Ponoć
taki sposób "pozdrawiania" wymyślili szejkowie arabscy, którzy mają mnóstwo
petrodolarów i uprzedzeń, a za to zero skrupułów.
Siedział sobie taki szejk i nudził się okropnie, bo ile razy dziennie można
oglądać "taniec brzucha". Siedział sobie, ziewał, aż wreszcie wpadł na
pomysł upieczenia dwóch baranów za jednym zamachem - sam się rozerwie,
a jednocześnie tego (...)! Oby mu Allach wytruł w jednej sekundzie wszystkie
wielbłądy!
A później trudziła się wielce służba, by taki list sfabrykować (obecnie
po prostu kupuje się ładunek wybuchowy typu "Delta-Shect" made in
firma "Dupont w USA"), a na końcu szejk osobiście "Kochanemu bratu"
wypisywał adres. Wystarczyło jeszcze list dostarczyć, adresat rozrywał
kopertę, list wybuchał i rozrywał... adrestata. No, w najgorszym razie
go tylko oślepiał i odbierał mu jego tańce brzucha raz na zawsze.
Zaczęli arabscy szejkowie, ale ten rodzaj "pozdrowień" szybko trafił na
kontynent amerykański, do Wielkiej Brytanii i w ogóle do Europy.
W 1990 mnóstwo takich przesyłek napłynęło do... Izraela. Adresy nadawców
były zmyślone, fałszywe, ale łatwo się zorientować, że tej specyficznej
formy ataku terrorystycznego użyli najbliżsi sąsiedzi - Arabowie.
Nie mamy informacji, ile wówczas listów przechwycili pracownicy Wydziału
Bezpieczeństwa Poczty Izraelskiej, a ile trafiło jednak do rąk adresatów
- polityków, biznesmenów, znanych duchownych.
Na początku 1990 roku takich przesyłek było 14 i wszystkie zostały
wychwycone i unieszkodliwione przez policję. Nie będziemy zdradzać tajników
policyjnej kuchni, ale musimy dodać, że tylko policja może taki list skutecznie
zidentyfikować i unieszkodliwić. Dla laika jest to po prostu zwykły list,
absolutnie podobny do innych. Nie do odróżnienia!
Z 14 przesyłek 10 nadeszło z Cypru, 4 z Aten, co dla sprawy nie miało żadnego
znaczenia, podobnie jak różne sposoby adresowania kopert.
Ważne jest to, że izraelska policja potrafiła te listy wyłowić z powodzi
innych i unieszkodliwić.
Por.
Norbert Wolf
|