiego MSZ. W opinii tego resortu Dudajew był przywódcą czeczeńskich separatystów oraz narodowych ekstremistów i został "zlikwidowany" jako terrorysta.
Prawicowi zwolennicy uhonorowania Dudajewa w Warszawie wiedzą, że Czeczenia pod jego rządami pogrążyła się w anarchii i korupcji. Jednak uważają, że nadając ten patronat, uczcili dążenia Czeczenów do samostanowienia, których Dudajew - mimo licznych kontrowersji wokół jego osoby - stał się symbolem.
szakal
GW
W 65. rocznicę zbrodni katyńskiej Sejm złożył hołd pamięci zdradziecko zamordowanych polskich jeńców wojennych. Uchwałę w tej sprawie Sejm przyjął w milczeniu, przez aklamację. Posłowie wzywają Rosję do uznania zbrodni katyńskiej za ludobójstwo.
"W 65. rocznicę zbrodni katyńskiej Sejm RP składa hołd pamięci zdradziecko zamordowanych polskich jeńców wojennych, przede wszystkim oficerów Wojska Polskiego i funkcjonariuszy Policji Państwowej, administracji i sądownictwa, przetrzymywanych w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie" - głosi uchwała.
Sejm wyraził jednocześnie ubolewanie, że do dziś zbrodnia katyńska jest przedmiotem politycznych działań zmierzających do jej zrelatywizowania i pomniejszenia, a także rozmycia odpowiedzialności sprawców. "Jesteśmy przekonanie, że tylko ujawnienie pełnej prawdy o zbrodni, a także napiętnowanie i ukaranie wszystkich jej sprawców będzie służyć zabliźnieniu ran i kształtowaniu dobrosąsiedzkich stosunków między Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską" - czytamy w uchwale.
Rosyjska prokuratura wojskowa nie uznała mordu w Katyniu za zbrodnię przeciwko ludzkości. Według niej nie chodziło o eksterminację narodu polskiego ani na państwowym ani na prawnym poziomie. Równocześnie odmówiono przekazania polskiej stronie dokumentów dotyczących tej sprawy.
szakal
PAP
Dżochar Musajewicz Dudajew był bojownikiem czeczeńskim, a także generałem radzieckiego lotnictwa. W latach 1991-1996 sprawował funkcję prezydenta Czeczenii. Zginął w ataku rakietowym w 1996 roku.
Inicjatorem nazwania ronda imieniem czeczeńskiego bojownika był radny Paweł Turowski (PiS). Jak powiedział radny, nadanie imienia Dudajewa jest gestem społeczeństwa Warszawy, które pokazuje, że nie zapomnieliśmy o tym, że mieszkańcy Czeczenii mają swoje prawa. Za wprowadzeniem nazwy opowiedzieli się radni PiS, przeciw głosowało SLD, zaś radni PO i LPR wstrzymali się od głosu.
- Tak, jak nas wspierano 20 lat temu w czasie stanu wojennego, tak my teraz mamy moralny obowiązek wspierać innych, którzy walczą o swoje niezbywalne prawa - podkreślił Turowski.
Przypomniał, że Warszawa jest od 1994 roku miastem bliźniaczym stolicy Czeczenii - Groznego, a w 1995 roku uruchomiono w Warszawie czeczeński ośrodek informacyjny.
Wśród 39 obecnych na głosowaniu warszawskich radnych, nową nazwę ronda poparło 20 radnych PiS, przeciw było 12 radnych SlD, zaś 7 radnych z PO i LPR wstrzymało się od głosu.
szakal
PAP
20 osób aresztowano w Rydze po starciach między weteranami Łotewskiego Legionu Waffen SS a łotewskimi Rosjanami. Weterani zebrali się, by uczcić rocznicę bitwy z Armią Radziecką w 1944 roku, w której uczestniczyli u boku Niemców.
Do przepychanek doszło, gdy członkowie prorosyjskiej partii "Rodina" utworzyli żywy łańcuch, uniemożliwiając weteranom przejście pod Pomnik Wolności, gdzie mieli złożyć wieńce.
Doroczne zgromadzenia, zwłaszcza marsze łotewskich weteranów spod znaku SS, są powszechnie krytykowane jako honorujące żołnierzy walczących dla Hitlera. Uczestnicy obchodów rocznicowych zaprzeczają jednak, jakoby ich celem było gloryfikowanie czasów hitlerowskich. Podkreślają, że do Waffen SS zostali wcieleni przymusowo i że u boku Niemców walczyli jedynie dlatego, że chcieli zapobiec kolejnej okupacji - radzieckiej.
Przypominają, że zanim na Łotwę wkroczyły w roku 1941 wojska niemieckie, została ona zajęta w 1940 r. przez ZSRR. W ciągu tego roku tysiące Łotyszy zginęło lub zostało zesłanych na Syberię, skąd wielu nie wróciło. Po wyzwoleniu spod okupacji niemieckiej Łotwa została wbrew swej woli włączona do ZSRR. Niepodległość odzyskała dopiero po jego rozpadzie w roku 1991.
szakal
PAP
W tym tygodniu zabito prezydenta Czeczenii Asłana Maschadowa.
Szef rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew zameldował o tym uroczyście prezydentowi Władimirowi Putinowi, a moskiewska telewizja pokazała zwłoki Maschadowa w starym sowieckim stylu, który nie ominął polskich żołnierzy zabitych przez NKWD, rozebranego, brudnego i bez butów.
Prezydent Czeczenii zginął we wtorek w przerobionej na bunkier piwnicy w jednej z chałup w wiosce Tołstoj-jurt, tuż pod kontrolowanym przez Rosjan Groznym.
- Z Maschadowem czy bez dalej będziemy walczyć - mówi Ahmad Zakajew, do niedawna główny przedstawiciel Maschadowa w Europie.
Po oswiadczeniu ministra Rotfelda, który nazwał zabójstwo prezydenta Maschadowa przestępstwem, Polska została zaatakowana przez rosyjskie media.
Prym wiodła gazeta "Izwiestia."
Interesujący jest fakt stosunku owych mediów do zbrodni katyńskiej, która to pewnie ze względu na małą liczbę zamordowanych (raptem 27 tysięcy oficerów i inteligencji polskiej) mieści się w przyjętych w systemie sowieckim stosunkach dyplomatycznych i sojuszniczych.
szakal
Internet
5 marca 1940 r. Biuro Polityczne KC WKP(b) podjęło uchwałę, w której poleciło NKWD rozstrzelanie polskich jeńców wojennych - przypomina tragiczną datę "Nasz Dziennik". Pod uchwałą podpisał się Józef Stalin.
Rozkaz wymordowania oficerów wojska polskiego, funkcjonariuszy policji państwowej, służby więziennej, urzędników, właścicieli ziemskich, nie był przypadkowy. Stanowił część zaplanowanej przez najeźdźców akcji przeciw Narodowi Polskiemu, która miała swój początek w sierpniu 1939 roku, kiedy niemiecki minister spraw zagranicznych Joachim Ribbentrop i sowiecki komisarz Wiaczesław Mołotow podpisali tajny protokół do paktu o nieagresji.
Rozstrzelanie jeńców wojennych miało odbyć się bez śledztwa, aktu oskarżenia i wyroku sądu. Jedyną ich winą było to, że są Polakami. Uchwała w sposób oczywisty była pogwałceniem prawa międzynarodowego, w tym konwencji haskiej z 1907 r. i konwencji genewskiej z 1929 r. Łącznie Sowieci w 1940 roku zamordowali prawie 22 tysiące Polaków - jeńców wojennych.
Zbrodnia katyńska, mimo że upływa 65 lat od jej popełnienia, ciągle nie jest do końca wyjaśniona, ciągle nie ma wskazanych winnych, ciągle nie ma skruchy i żalu, ciągle nie mówi się o niej pełnej prawdy, bo czyż nie fałszowaniem historii trzeba nazwać stanowisko Rosji, która nie chce uznać tej zbrodni za ludobójstwo? Rodziny Katyńskie chcą przebaczyć, tylko nie wiedzą komu. Czy do prawdy przybliży nas śledztwo prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej? Miejmy nadzieję, że tak się stanie, i to niebawem - pisze "Nasz Dziennik".
szakal
(PAP), ND
W dniu wczorajszym 3-02-2005 Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie stwierdził nieważność wyroku śmierci na Lecha Neymana, działacza i jednego z przywódców Obozu Narodowo-Radykalnego, szefa wydziału Zachodniego Służby Cywilnej Narodu, 1944 komendanta Okręgu Krakowskiego Narodowych Sił Zbrojnych, 1945 komendanta Okregu Pomorze NSZ. Za swoją patriotyczną działalność Neyman został skazany przez komunistyczny "sąd" na śmierć i zamordowany 12 V 1948 w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.
szakal
GDL's
W nocy z czwartku na piątek, w szpitalu im. prof. Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej w Warszawie zmarł Jan Nowak-Jeziorański - żołnierz Armii Krajowej, legendarny "kurier z Warszawy", wieloletni dyrektor sekcji polskiej Radia Wolna Europa, dziennikarz, pisarz, publicysta, wielki polski patriota.
Swego życia nie zamieniłbym na żadne inne - powiedział w jednym z ostatnich wywiadów. A bogactwem życiorysu mógłby obdzielić kilka osób.
Kampania wrześniowa, działalność konspiracyjna w AK, kurierskie wyprawy na zachód, Powstanie Warszawskie, BBC, Radio Wolna Europa, Kongres Polonii Amerykańskiej - wszystkie te etapy życia Nowaka- Jeziorańskiego wypełnione były działaniami na rzecz Polski. Zawsze czułem, że los mego kraju jest związany z moim - powtarzał.
Zdzisław Jeziorański
Zdzisław Jeziorański (Jan Nowak to jeden z pseudonimów okupacyjnych; wcześniej posługiwał się pseudonimami "Jan Kwiatkowski" i "Adalbert Kozlowski" ) urodził się 15 maja 1913 r. w Warszawie. Po studiach ekonomicznych na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu pracował jako asystent na tej uczelni.
Brał udział w kampanii wrześniowej, potem zaangażował się w działalność konspiracyjną - był członkiem Związku Walki Zbrojnej i żołnierzem Armii Krajowej. Uczestniczył m.in. w Akcji "N", w ramach której kolportowano wśród Niemców antyhitlerowskie materiały propagandowe w języku niemieckim. W AK poznał swoją późniejszą żonę łączniczkę Jadwigę Wolską "Gretę" (zmarła w 1999 roku). Odbył pięć wypraw na trasie Warszawa-Londyn, jako kurier Komendanta Głównego AK i jego łącznik z londyńskim rządem RP.
Powstanie Warszawskie
Walczył w Powstaniu Warszawskim. Po kapitulacji powstańców przedostał się do Londynu, a po zakończeniu wojny zdecydował się pozostać za granicą. W Londynie od 1948 roku pracował w Radiu BBC, a następnie w Radiu Wolna Europa.
3 maja 1952 roku w siedzibie Radia Wolna Europa w Monachium poprowadził pierwszą audycję w języku polskim. W historycznym przemówieniu mówił m.in., że "nadejdzie jeszcze ten dzień, kiedy jutrzenka swobody zabłyśnie znów nad Warszawą". Później został dyrektorem sekcji polskiej RWE, sprawował tę funkcję do 1976 r.
Następnie zamieszkał w USA, gdzie aktywnie włączył się w życie Polonii. Stał się, m.in. wraz z prof. Zbigniewem Brzezińskim, wytrwałym rzecznikiem spraw polskich. Za prezydentury Jimmy'ego Cartera był konsultantem amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
W USA Nowak-Jeziorański zaangażował się w pomoc dla polskiej opozycji demokratycznej i "Solidarności".
Polska niepodległa i bezpieczna
W latach 90. prowadził lobbing na rzecz wejścia Polski do NATO. Dzień ratyfikacji rozszerzenia Sojuszu Nowak-Jeziorański nazwał "najważniejszym dniem w jego życiu". Dożyłem Polski nie tylko niepodległej, ale i bezpiecznej - mówił.
Był wieloletnim dyrektorem Kongresu Polonii Amerykańskiej. Zrezygnował z tej funkcji w 1996 r. tłumacząc, że nie może współpracować z prezesem tej organizacji, Edwardem Moskalem. Stało się to po liście Moskala na temat stosunków polsko-żydowskich, w którym bez zasięgnięcia opinii komitetu wykonawczego Kongresu i Polonii Moskal upomniał, w imieniu Amerykanów polskiego pochodzenia, polski rząd za rzekome nadmierne uleganie żądaniom Żydów.
W wyborach prezydenckich w 1995 r. Nowak-Jeziorański poparł Lecha Wałęsę. Został przez niego zaproszony do debaty telewizyjnej z Aleksandrem Kwaśniewskim, któremu wspólnie z Markiem Nowakowskim zadawał pytania.
Najbardziej obawiam się triumfalizmu dawnego aktywu PZPR - tak reagował na wiadomość o rysującym się zwycięstwie Kwaśniewskiego. Przed wyborami przekonywał, że jego wybór na prezydenta utrudni wejście Polski do NATO. Po latach zweryfikował swoje stanowisko. Kiedyś miałem do niego dużo nieufności z uwagi na jego przeszłość; dziś uważam, że jego rola jest bardzo konstruktywna - mówił już po powrocie na stałe do Polski.
W kwietniu 2001 roku Edward Moskal zasugerował, że Nowak- Jeziorański w czasie wojny kolaborował z hitlerowskimi Niemcami. Jego wypowiedź ostro potępiono zarówno Polsce, jak i w Stanach Zjednoczonych. Na oświadczenie ostro zareagował m.in. były szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego USA Zbigniew Brzeziński.
Po raz pierwszy po wojnie Nowak-Jeziorański przyjechał do Polski w sierpniu 1989 r. na zaproszenie Lecha Wałęsy. Potem już regularnie przyjeżdżał do kraju.
Powrót do kraju
Na stałe powrócił 21 lipca 2002 roku. Przychodzi moment, kiedy nie wolno patrzeć na kraj z oddali; dlatego postanowiłem patrzeć na Polskę z bliska - powiedział po przylocie na lotnisku Okęcie, nawiązując w ten sposób do swojej książki "Polska z oddali". Zamieszkał w Warszawie.
Nowak-Jeziorański aktywnie włączył się w życie kraju: komentował wydarzenia polityczne, zaangażował się w promowanie integracji Polski z Unią Europejską i rozwijanie kontaktów z naszymi wschodnimi sąsiadami. Stał się autorytetem moralnym dla wielu Polaków.
W grudniu 2002 roku na dzień przed finałem negocjacji z UE powiedział, że gdyby Polska pozostała poza Unią, to prędzej czy później utraciłaby niepodległość. Był przekonany, że nie ma alternatywy dla integracji Polski z Unią.
Nawoływał do wzięcia udziału w referendum akcesyjnym w czerwcu 2003 r. i głosowania za integracją. Sam jako pierwszy stawił się w swoim lokalu wyborczym. Mówił, że to jest najważniejsze głosowanie w jego życiu, bo "przesądzi o kierunku i rozwoju gospodarczym Polski może na stulecia".
Zabrał głos w debacie jaka rozgorzała na tle zaangażowania się Polski po stronie USA w konflikcie irackim. Według niego, samo wysłanie polskich wojsk do Iraku "było błędem", ale kiedy już do tego doszło, Polska - jego zdaniem - powinna stanowczo domagać się od Waszyngtonu konkretnych korzyści w zamian za militarną pomoc w Iraku.
W rozmowie opublikowanej w styczniowym numerze "Polityki" mówił m.in: Jest dla mnie nie do przyjęcia, że Polska ma do tej wojny dokładać ze swoich niesłychanie ograniczonych funduszy. Nie stać nas na wydanie z początku 25 milionów dolarów, a później prawdopodobnie znacznie większej kwoty, kiedy sami przechodzimy okres niesłychanego ubóstwa środków.
Gdy pojawiły się sondaże wskazujące, że największe szanse w wyborach prezydenckich ma Jolanta Kwaśniewska ocenił, że jest to osoba bez doświadczenia politycznego i zgłoszenie jej jako kandydata na prezydenta mogłoby sprawić wrażenie, że Polska jest krajem "operetkowym, niepoważnym".
Kolegium Europy Wschodniej
Nowak-Jeziorański założył fundację Kolegium Europy Wschodniej, która zorganizowała Wschodnią Szkołę Zimową. Pierwsze zajęcia ruszyły w marcu 2004, a uczestniczy w nich 30 studentów z krajów byłego bloku komunistycznego piszących prace magisterskie związane z tematyką Europy Wschodniej.
Był rzecznikiem zaktywizowania polskiej polityki wobec Białorusi. Uważał, że "Polska powinna przesunąć Białoruś na wyższe miejsce na liście swoich priorytetów". Jego zdaniem "spisanie tego kraju na straty", co - miał wrażenie - "odbyło się na Zachodzie w ostatnim czasie, grozi powrotem Białorusi w granice Rosji, sukcesora Związku Radzieckiego, a to z kolei byłoby fatalne w skutkach z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski i pokoju".
Radio Wolna Europa dla Białorusi
Zaproponował utworzenie polskiego Radia Wolna Europa dla Białorusi. Według niego, taką rolę mogłoby spełniać zagrożone z powodów finansowych białoruskie Radio Racja z Białegostoku.
W listopadzie 2002 r. prezydent Litwy Valdas Adamkus uhonorował go obywatelstwem litewskim, w uznaniu jego zasług we wspieraniu Litwy w dążeniu do NATO.
Nowak-Jeziorański patronował, obok m.in. prof. Władysława Bartoszewskiego, powołanej w marcu 2002 r. Fundacji Centrum Twórczości Narodowej, która wspiera zdolnych, niezamożnych twórców, młodzież dotkniętą problemem bezrobocia i poczuciem beznadziejności.
Był wśród intelektualistów, którzy zwrócili się z do prymasa Polski o interwencję w sprawie rozpowszechniania antysemickich publikacji w księgarni znajdującej się w podziemiu jednego z warszawskich kościołów.
Należał do grupy ponad 100 przedstawicieli świata nauki, kultury oraz dziennikarzy, którzy jesienią 2003 r. podpisali się pod listem otwartym, stającym w obronie polskich postulatów dotyczących przyszłej konstytucji europejskiej - zachowania nicejskiego systemu głosowania w Radzie UE oraz odwołania się w preambule konstytucji do tradycji chrześcijańskiej.
Odznaczenia
Nowak-Jeziorański odznaczony został m.in. krzyżem Virtuti Militari i Orderem Orła Białego. Był honorowym obywatelem m.in. Poznania, Wrocławia i Gdańska i Gdyni. Został też nagrodzony przez College of Democracy za szczególne zasługi w walce o demokrację w Polsce. Otrzymał "Medal Wolności" od prezydenta USA. Był też doktorem honoris causa m.in. uniwersytetów Jagiellońskiego, Warszawskiego i Wrocławskiego.
Otrzymał wiele nagród dziennikarskich, m.in Nagrodę Kisiela w kategorii publicystów, Złoty Mikrofon przyznawany przez Polskie Radio twórcom audycji emitowanych przez publiczną radiofonię, Diamentowy Mikrofon - nagrodę Polskiego Radia dla najwybitniejszych postaci radiowych.
Otrzymał tytuł "Człowieka Pojednania 2002", nadany przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów. Uhonorowany został też nagrodą im. Ksawerego Pruszyńskiego za reportaż literacki i eseistykę. W 2001 r. był nominowany do pierwszej edycji nagrody im. J Giedroycia, a w 2003 r. otrzymał Super Wiktora nagrodę przyznawaną za całokształt dokonań najwybitniejszym telewizyjnym postaciom. Był też honorowym członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Napisał kilka książek, m.in. "Kurier z Warszawy", "Wojna w eterze", "Polska z oddali", "W poszukiwaniu nadziei" i "Rozmowy o Polsce", "Fakty, wydarzenia, opinie".
W jednym z wywiadów (dla "Gazety Wyborczej") Nowak-Jeziorański powiedział, że nie zrobił kariery i materialnie nie dorobił się. W USA mieszkał w domku z ogrodem; w Polsce zamieszkał w bloku. Miał zbiór obrazów malarzy polskich i kolekcję starych zegarów. Jednak swego życia - takiego, jak ono było - nie zmieniłbym na żadne inne - powiedział Teresie Torańskiej.
szakal
PAP
W wieku 89 lat zmarł w piątek w Warszawie gen. Stanisław Skalski, "as" polskiego lotnictwa z II Wojny Światowej, bohater Bitwy o Anglię.
Poinformował o tym rzecznik Dowódcy Sił Powietrznych RP mjr Maciej Woźniak.
Stanisław Skalski po klęsce wrześniowej walczył we Francji. Od jesieni 1940 roku w Anglii dowodził kolejno: eskadrą w dywizjonie 306 i 316, dywizjonem 317, eskadrą zwaną "Cyrkiem Skalskiego" w Tunezji, dywizjonem 601 na Malcie i w końcu polskim 133 skrzydłem myśliwskim. Według oficjalnej statystyki alianckiej Skalski zestrzelił 21 samolotów niemieckich.
W 1947 roku powrócił do Polski, oskarżony o zdradę przez władze stalinowskie i skazany spędził 8 lat w celi śmierci. Po rehabilitacji pełnił funkcję sekretarza generalnego Aeroklubu PRL. Odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari. Autor wspomnień z września 1939 roku: "Czarne krzyże nad Polską", wydanego w 1957 roku. Po wojnie powrócił do PRL, gdzie został oskarżony o zdradę i szpiegostwo. Archiwa Urzędu Bezpieczeństwa potwierdziły, że w śledztwie znęcał się nad nim osobiście osławiony Adam Humer. Skalski został skazany na śmierć. Wyroku nie wykonano, ale więzień spędził 8 lat w celi śmierci.
Po 1956 r. został zrehabilitowany. Odznaczony Złotym Krzyżem Virtuti Militari.
Urodził się 27 października 1915 w Kodymie. Po ukończeniu kursu pilotażu w 1938, skierowano go do 142. Eskadry w Toruniu. 1 września 1939 r. zestrzelił niemiecki samolot rozpoznawczy Hs 126 już o godzinie 5:32.
Według niektórych badaczy historii, był to pierwszy wygrany przez Polaka pojedynek powietrzny w czasie II wojny światowej.
Tytuł asa myśliwskiego Skalski uzyskał jeszcze we wrześniu 1939 r., zestrzeliwując osobiście sześć niemieckich samolotów i uszkadzając trzy inne maszyny.
17 września, jak wielu innych polskich pilotów, Skalski wyruszył do Rumunii, później Francji i Anglii. W 1940 jako podporucznik dołączył do Królewskich Sił Powietrznych (RAF - Royal Air Force), by rozpocząć swój udział w słynnej Bitwie o Anglię, gdzie walcząc w różnych dywizjonach, strącił wiele niemieckich maszyn; jego samolot również został trafiony, a on ranny.
W latach 80. zaangażował się najpierw w działalność stowarzyszenia patriotycznego "Grunwald". Po 1989 r. dwukrotnie kandydował do parlamentu. W wyborach w 1991 r. z list Chrześcijańskiej Demokracji Pawła Łączkowskiego, a w 1993 r. z list "Samoobrony". W obu przypadkach nie uzyskał mandatu posła.
szakal
PAP
Żołnierz rosyjskich sił specjalnych powiedział dziennikowi "Komsomolskaja prawda", że terrorystów, którzy we wrześniu zajęli szkołę w Biesłanie, było znacznie więcej, niż podawały władze.
Wg oficjalnych danych, w zajęciu szkoły w Biesłanie i przetrzymywaniu w niej ok. 1200 zakładników uczestniczyło 32 terrorystów, z których 31 zabito, a jednego aresztowano.
Żołnierz o imieniu Wasilij, którego nazwiska nie podano, oświadczył, że po zakończeniu szturmu sam widział 49 zabitych terrorystów i trzech aresztowanych. Jego zdaniem, 13 napastników zdołało zbiec.
Rozmówca dziennika powiedział, że poza Nur-Paszą Kułajewem aresztowano Władimira Chodowa i szahidkę (kobietę-samobójczynię), której nazwiska nie podał.
Żołnierz uważa, że władze dla dobra śledztwa utrzymują w tajemnicy dane na temat aresztowanych. Chodow jest uważany za bliskiego współpracownika Szamila Basajewa, który przyznał się do zajęcia szkoły w Biesłanie, gdzie zginęło ponad 330 osób.
szakal
PAP
W odpowiedzi na posunięcie władz rosyjskich, które wyznaczyły nagrody za głowy ich przywódców, czeczeńscy separatyści obiecali na swych stronach internetowych 20 mln dolarów każdemu, kto pomoże im złapać prezydenta Władimira Putina.
W środę władze Rosji podały, że wypłacą 300 mln rubli (ok. 10 mln dolarów) za informacje na temat czeczeńskich przywódców: Asłana Maschadowa i Szamila Basajewa - mogące doprowadzić, jak to ujęto, do ich "neutralizacji".
Zamieszczona w Internecie oferta separatystów mówi o 20 mln dolarów dla państw, organizacji lub osób, które okażą Republice Czeczeńskiej aktywną pomoc w, jaki napisano, "zatrzymaniu wojennego zbrodniarza Władimira Putina".
W oświadczeniu podpisanym przez "antyterrorystyczne centrum Republiki Czeczeńskiej" Putina oskarżono o rozpętanie wojny przeciwko Czeczenii, jego też obarczono odpowiedzialnością za tragedię w Biesłanie.
W następstwie okupacji przez terrorystów od 1 do 3 września szkoły w Biesłanie w graniczącej z Czeczenią Osetii Północnej i akcji uwalniania zakładników 3 września zginęło co najmniej 335 osób, wśród których prawie połowę stanowią dzieci. Rannych zostało ponad 700 osób. Dokładna liczba ofiar i rannych jest wciąż ustalana.
Uważany przez obserwatorów za umiarkowanego wśród czeczeńskich separatystów Asłan Maschadow zaprzeczył po szturmie na szkołę Biesłanie, jakoby miał coś wspólnego z tym zamachem.
szakal
PAP
We wtorek liczba Amerykanów zabitych w Iraku wzrosła do tysiąca - poinformował Biały Dom.
Według rzecznika Białego Domu Scotta McClellana, od początku inwazji na Irak w marcu 2003 r. śmierć poniosło 997 żołnierzy i trzech cywilnych pracowników Ministerstwa Obrony. Niemal 7 tys. amerykańskich żołnierzy zostało w tym samym czasie rannych. Tylko od poniedziałku rano w Iraku zginęło 14 żołnierzy USA.
Pamiętamy, szanujemy i opłakujemy stratę tych wszystkich, którzy ponieśli tę najwyższą ofiarę w obronie wolności. Pamiętamy także o tych, którzy stracili życie 11 września - powiedział dziennikarzom McClellan.
szakal
PAP
Nad terytorium Czeczenii zaginął w niedzielę wieczorem rosyjski wojskowy śmigłowiec, na pokładzie którego znajdowało się trzech członków załogi - podano w poniedziałek rano w Moskwie.
Śmigłowiec Mi-8 zginął w drodze z rosyjskiej bazy wojskowej pod Groznym w Czeczenii do Magas w sąsiedniej Inguszetii. Stąd miał lecieć do Osetii Północnej.
Maszyna jest poszukiwana obecnie przez sześć innych helikopterów oraz samolot An-12, jednakże jak do tej pory nie natrafiono na żaden ślad Mi-8.
Agencja Reutera, odnotowując zaginięcie śmigłowca, podkreśla iż maszyny tego typu często stanowią cel ataku czeczeńskich separatystów.
szakal
PAP
Dwaj polscy żołnierze - starszy szeregowy nadterminowy Grzegorz Rusinek i szeregowy nadterminowy Sylwester Kutrzyk - zginęli, a pięciu ich kolegów zostało rannych rano w wyniku wypadku samochodowego po ostrzale patrolu w Hilli, pięć kilometrów od Obozu Babilon - poinformowało biuro prasowe dowództwa Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe w Iraku.
Z informacji, jakie przekazał rzecznik dywizji ppłk Artur Domański wynika, że wypadek był następstwem wcześniejszego ostrzelania patrolu przez nieznanych sprawców.
Dowódca dywizji gen. Andrzej Ekiert powiedział dziennikarzom w Obozie Babilon, że ulice Hilli patrolowały dwa samochody. Po ostrzale, "w wyniku zwiększenia prędkości jeden z pojazdów wywrócił się, drugi najechał na niego. Efekt - dwóch naszych kolegów zginęło, a pięciu pozostałych, w stabilnym stanie, zostało natychmiast przetransportowanych do szpitala w Karbali. Życiu ich nie zagraża niebezpieczeństwo" - powiedział gen. Ekiert.
Na miejsce ataku wysłano siły szybkiego reagowania. Nie ma jednak informacji o schwytaniu sprawców ostrzału.
Żaden z zabitych żołnierzy, ani żaden spośród rannych nie ma ran postrzałowych. Czwartkowe ofiary powiększyły do 13 liczbę Polaków, którzy zginęli podczas misji w Iraku. (jask)
szakal
PAP
Choć mija piąty rok od wybuchu ostatniej z wojen kaukaskich, perspektywa jej przerwania wydaje się odleglejsza niż kiedykolwiek. A ostateczne zwycięstwo Moskwy, tyle już razy ogłaszane przez rosyjskich generałów, jest tak dalekie i niepewne jak latem 1999 r., gdy w Dagestanie rozległy się pierwsze salwy.
Dawno pobici i skłóceni - zdawałoby się - partyzanci zjednoczyli się, odbudowali oddziały i morale. I to oni dokonują ostatnio brawurowych operacji wprawiających Kreml w bezradne zakłopotanie. Powstańczy przywódca prezydent Asłan Maschadow, rzekomo osaczony i opuszczony, miał - według Rosjan - słać posłańców z błagalnymi prośbami o przyjęcie kapitulacji. Tymczasem parę dni temu wydał dekret porządkujący struktury podziemnego rządu i przywołujący ostro do porządku komendantów i polityków powątpiewających w zwycięstwo lub nazbyt samodzielnych.
Udręczeni wojną, biedą, bezprawiem i ciągłym zagrożeniem Czeczeni doskonale pamiętają, kto jest winny ich nieszczęść, i wcale nie odwracają się od Maschadowa i jego dżygitów, nawet jeśli nie marzą o ich powrocie do władzy. Co więcej, sondaże wskazują, że prawie trzy czwarte Rosjan, którzy niedawno jeszcze przyzwalali na wojnę, jaką Kreml prowadzi w Czeczenii, teraz pragnęłoby jak najszybszego jej przerwania. Nikt już chyba nie wierzy w zapewnienia rosyjskich władz, że na Kaukazie trwa wojna z szajką międzynarodowych terrorystów. Bo jak wytłumaczyć, że rzekoma kaukaska al Kaida nie atakuje nikogo poza Rosją?
Kaukaska wojna znalazła się w ślepym zaułku, z którego nie widać żadnego wyjścia. Maschadow chce rozmawiać, ale im dłużej spotyka się z pogardliwym milczeniem Rosjan, tym trudniej zachować mu dotychczasowe umiarkowanie. Nie przypadkiem ostentacyjnie pojednał się ostatnio z sięgającym bez skrupułów po terroryzm Szamilem Basajewem uosabiającym nawet na Kaukazie skrajność postaw.
Rosjanie nie mogą pokonać ani Basajewa, ani Maschadowa, ale też nie chcą z nimi rozmawiać. Jako rozwiązanie proponują kolejną farsę pt. wybory prezydenta Czeczenii, chociaż poprzedniemu namaszczonemu przez siebie przywódcy nie potrafili nawet zapewnić bezpieczeństwa - Ahmad Kadyrow zginął w zamachu na stadionie w Groznym, gdzie miał przyjmować wojskową defiladę z okazji Dnia Zwycięstwa nad Niemcami. A w dodatku podejrzewali ministrów i komendantów Kadyrowa, że po cichu sprzyjają partyzantom.
Rosja nie tylko nie potrafi wygrać wojny, ale nie umie jej też przerwać. Nawet o tym nie myśli. Wygląda na to, że w Moskwie wojnę traktuje się jako problem mniej uciążliwy niż pokój i jego konsekwencje - konieczność wymyślenia nowej formuły politycznej dla Czeczenii, odbudowa zniszczonego kraju, odszkodowania dla ofiar, znalezienie zajęcia dla bezczynnych wojskowych.
Przy dużej dozie fantazji można sobie wyobrazić, że Czeczeni i Rosjanie wciąż potrafiliby żyć ze sobą zgodnie po sąsiedzku, może nawet w jednym państwie. Nie sposób jednak przedstawić sobie, by na razie mogli ze sobą o tym rozmawiać. Aby wojna między Rosją i Czeczenami została przerwana, musi im ktoś pomóc. Bezstronny arbiter. Apelują o niego od dawna Czeczeni, apelują nieliczni rosyjscy demokraci w osobach Siergieja Kowaliowa i Jeleny Bonner. Oni jedyni w Rosji rozumieją przestrogę, jaką 150 lat temu dał Dżamaluddin - syn imama Kaukazu Szamila wydany Rosji jako zakładnik pokoju powtarzał: Kaukaz nie będzie wolny, dopóki wolna nie będzie Rosja.
szakal
GQ
W rejonie meczetu-mauzoleum imama Alego w Nadżafie ponownie rozgorzały rano walki - informuje obecny na miejscu korespondent agencji France Presse.
AFP pisze o intensywnej wymianie ognia w centrum Nadżafu, przede wszystkim w pobliżu tego szyickiego sanktuarium, gdzie ukrywają się osaczeni przez siły amerykańsko-irackie bojowcy szyickiego radykała Muktady al-Sadra.
Świadkowie mówią, że czołgi i transportery opancerzone zajmują pozycje wokół Starego Miasta.
Rano szef irackiej policji w Nadżafie zagroził uderzeniem na mauzoleum imama Alego, jeśli ukrywający się w tej świątyni bojowcy Sadra nie złożą broni i nie opuszczą meczetu. Weźmiemy mauzoleum szturmem i zabijemy każdego, kto nie złoży broni i nie wyjedzie z prowincji - oświadczył Galeb al-Dżazajri w rozmowie z dziennikarzem agencji France Presse.
We wtorek w Nadżafie oczekiwana jest delegacja obradującej obecnie w Bagdadzie Konferencji Narodowej. Konferencja, która zebrała się w niedzielę, by powołać 100-osobową tymczasową namiastkę parlamentu - Radę Narodową, wezwała w poniedziałek Sadra do zakończenia powstania przeciwko siłom amerykańskim i irackim i do opuszczenia meczetu-mauzoleum.
Wyjazd 50-60-osobowej delegacji opóźnia się jednak, podobno w związku z groźbami zamachów na trasie do Nadżafu. Poinformował o tym stojący na czele delegacji niezależny polityk Fawzi Hamza. Delegacja wciąż jest zdecydowana dotrzeć do Nadżafu, ale ze względów bezpieczeństwa wszelkie szczegóły zachowuje się w tajemnicy.
szakal
PAP
Dziś przypada Święto Wojska Polskiego. Ustanowiono je w 1923 roku dla uczczenia zwycięstwa naszych żołnierzy w bitwie warszawskiej 1920 r.
Przed południem prezydent i zarazem zwierzchnik sil zbrojnych Aleksander Kwaśniewski wręczy akty mianowania generałom. 24 oficerów uzyska awans na pierwszy stopień generalski, 11 na stopień generała dywizji, a generałami broni zostaną Mieczysław Bieniek i Lech Konopka. Wśród awansowanych przeważają oficerowi liniowi, często dowodzący w pełni uzawodowionymi jednostkami.
Minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński powiedział, że Polsce jest potrzebna armia zawodowa. "Potrzebujemy jednostek profesjonalnie przygotowanych do działań w dowolnym miejscu na świecie" - dodał szef MON. Obecnie 55 procent żołnierzy w Polsce to żołnierze zawodowi. Ten współczynnik będzie się stale zwiększał. W roku 2008 ma ich być 75 procent.
Minister Szmajdziński dodał, ze jednostki złożone z żołnierzy zawodowych powinny być gotowe do misji poza granicami kraju, ale także również w Polsce, w wypadku klęsk żywiołowych, katastrof oraz zagrożenia terrorystycznego.
szakal
PAP
Japoński premier Junichiro Koizumi składa wieniec w Parku Pamięci w Hiroszimie
Dziś mija 59. rocznica zrzucenia przez Amerykanów bomby atomowej na japońskie miasto Hiroszima. W Parku Pamięci w Hiroszimie odbyły się uroczystości upamiętniające ofiary.
6 sierpnia 1945 roku Amerykanie po raz pierwszy użyli ładunku jądrowego, zrzucając bombę atomową na japońskie miasto Hiroszima; według dzisiejszych kryteriów użyto ładunku średniej mocy odpowiadającego sile wybuchu 10 KT. Na blisko 255 tys. mieszkańców miasta zginęło 78 tys., 37 tys. zostało rannych, a prawie 14 tys. zaginęło.
szakal
GW
Nie ma szans na zmianę stanowiska strony rosyjskiej w sprawie mordu katyńskiego - uważa prezes Instytutu Pamięci Narodowej Leon Kieres. Rosjanie nie uznają naszych argumentów, że było to zbrodnia ludobójstwa, która nie ulega przedawnieniu.
Leon Kieres, który był gościem "Sygnałów Dnia" w Pierwszym Programie Polskiego Radia, powiedział, że najważniejszym efektem jego dwudniowej wizyty w Moskwie była zgoda na udostępnienie stronie polskiej 156 tomów akt śledztwa rosyjskiego w sprawie zbrodni katyńskiej.
Prezes IPN podkreślił, że 63 tomy były dotąd zupełnie nieznane polskim prawnikom. Pozstałe zaś były nie uwierzytelnione i w dużej mierze nieczytelne. Leon Kieres powiedział dokumenty te przestudiują w Moskwie prokurator Instytutu i historyk. Ponadto kopie akt będą mogły być przewiezione do Polski.
Profesor Kieres powiedział, że do Rosjan nie trafiły racje członków polskiej delegacji, którzy dowodzili, że w Katyniu doszło do ludobójstwa, mimo że - jak podkreślił - przestawili oni argumenty stronie rosyjskiej dotąd nieznane. Leon Kieres przypomniał, że po zakończeniu wojny to władze radzieckie argumentowały, że Niemcy powinni odpowiadać przed trybunałem w Norymberdze za popełnienie zbrodni katyńskiej.
Prezes IPN podkreślił, że państwo rosyjskie nie chce, by używano pojęcia ludobójstwa w odniesieniu do mordu katyńskiego, gdyż to stawiałoby je na równi ze zbrodniarzami nazistowskimi.
szakal
PAP
Partyzanci czeczeńscy odbudowali sieć organizacyjną na całym Kaukazie, prowadzą skoordynowane działania i w każdej chwili mogą zorganizować ataki, wobec których armia będzie bezradna. Rosyjscy wojskowi przyznają, że nie są w stanie ich pokonać, a wojna będzie się ciągnąć latami.
Szyfrogramy czeczeńskiego MSW ujawnił wczoraj prorządowy rosyjski dziennik "Izwiestia". Równo pięć lat temu - na początku sierpnia 1999 roku - od najazdu Szamila Basajewa na Dagestan zaczęła się II wojna w Czeczenii. Mimo że Moskwa od pięciu lat walczy z partyzantami, to nie ma miesiąca, by w Czeczenii albo poza nią nie dochodziło do większych ataków lub zamachów terrorystycznych. Ich ofiary idą już w setki. "Wydarzenia ostatnich miesięcy - czerwcowy napad na Inguszetię (100 zabitych), lipcowy atak na wieś Awtury (ośmiu zabitych, 12 wziętych do niewoli), piątkowy bój w Kizlarze, gdzie zginął dowódca tzw. batalionu nogajskiego Ułłubij Jeguszijew (4 zabitych, 2 rannych), dowodzą, że partyzanci opracowali skuteczną taktykę walki" - piszą wczoraj na pierwszej stronie "Izwiestia", które w sprawie Czeczenii zawsze zajmowały stanowisko bliskie Kremlowi.
Dziennik twierdzi, że siły partyzantów liczą dziś zaledwie od 2,5 do 3 tys. ludzi, ale oddziały utrzymują ze sobą łączność, koordynują działania i najwyraźniej dowodzi nimi jeden ośrodek. To wielki sukces nieuznawanego przez Moskwę prezydenta Asłana Maschadowa. Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że jest on całkowicie samotny, jego władza nominalna, a jego aresztowanie lub zabicie przez Rosjan to wyłącznie kwestia czasu. Maschadow zresztą sam sprawiał wrażenie gołębia, regularnie wzywając Moskwę do rozmów pokojowych, odcinając się od zamachów terrorystycznych i krwawych akcji zbrojnych organizowanych przez znanego komendanta polowego Szamila Basajewa.
Dopiero niedawno nastąpił przełom. Kilka dni temu Maschadow przyznał się, że stoi za czerwcowym atakiem partyzantów na Inguszetię, w którym w ciągu jednej nocy zginęło ponad 100 ludzi - głównie milicjantów, prokuratorów i członków miejscowej elity promoskiewskiej. Kilka dni temu w internecie ujawniono film, na którym organizator ataku Szamil Basajew składa Maschadowowi łupy zdobyte podczas akcji. Uznano to za akt pojednania między dwoma dowódcami, którzy nigdy nie przepadali za sobą.
Według gazety "Wriemia Nowostiej" rosyjski kontrwywiad przechwycił dokument, z którego wynika, że Basajew szykuje teraz nowe błyskawiczne ataki - podobne do najazdu na Inguszetię - na stolicę Czeczenii Grozny, drugie miasto republiki Gudermes i dagestański Kizlar. Mają one jeszcze nastąpić przed wyborami prezydenckimi w Czeczenii 29 sierpnia. Akcje także mają poparcie Maschadowa. - Jesteśmy gotowi przeprowadzić ataki w Czeczenii, Inguszetii i w samej Rosji. Udowodnimy to - mówi Maschadow w swoim kolejnym przesłaniu na stronie internetowej www.chechenpress.info. Dwa dni przed atakiem na Inguszetię prezydent Czeczenii groził podobnym tonem, ale wtedy go zlekceważono.
Maschadow zapowiada także, że niezależnie, kto zostanie pod koniec sierpnia prorosyjskim prezydentem Czeczenii, skończy tak samo, jak Ahmad Kadyrow - wysadzony w powietrze na stadionie w Groznym 9 maja. - To tylko kwestia czasu. Nasze uderzenia powinny dać do zrozumienia oficerom i przywódcom Rosji, że ich plany nigdy się nie ziszczą - mówi Maschadow.
Faworytem wyborów jest szef czeczeńskiego MSW gen. Ału Ałchanow namaszczony na to stanowisko jeszcze w czerwcu przez prezydenta Władimira Putina. Jego największy rywal, moskiewski biznesmen Malik Sajdułłajew, został skreślony z listy kandydatów pod pozorem błędów w swoim dowodzie osobistym. - Ale za cztery lata znowu wystartuję, bo ta wojna będzie trwać. Moją misją życiową jest wprowadzenie pokoju i normalność w Czeczenii - mówi Sajdułłajew, który ma dobre kontakty zarówno z Moskwą, jak i partyzantami.
szakal
GW
Piętnastu rosyjskich żołnierzy i prorosyjskich czeczeńskich policjantów zginęło w środę w walkach z partyzantami - podały w czwartek promoskiewskie władze Czeczenii. Do największej bitwy doszło w miasteczku Argun, gdzie Rosjanie przez sześć godzin oblegali partyzantów zabarykadowanych w jednym z domów. W strzelaninie zginęło ośmiu żołnierzy, a 11 zostało rannych. Zginęło też sześciu partyzantów, którzy, gdy skończyła się im amunicja, wysadzili się w powietrze wraz z całym budynkiem.
szakal
GW
Polscy żołnierze znaleźli w Iraku 16 lub 17 pocisków zawierających gaz musztardowy i sarin - poinformował w środę w wywiadzie radiowym minister obrony USA Donald Rumsfeld. Informację tę potwierdził w czwartek wieczorem szef MON, Jerzy Szmajdziński.
Rumsfeld ujawnił, że to właśnie Jerzy Szmajdziński na szczycie NATO w Stambule powiadomił go o odkryciu. Szmajdziński "powiedział, że jego żołnierze w Iraku niedawno odkryli - zapomniałem, ile, lecz coś jak 16, czy 17 pocisków zawierających gaz sarin i musztardowy" - oznajmił Rumsfeld w Newradio 600 KOGO z San Diego w Kalifornii.
"Jest to broń, o której wiedzieliśmy zawsze, że Saddam Husajn ją posiadał, lecz której nie zadeklarował" - powiedział szef Pentagonu.
Dodał, że nie widział tej broni i rezultatów jej badań, lecz Polacy sądzą, że dotyczy to "faktycznie niezadeklarowanej śmiercionośnej broni chemicznej - sarinu i gazu musztardowego".
Amerykański minister obrony powiedział też, że "było wiele spekulacji pogłosek i gadaniny" o tym, że Saddam przed rozpoczęciem w marcu 2003 roku wojny w Iraku mógł trzymać pewną ilość broni masowej zagłady w Syrii.
"Zanim to wszystko nie zostanie sprawdzone i udowodnione, nie znajdziecie nikogo w administracji, kto by o tym mówił", dodał Rumsfeld.
Minister udzielił wywiadu w środę, natomiast jego fragmenty rozpowszechnił w czwartek Pentagon.
Szmajdziński zapytany w czwartek wieczorem, dlaczego polska opinia publiczna dowiedziała się o tym od szefa Pentagonu, wyjaśnił: "Nie chcieliśmy o tym mówić wcześniej dopóki Amerykanie nie zbadają w miejscu, gdzie to jest możliwe, jaki to dokładnie bojowy środek chemiczny".
Szef MON powołał się na sprawę rakiet Roland, znalezionych w Iraku w 2003 roku przez polskich żołnierzy, o których polscy wojskowi przedwcześnie powiedzieli, że są najnowszej produkcji francuskiej.
Według Szmajdzińskiego, nie ulega wątpliwości, że to co znaleziono jest bronią chemiczną. Pytany, kiedy Wojskowe Służby Informacyjne dzięki działalności operacyjnej ją znalazły, szef MON odpowiedział, że było to "więcej niż dwa tygodnie temu". Dodał, że nie wiadomo jeszcze, z jakiego okresu pochodzi ta broń.
Tymczasem dowódca Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe generał Mieczysław Bieniek odmawiał w czwartek wszelkich komentarzy dotyczących znalezienia przez Polaków w Iraku pocisków z bronią chemiczną.
Źródła zbliżone do dowództwa Wielonarodowej Dywizji Centrum - Południe potwierdziły PAP, że polscy specjaliści znaleźli kilkanaście pocisków, które mogą zawierać aktywną broń chemiczną. Może być to sarin, gaz musztardowy lub tabun.
Według tych źródeł, pociski mogą zawierać broń chemiczną używaną przez Saddama Husajna w wojnie z Iranem z lat 1980-88.
szakal
PAP
Biuro francuskiego radia RFI w Bejrucie weszło w posiadanie 54-stronicowego dokumentu opracowanego we wrześniu ubiegłego roku i rozdawanego bojownikom Al Kaidy oraz islamistom w Iraku kilka tygodni przed zamachami w Madrycie. Wynika z niego, że Polska nie jest dla Al Kaidy łatwym celem natomiast Hiszpania wprost przeciwnie.
szakal
PAP
Trzej tureccy zakładnicy znajdują się w rękach islamskich rebeliantów, prawdopodobnie związanych z Abu Musabem al Zarkawim
Porywacze zagrozili, że zostaną oni ścięci za 72 godziny, jeżeli "siły i firmy tureckie", wspierające wojska koalicyjne, nie wycofają się do tego czasu z Iraku. O porwaniu poinformowała arabska telewizja al Dżazira, która otrzymała oświadczenie oraz taśmę wideo od Grupy na rzecz Zjednoczenia i Dżihadu, współpracującej z siatką terrorystyczną al Kaida.
Krótkie nagranie przedstawia trzech mężczyzn trzymających dokumenty, klęczących przed uzbrojonymi i zamaskowanymi porywaczami. al Dżazira podała, że czytają oni nazwiska zakładników.
Turcja nie wchodzi w skład międzynarodowych sił koalicyjnych w Iraku, ale wielu jej obywateli pracuje dla nich jako pracownicy kontraktowi.
szakal
PAP
Sejmowa Komisja Obrony Narodowej zamierza wystosować dezyderat do amerykańskiego rządu w sprawie niezrealizowania przez Amerykanów umowy offsetowej po zakupie przez Polskę samolotów F-16 - poinformował - przewodniczący Komisji Stanisław Janas.
Amerykanie wycofali się z 80% inwestycji związanych z offsetem mysliwca wielozadaniowego F-16. Chodzi o inwestycje planowane na pierwszy rok umowy. Sejmowa Komisja Obrony Narodowej negatywnie oceniła kontrakt - powiedział jej przewodniczący Stanisław Janas. Zamiast planowanych na tem rok ponad 2 miliardów Amerykanie zainwestowali niewiele ponad 500 milionów.
W sumie, w ciagu kilku lat po wygranym przetargu, Lockheed miał zainwestować w Polsce równowartość zakupionych przez nas samolotów, czyli ponad 6 miliardów 250 milionów dolarów.
Według Janasa Amerykanie wycofują się z najważniejszych przedsięwzięć w zamian proponując inwestycje mało ważne dla naszej gospodarki lub takie które i tak były by w naszym kraju realizowane.
W umowie offsetowej zapisano też kary dla inwestorów - wynoszą one równowartość niezainwestowanych środków, jednak zdaniem Stanisława Janasa Polska nie ma czasu na kilkuletnie dochodzenie odszkodowań.
szakal
PAP
Dla wielu bohater, dla władz PRL-u szpieg i zdrajca. W katedrze polowej Wojska Polskiego w Warszawie rozpoczęły się uroczystości żałobne płk Ryszarda Kuklińskigo
Pułkownik Kukliński zmarł 11 lutego 2004 roku na Florydzie. Jego syn zginął dziesięć lat temu przejechany przez nieznanego sprawcę. W równie tajemniczych okolicznościach zmarł młodszy z braci - Bogdan. Pół roku przed śmiercią brata utonął u wybrzeży Florydy. Jego ciała nigdy nie odnaleziono.
Ryszard Kukliński zostanie pochowany z żołnierskimi honorami w pierwszej kwaterze Alei Zasłużonych na Powązkach. Obok niego spocznie syn Waldemar.
Ceremonię pogrzebową rozpoczęła msza święta, którą w katedrze polowej Wojska Polskiego odprawia bp Sławoj Leszek Głódź.
Dwie godziny później w asyście kompanii reprezentacyjnej WP ich prochy zostaną złożone do grobu.
szakal
PAP
Aresztowany za szpiegostwo porucznik WSI nadzorował część systemu łączności Polski z NATO i miał dostęp do tajnych informacji. W bagażniku jego samochodu znaleziono ponad 100 stron natowskich dokumentów, które chciał przekazać ambasadzie Federacji Rosyjskiej - donosi "Gazeta Wyborcza".
Chodzi o Wojciecha S., porucznika Wojskowych Służb Informacyjnych, zatrzymanego 30 grudnia ubiegłego roku pod zarzutem szpiegostwa "na rzecz obcego państwa". Oficer od pół roku siedzi w areszcie, a śledztwo w jego sprawie jest przedłużane. Szczegóły śledztwa są tajne. Ppłk Jerzy Kwieciński z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie mówi tylko, że nie ma jeszcze aktu oskarżenia - pisze "Gazeta Wyborcza".
Zaraz po aresztowaniu Wojciecha S. zarówno przedstawiciele ABW (która złapała szpiega), jak i MON bagatelizowali jego rolę. Dementowano informacje o tym, że miał dostęp do pakietu materiałów natowskich.
Tymczasem z informacji zebranych przez "Gazetę" wynika, że nie tylko miał dostęp, ale jego praca polegała na administrowaniu polską częścią systemu łączności pomiędzy NATO a krajami sojuszniczymi. Przy obsłudze systemu zatrudniony był przez blisko osiem miesięcy. System, noszący nazwę Cronos, ma w naszym kraju końcówki m.in. w Sztabie Generalnym, Wojskowych Służb Informacyjnych i ABW - podkreśla "Gazeta Wyborcza".
szakal
PAP
Kary śmierci zażądali katarscy prokuratorzy dla dwóch rosyjskich agentów służb specjalnych oskarżonych o zabicie lidera czeczeńskiego Selimchana Jandarbijewa. Prokuratura jest przekonana, że to aresztowani Rosjanie podłożyli 13 marca bombę pod samochodem byłego prezydenta Czeczenii. Moskwa zaprzecza. Wyrok spodziewany jest 30 czerwca.
szakal
GW
Jerzy Kos z firmy Jedynka Wrocławska i trzej Włosi porwani w Iraku są od wtorku na wolności. Zostali uwolnieni przez siły specjalne koalicji - poinformował dowódca wielonarodowej dywizji Centrum- Południe generał Mieczysław Bieniek.
"Mam do przekazania jedną dobrą wiadomość. Działaniami sił specjalnego przeznaczenia wojsk koalicji został uwolniony obywatel polski, pan Kos. Jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo" - powiedział generał.
Dodał, że razem z nim uwolnieni zostali także trzej Włosi, porwani 12 marca.
Kos, cały i zdrowy, został przewieziony do polskiej ambasady w Bagdadzie. Włosi, także w dobrej formie, mają już w środę wrócić do kraju.
Na pytanie, czy zna szczegóły akcji, generał odpowiedział: "tak, ale nie mogę ich przekazać". Nie ujawnił, z jakich krajów pochodzili żołnierze, którzy uwolnili porwanych. Powiedział, że akcji dokonały "oddziały koalicyjne, w których skład wchodzą również polskie oddziały specjalne".
"Uwolnienie nastąpiło w wyniku działań jednostek koalicyjnych sił specjalnych" - powiedział PAP rzecznik MSZ Bogusław Majewski.
Zapytany, czy w operacji brały udział polskie jednostki GROM, Majewski powiedział: "Nie potwierdzam z uwagi na charakter działań. Mogę jedynie stwierdzić, że polska jednostka GROM jest częścią koalicyjnych sił specjalnych".
Dowodzący siłami koalicji w Iraku generał Ricardo Sanchez powiedział, że całą czwórkę porwanych uwolniono podczas jednej operacji na południe od Bagdadu. Dodał, że obyło się bez wymiany ognia i że w wyniku operacji zatrzymano paru porywaczy.
Włoski minister spraw zagranicznych Franco Frattini, cytowany przez Associated Press, powiedział, że operacja, do której doszło na obrzeżach Bagdadu, była wynikiem współpracy "sił włoskich i koalicyjnych", a także działalności włoskiego wywiadu.
Frattini dodał, że z porywaczami nie prowadzono żadnych negocjacji.
Rzecznik prasowy Jedynki Wrocławskiej Andrzej Polaczkiewicz powiedział PAP, że Jerzego Kosa uwolniono w Ramadi, mieście położonym 110 kilometrów na zachód od Bagdadu. "To była brawurowa akcja służb specjalnych, Polaków i Amerykanów. Porywacze byli namierzani, kontrolowano ich rozmowy telefoniczne. W końcu odbito naszego pracownika i jeszcze inne osoby" - dodał Polaczkiewicz.
Jerzego Kosa i pracującego z nim Radosława Kadriego porywacze uprowadzili przed tygodniem w Bagdadzie. Kadriemu udało się uciec z samochodu porywaczy i zawiadomić o porwaniu. Według informacji z polskiej ambasady w Bagdadzie, uprowadzono jeszcze dwóch irackich ochroniarzy. Nie ma wiadomości o ich losie; nie wiadomo, czy porywacze uwolnili ich wcześniej.
Czterech włoskich ochroniarzy zostało uprowadzonych 12 kwietnia. Jednego z nich porywacze zabili, gdy włoski rząd odrzucił żądanie wycofania wojsk z Iraku.
"Rozmawialiśmy z naszym pracownikiem Jerzym Kosem. Czuje się bardzo dobrze. Rozmawiał też z rodziną w Polsce. Nie ma obrażeń. Dowiedzieliśmy się tylko, że został pogryziony, prawdopodobnie przez psy. W ambasadzie ma zapewnioną opiekę" - powiedział Polaczkiewicz.
szakal
PAP
Generał Wiaczesław Dadonow, który latem 2001 r. z powodu okrutnego traktowania ludności cywilnej został usunięty z dowództwa armii w Czeczenii, w piątek został mianowany tymczasowym dowódcą wszystkich rosyjskich wojsk na Kaukazie. Dadonow zastąpi gen. Walerego Baranowa, ciężko rannego 9 maja w zamachu w Groznym. Dadonow podobnie jak wojska MSW, z których się wywodzi, cieszą się w Czeczenii złą sławą. Latem 2001 r . po pacyfikacji stanic Siernowodsk i Assinowskaja, ówczesny dowódca wojsk rosyjskich na Kaukazie nazwał metody Dadonowa "barbarzyńskimi".
szakal
GW
Czeczenia. Giną Kadyrowowie
Selim Chan Kadyrow, 30-letni syn zabitego 9 maja w zamachu na stadionie w Groznym Ahmada Kadyrowa, prorosyjskiego prezydenta Czeczenii zmarł w poniedziałek w rodzinnej wiosce Centeroj.
Władze republiki twierdzą, że przyczyną śmierci był atak serca. Selim Chan jesienią ubiegłego roku został poważnie ranny w wypadku samochodowym, przeszedł poważne operacje, ale nie wrócił do zdrowia. Partyzanci czeczeńscy od lat prowadzili prawdziwe polowanie na krewnych Ahmada Kadyrowa. Mężczyźni z jego rodziny zostali zdziesiątkowani.
szakal
GW
Dyrektor biura firmy Jedynka Wrocławska Jerzy Kos i inne osoby uprowadzone w ubiegłym tygodniu w Bagdadzie zostali uwolnieni przez siły specjalne - poinformował dowódca wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe generał Mieczysław Bieniek. Wśród uwolnionych przez siły koalicji jest trójka obywateli Włoch.
"W tym bardzo smutnym dla nas wszystkich dniu mam do przekazania jedną dobrą wiadomość. Działaniami sił specjalnego przeznaczenia wojsk koalicji został uwolniony obywatel polski, pan Kos; jego życiu i zdrowiu nie zagraża niebezpieczeństwo" -powiedział generał Bieniek.
Jedynka Wrocławska nie zapłaciła okupu za uwolnienie porwanego - powiedział Andrzej Polaczkiewicz, rzecznik prasowy Jedynki. "Nasz pracownik był prawdopodobnie ukrywany w miejscowości Ramadi. Tam doszło do odbicia porwanych, po tym jak służby specjalne, w tym Polacy, namierzyły porywaczy. Wszystko to jednak niepotwierdzone informacje" - zaznaczył Polaczkiewicz.
Na pytanie, czy zna szczegóły akcji, generał Bieniek odpowiedział: "Tak, ale nie mogę ich przekazać". Nie ujawnił też, z jakiego kraju pochodzili żołnierze, którzy uwolnili porwanych.
Dowódca wielonarodowej dywizji generał Mieczysław Bieniek poinformował natomiast, że wśród uwolnionych przez siły specjalne koalicji jest trójka obywateli Włoch. Czterech Włochów zostało uprowadzonych 12 kwietnia koło Bagdadu. Jednego z nich porywacze zastrzelili, gdy rząd włoski odmówił spełnienia żądań porywaczy, by wojska włoskie opuściły Irak.
Wiceprezes zarządu Jedynki Wrocławskiej Piotr Lip nie ukrywał radości na wieść o uwolnieniu porwanego w Iraku dyrektora biura tej firmy w Bagdadzie Jerzego Kosa. "To po prostu cudowna wiadomość" - powiedział Lip. (mdz)
szakal
PAP
Sześciu żołnierzy koalicji: dwóch Polaków, trzech Słowaków i Łotysz, zginęło rano wskutek wybuchu w czasie operacji rozminowywania w składzie amunicji w Suwajrze, na południe od Bagdadu.
Jest wielu rannych, dotychczas wiadomo o jednym ciężko rannym Polaku.
Ranny polski żołnierz operowany jest w szpitalu w Bagdadzie. Pozostali ranni trafili do polskiego szpitala polowego w Karbali.
"Był to wypadek, do którego doszło w czasie operacji rozminowywania" - powiedział rzecznik sztabu generalnego Wojska Polskiego płk Zdzisław Gnatowski. Dodał, że "wypadek nastąpił w starym składzie amunicji z okresu władzy Saddama Husajna".
Do wybuchu doszło około godz. 9 rano czasu miejscowego (godz. 7 czasu polskiego).
Jak poinformowały służby prasowe wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe, do "niekontrolowanego wybuchu" doszło w trakcie prac saperskich w składzie amunicji i materiałów wybuchowych. Na razie nie są znane żadne szczegóły. Na miejsce zdarzenia udała się specjalna komisja powołana przez dowódcę dywizji, która zbada okoliczności eksplozji.
Wasit, gdzie miał miejsce wypadek, jest jedną z trzech prowincji, za które odpowiada wielonarodowa dywizja pod polskim dowództwem; rozlokowany tam jest kontyngent ukraiński.
Od początku operacji w Iraku straciło życie 10 Polaków. W sobotę w zasadzce zginęło dwóch byłych żołnierzy GROM, pracujących dla firmy Blackwater USA. Wcześniej zginęli major Hieronim Kupczyk (pośmiertnie awansowany do stopnia podpułkownika): st. chorąży Marek Krajewski, kapitan Sławomir Stróżak, starszy szeregowy Gerard Wasielewski oraz dwaj dziennikarze TVP - Waldemar Milewicz i Mounir Bouamrane.
szakal
PAP
"60 lat temu przybyli z morza, żelazem i ogniem wyswobodzili Francję żołnierze wolności" - powiedział prezydent Francji Jacques Chirac w niedzielę podczas głównych uroczystości z okazji 60. rocznicy lądowania aliantów w Normadii.
W uroczystości uczestniczył prezydent Aleksander Kwaśniewski.
W Arromanches, jednej z miejscowości gdzie lądowali alianci, na wysokim klifowym wybrzeżu ustawiono trybuny, na których zasiadło kilka tysięcy ludzi. Na obchody Chirac zaprosił przywódców 15 krajów, z prezydentem USA George`em W. Bushem.
Owacjami przyjęto marsz weteranów operacji w Normandii. Wśród nich była grupa ok. 30 polskich uczestników walk.
Chirac odznaczył kombatantów z 14 krajów najwyższym francuskim odznaczeniem - Legią Honorową. Otrzymał ją też Polak - 94-letni generał brygady Michał Gutowski. W roku 1944 był rotmistrzem w 1 dywizji pancernej generała Stanisława Maczka, która walczyła w Normandii. Po wojnie wyemigrował do Kanady, gdzie był instruktorem jazdy konnej. Do kraju powrócił 1,5 roku temu.
Po wystąpieniu prezydenta Chiraca przed uczestnikami uroczystości przedefilowali żołnierze trzech rodzajów wojsk: lądowych, lotniczych i morskich. Część artystyczna była stylizowanym pokazem lądowania aliantów sprzed 60 lat.
Na obchody rocznicy desantu w Normandii po raz pierwszy został zaproszony kanclerz Niemiec. Tym samym po raz pierwszy kraj pobity wziął udział w rocznicowych uroczystościach. Udział Gerharda Schroedera w uroczystościach ma być "znakiem pojednania z Niemcami". 10 lat temu nieobecność Niemiec na obchodach 50. rocznicy lądowania aliantów w Normandii stała się powodem francusko-niemieckiej polemiki.
Również po raz pierwszy w gronie zaproszonych znalazła się Rosja, jak podkreślono, "w hołdzie dla roli odegranej przez ZSRR w walce z nazizmem na froncie wschodnim".
W niedzielę wieczorem w Caen planowana jest rozmowa prezydenta Rosji Władimira Putina z Aleksandrem Kwaśniewskim.
Osoby uczestniczące 10 lat temu w obchodach 50. rocznicy lądowania aliantów w Normandii wspominają je jako prawdziwe święto radości. Natomiast tegoroczne uroczystości zdominowane są przez nadzwyczajne środki ostrożności podjęte w obawie przed atakiem terrorystycznym. Pojawieniu się Busha na trybunie honorowej towarzyszył przelot helikopterów, które przez cały czas patrolowany teren. Bezpieczeństwa szefów państw i rządów strzeże blisko 19 tys. policjantów, żandarmów, strażaków i wojskowych.
Lądowanie w Normandii, czyli "Operacja Overlord", zapoczątkowało utworzenie drugiego frontu przeciwko Niemcom w Europie zachodniej. Desant powietrzno-morski aliantów był największą tego typu militarną operacją wszechczasów.
szakal
PAP