|
|

Charakterystycznym
zjawiskiem ostatnich kilkudziesięciu lat jest pojawienie się grup terrorystycznych
działających z inspiracji, za przyzwoleniem lub przy poparciu państw. Można
nawet postawić tezę, że niektóre rządy traktują terroryzm jako jeden z
instrumentów polityki wewnętrznej lub międzynarodowej. Działania przeciwko
państwu, prowadzone w formie sterowanej z zewnątrz zorganizowanej kampanii
aktów terrorystycznych, uderzają w podwaliny ustrojowe rozwiniętych krajów
demokratycznych, a środki odwetowe możliwe do użycia przez zaatakowanych
są bardzo ograniczone. Większość ruchów terrorystycznych nie jest bowiem
formalnie powiązana z żadnym państwem. W znacznym stopniu utrudnia to krajom
rozwiniętym wykorzystanie jakościowej i ilościowej przewagi wojskowej w
zwalczaniu zagrożenia. Założyć można nawet, że bezpośredni sprawcy aktów
terrorystycznych są niewrażliwi na konwencjonalne i nuklearne odstraszanie,
które było filarem porządku międzynarodowego w dobie zimnej wojny.
Stan taki wytwarza zupełnie nową jakość w stosunkach międzynarodowych oraz
generuje szereg problemów wewnętrznych dla państw mogących stać się obiektem
oddziaływania terrorystów.
Jednoznaczne ustalenie
związków organizacji terrorystycznej z konkretnym państwem, a zwłaszcza
związków między państwem a zaistniałym aktem przemocy, jest praktycznie
niemożliwe, czego dowodzi praktyka ostatnich lat. Większość dotyczących
takich relacji danych pochodzi z działalności operacyjnej służb wywiadowczych
i jako takie mogą być one łatwo zakwestionowane w trakcie prowadzonej na
łamach środków masowej komunikacji konfrontacji propagandowo-informacyjnej.
Strona podejmująca działania odwetowe w stosunku do obiektów położonych
na terytorium państwa wspierającego terrorystów (kierującego ich działaniami)
musi się zatem liczyć z nieprzychylną lub nawet wrogą reakcją części światowej
opinii publicznej. Wysoce prawdopodobna jest również polaryzacja opinii
publicznych.
Obecnie ryzyko
polityczne (zarówno w aspekcie międzynarodowym jak i wewnętrznym) związane
z akcjami odwetowymi podejmowanymi przy użyciu sił zbrojnych przeciwko
prawdopodobnym państwom - sponsorom terrorystów jest więc znaczne.
Wydaje się, że rezultaty, jakie można w ten sposób osiągnąć, nie uzasadniają
jego ponoszenia. Działania amerykańskie wymierzone w położone w Afganistanie
obiekty uznane za obozy szkoleniowe terrorystów wykazały olbrzymią asymetrię
użytych środków rażenia oraz obiektów ich ataku. Przy użyciu pocisków manewrujących
zniszczono bowiem szałasy i baraki. Była to więc raczej manifestacja politycznej
woli przeciwstawiania się terroryzmowi niż efektywne działanie wojskowe
zdolne do rzeczywistego sparaliżowania działalności terrorystycznej.
W relacjach międzypaństwowych
terroryzm jawi się zatem jako wysoce atrakcyjny, z punktu widzenia organizatorów
takich działań, sposób osiągania celów sprzecznych z żywotnymi interesami
innych państw. Terroryzm może stać się wręcz swoistym substytutem wojny
podczas rywalizacji państw (grup państw). Obecne relacje między terroryzmem
a wojną konwencjonalną porównać przy tym można do typowych dla zimnej wojny
wzajemnych odniesień między konfliktem konwencjonalnym a atomowym. W latach
50. Liddell Hart pisał: (...) doprowadzając moc zniszczenia do krańcowości
- "samobójstwa", potęga atomowa pobudza i przyśpiesza nawrót do metod pośrednich
(...). Broń jądrowa - środek odstarszający od podjęcia działań bezpośrednich
według znanych wzorców, sprzyja obecnie pogłębieniu przebiegłości strategicznej
agresorów. Dziś stwierdzić można, że ciągłe doskonalenie broni konwencjonalnej
(zwłaszcza środków precycyjnego rażenie) i uzyskanie przez grupę państw
najwyżej rozwiniętych wyraźnej jakościowej przewagi w zakresie środków
walki, może spowodować wzrost zainteresowania terroryzmem jako instrumentem
konfrontacji międzypaństwowej. Terroryzm jest bowiem klasyczną niemal bronią
słabszego a przy tym środkiem pośrednim, wobec którego najbardziej zaawansowana
technologia militarna nie gwarantuje skutecznej ochrony własnego terytorium.
Państwa
rozwinięte są w znacznie większym stopniu wrażliwe na działania prowadzone
metodami terrorystycznymi niż kraje stojące na niższym poziomie rozwoju.
Składa się na to szereg przyczyn. Jedną z istotniejszych jest demokratyczny
porządek wewnętrzny znacznej części z nich. Przedstawicielski system rządów
stwarza bowiem przesłanki umożliwiające wymuszenie określonych zachowań
rządów poprzez oddziaływanie terrorystyczne na przypadkowych obywateli
(zastraszanie, wywoływanie poczucia powszechnego zagrożenia). Zagrożone
(rzeczywiście lub potencjalnie) zbiorowości mogą, w określonych przypadkach,
domagać się za pośrednictwem swoich reprezentantów w organach ustawodawczych,
podjęcia kroków ukierunkowanych na eliminację stwarzanej przez terrorystów
groźby. W warunkach niepowodzenia akcji siłowych zmierzających do fizycznej
eliminacji sprawców lub pozbawienia ich warunków do działania naciski te
mogą wymusić ich spełnienie (bezpośrednie lub co bardziej prawdopodobne
pośrednie) żądań strony prowadzącej działania metodami terrorystycznymi.
Podkreślić przy tym należy, że to właśnie osoby przypadkowe (cywile,
tłum) stanowią ponad połowę ofiar wszystkich aktów terrorystycznych
przeprowadzonych w ostatnich latach (z rozkładu procentowego wynika, że
67% ofiar działań terrorystycznych stanowią cywile, 10% wojskowi, 7%
inni pracownicy służb rządowych, 6% dyplomaci, 10% przedstawiciele wielkiego
biznesu). Polaryzacja nastrojów społecznych spowodowana aktami przemocy
może wymusić spełnienie żądań sprawców zwłaszcza wtedy, gdy cele organizatorów
kampanii przemocy nie kolidują w sposób oczywisty z celami zaatakowanego
społeczeństwa, lub kiedy społeczeństwo nie rozumie i nie identyfikuje się
z działaniami rządu, będącymi bezpośrednią przyczyną zainicjowania kampanii
terrorystycznych.
Organizowanie akcji
wymierzonych w osoby przypadkowe, w tłum, jest z punktu widzenia
sprawców znacznie łatwiejsze i obarczone mniejszym ryzykiem niż atakowanie
chronionych obiektów państwowych lub eliminowanie funkcjonariuszy państwowych
dysponujących ochroną policyjną. Na przykład wszystkie ofiary kampanii
terrorystycznej przeprowadzonej w 1995 na terenie Francji przez bojówki
islamskie były przypadkowymi przechodniami. Bomby podkładano w miejscach
publicznych z ewidentnym zamiarem wywołania stanu powszechengo zagrożenia
i zmuszenia rządu do przerwania pomocy dla władz Algierii. Wydarzenia te
uznać należy za symptomatyczne dla działań planowanych i organizowanych
w celu wymuszenia określonych działań władz politycznych. Założenie takie
potwierdzają zamachy przeprowadzane przez terrorystów islamskich na terenie
Izraela. Ich bomby eksplodują w miejscach publicznych: na targowiskach,
skwerach, w pasażach handlowych lub na przystankach autobusowych.
Demokratyczne państwo,
gwarantujące jednostce pewne niezbywalne prawa (prawo do swobodnego przemieszczania
się, prawo do wolności osobistej, zakaz pozbawiania wolności bez wyroku
sądowego, nakaz udowodnienia winy w przypadku pociągania do odpowiedzialności
itp.) jest bardziej atrakcyjnym środowiskiem prowadzenia działalności
terrorystycznej niż autorytarne (totalitarne) systemy polityczne. Potencjalni
sprawcy mogą praktycznie bez ograniczeń podróżować po kraju, wynajmować
lokale, samochody, korzystać z usług bankowych i telekomunikacyjnych, czyli
w swoich działaniach wykorzystywać wszystkie zdobycze cywilizacyjne i ustrojowe.
Ho Chi Minh mówił, że partyzant by działać skutecznie, musi mieć gdzie
"pływać" czyli dysponować poparciem miejscowej ludności. Współczesne
rozwinięte państwa demokratyczne są właśnie takim obszarem, gdzie terrorysta
może pływać bardzo swobodnie. Z tych samych względów znacznie trudniej
jest w państwach demokratycznych organizować skuteczne działania przeciwterrorystyczne.
Na marginesie zauważyć można, że w latach 70. strategia działania lewackich
ugrupowań terrorystycznych, przede wszystkim zachodnioniemieckiej Frakcji
Czerwonej Armii (Rote Arme Fraction), opierała się na założeniu,
że państwo podejmując działania obronne zmuszone będzie ograniczyć prawa
jednostki. Zaostrzenie obowiązującego porządku prawnego doprowadzić miało
do wystąpienia powszechnych objawów niezadowolenia uwieńczonych rewolucją
i likwidacją starego porządku. Z drugiej strony niektórzy politycy
i analitycy twierdzą, że zagrożenie terrorystyczne jest mitem sztucznie
powołanym do życia przez pewne służby państwowe zainteresowane zwiększeniem
stopnia kontroli obywateli. Opinie takie świadczą o tym, że znalezienie
złotego środka między poszanowaniem praw jednostki a występującą
w pewnych sytuacjach koniecznością ich ograniczenia, w imię różnie definiowanego
interesu zbiorowości, jest problemem bardzo trudnym do rozwiązania
w sposób budzący powszechną akceptację. Nadmierna restrykcyjność może bowiem
wywołać opór, zaś nadmierna liberalizacja otworzyć drogę do władzy ugrupowaniom
niedemokratycznym głoszącym konieczność przywrócenia prawa i porządku.
Terrorystom sprzyja
też, ściśle związana z demokratycznym systemem prawnym, rola odgrywana
w krajach rozwiniętych przez środki masowej komunikacji. Media relacjonując
skutki działań terrorystycznych umożliwiają sprawcom osiągnięcie tak zwanego
efektu teatru, czyli wciągnięcie w bezpośrednią orbitę oddziaływania aktu
przemocy grupy wielokrotnie liczniejszej niż ta, której dotknęły jego skutki
bezpośrednie. Akcje przemocy... wywołują szok. My chcemy szokować ludzi.
To nasz sposób komunikowania się z nimi - twierdził jeden z przywódców
japońskiego ugrupowania terrorystycznego Zjednoczona Czerwona Armia. Poprzez
przekaz prasowy, radiowy, a przede wszystkim telewizyjny, jednostkowy akt
przemocy staje się sprawą publiczną. Obiektywnie rzecz ujmując, to właśnie
media są największym (choć w większości przypadków mimowolnym) sojusznikiem
terrorystów, dzięki któremu mogą oni liczyć na wywołanie poczucia psychozy
zagrożenia o powszechnym zasięgu.
Media, nie bez
przyczyny określane jako czwarta władza, poprzez określony dobór prezentowanego
materiału mogą też wywierać wpływ na działania władzy wykonawczej i przyczyniać
się do zaogniania lub wygaszania sytuacji kryzysowej wywołanej działaniami
terrorystycznymi. Zjawisko, w którym polityk obraca się w sferze faktów
medialnych, a nie rzeczywistych Amerykanie z duża dozą złośliwości nazywają
CNN-nizacją świata. Warty podkreślenia jest fakt, że już obecnie
wzajemne interakcje między mediami a społeczeństwem uważane są przez część
badaczy za czynnik zachęcający do podejmowania działań metodami terrorystycznymi.
Jeszcze dobitniej znaczenie mediów podkreślili Heidi i Alvin Tofflerowie
pisząc, iż (...) niektóre z najważniejszych walk dnia jutrzejszego rozegrają
się w dziedzinie mediów. W najbliższych latach znalezienie kompromisu
między prawem do informacji a wynikającą z racjonalnych przesłanek koniecznością
nakładania w pewnych przypadkach różnych form swoistego embarga informacyjnego
na określone wydarzenia, może więc stać się jednym z najpoważniejszych
dylematów demokracji. Jest to zatem druga ze sprzeczności, przed którymi
staje demokratyczne państwo zaatakowane sposobem terrorystycznym.
Działania terrorystyczne
uderzają pośrednio w fundament ustrojowy otwartych społeczeństw demokratycznych.
Mogą w efekcie doprowadzić do bardzo silnej polaryzacji postaw obywateli
(wręcz zantagonizowania wielkich grup społecznych) wokół dwóch skrajnych
stanowisk. Jedno zakładać będzie konieczność utrzymania, nawet w sytuacji
kryzysowej, wszystkich praw i wolności obywatelskich. Drugie - konieczność
ich daleko idącego ograniczenia w imię zwiększenia możliwości obrony przed
terroryzmem. Niewykluczone jest wówczas wystąpienie w zaatakowanym państwie
głebokiego kryzysu ustrojowego prowadzącego do sparaliżowania jego struktur
wykonawczych. Obezwładniony w ten sposób podmiot stosunków międzynarodowych
będzie wtedy znacznie bardziej podatny na inne rodzaje presji, takie jak
nacisk ekonomiczny czy groźba użycia siły zbrojnej. Nadal aktualne jest
zdanie Liddel-Harta, który pisał, że: (...) nacisk psychiczny na rząd może
wystarczyć do pozbawienia go wszystkich znajdujących się w jego dyspozycji
środków, tak że miecz wypadnie z jego sparaliżowanej dłoni.
Prócz czynników
ustrojowych działaniom terrorystycznym w rozwiniętych krajach demokratycznych
sprzyjają zachodzące w nich procesy społeczne i demograficzne, przede wszystkim
zaś rozrost miast. Wielkie skupiska ludzkie są zarówno potencjalnym obiektem
oddziaływania terrorystów, jak i środowiskiem ich działania. Sprawcom aktów
przemocy sprzyja skupienie znacznego procentu populacji w ośrodkach miejskich
i uzależnienie poprawnego funkcjonowania aglomeracji (nazywanych niekiedy
nie bez przyczyny megapolis) od jednostkowych instalacji zasilających
infrastrukturę socjalno-bytową (zasilanie w gaz, energię elektryczną, wodę
pitną, utylizacja odpadów itp.). Umożliwia to spowodowanie powszechnego
zagrożenia dla wielkich zbiorowości poprzez oddziaływanie na wybrane elementy
infrastruktury nie będące obiektami wojskowymi i nie podlegające szczególnej
ochronie ze strony służb państwowych. Podobnie jak w przypadku działań
wymierzonych
w tłum, ich organizatorzy i bezpośredni wykonawcy ponoszą stosunkowo
niewielkie ryzyko, zaś osiągniąć mogą efekty niewspółmiernie duże do poniesionych
nakładów. Liczba możliwych do zastosowania czynników oddziaływania jest
ogromna, od zamachów bombowych ukierunkowanych na spowodowanie rozległych
zniszczeń poczynając, a na użyciu środków chemicznych, biologicznych czy
nawet broni jądrowej kończąc.
Miasta są przy
tym nie tylko obszarami koncentracji ludności, ale punktami centralnymi
współczesnej, rozwiniętej, cywilizacji przemysłowej. W ich obrębie nastąpiło
skupienie produkcji, zasobów finansowych i władzy politycznej. Terrorystyczne
uderzenie w wielkie aglomeracje może zatem spowodować skutki niewspółmierne
do ilości ludzi bezpośrednio zagrożonych i doprowadzić do paraliżu całych
państw. Z punktu widzenia sprawców wielka aglomeracja jest obszarem ułatwiającym
planowanie, przygotowywanie i prowadzenie działań terrorystycznych. Nie
bez przyczyny członkowie wielu organizacji ekstremistycznych nazywali się
partyzantami miejskimi.
Warto przypomnieć,
że terminem tym posłużył się po raz pierwszy Carlos Marighella, aktywista
brazylijskiej partii komunistycznej, członek jej Komitetu Centralnego i
Biura Politrycznego, a od 1966 przywódca rozłamowej Acao Libertandora National,
w opublikowanym w 1969, tuż przed zastrzeleniem przez policję, Mini
podręczniku partyzanta miejskiego, będącego zbiorem ogólnych zaleceń
dla bojówek zbrojnych okraszonych obficie rewolucyjną frazeologią.
Jako pierwsza aktywne działania terrorystyczne w mieście, zgodnie z wytycznymi
zawartymi w Mini podręczniku, rozpoczęła w 1969 urugwajska lewacka organizacja
ekstremistyczna Tupamaros. Jej przywódca Raul Sendic stwierdził wówczas:
(...) dysponujemy teraz trzystomakilometrami ulic i alei do zorganizowania
walk partyzanckich.
W miastach powszechnym
zjawiskiem jest tak zwana anonimowość tłumu. Sprawcy aktów przemocy
mogą wtapiać się w tłum podczas przygotowywania do akcji oraz w
trakcie ucieczki z miejsca przestępstwa. Wynajmowane mieszkania penić mogą
rolę lokali konspiracyjnych, zaś istniejąca komunalna infrastruktura komunikacyjna
ułatwia skryte przemieszczanie się w obrębie aglomeracji.
Podatność wielkich
aglomeracji na działania terrorystyczne ilustrują skutki klęsk żywiołowych
i katastrof technicznych. W ostatnich latach przykładu dostarczyła katastrofa
samolotu szkolno-terningowego należącego do japońskiego lotnictwa wojskowego.
T-33 runął na ziemię 22 listopada 1999, w prefekturze Saitama, około 20
km od Tokio. Spadając samolot zerwał trakcję energetyczną, którą płynął
prąd o napięciu 275 kV zasilający stolicę. Ponieważ nie udało się uruchomić
równoległej linii energetycznej, ponad 800 tysięcy gospodarstw domowych
pozbawionych zostało prądu, zanikło zasilanie sygnalizacji świetlnej na
ponad 500 skrzyżowaniach, unieruchomionych zostało kilka linii metra. Ten
ogrom zakłóceń pozwala chyba uzmysłowić sobie następstwa podobnej, skoordynowanej
i celowej kampanii terrorystycznej.
|
|
| Ameryka
Północna
76 zamachów 1213 zabitych i rannych |
| 26
lutego 1993 (USA)
Wybuch w World Trade Center w Nowym Jorku. 6 zabitych, ok. 1000 rannych. Odpowiedzialny: Islamski Dżihad. |
| 24
kwietnia 1997 (USA)
Wybuch w budynku federalnym w Oklahoma City. 186 zabitych, 1000 rannych. Odpowiedzialny: Timothy McVeight. |
| Ameryka
Południowa i Środkowa
231 zamachów 1660 zabitych i rannych |
| 18
lipca 1994 (Argentyna)
Wybuch w ośrodku współpracy izraelsko-argentyńskiej w Buenos Aires. 160 zabitych, 200 rannych. Odpowiedzialny: Hezbollah. |
| 3
listopada 1998 (Kolumbia)
Wybuch w Mitu. 138 zabitych, 30 rannych. Odpowiedzialne: Rewolucyjne siły zbrojne Kolumbii. |
| Europa
(w tym WNP)
205 zamachów 4365 zabitych i rannych |
| 14
czerwca 1995 (Federacja Rosyjska)
Zajęcie szpitala w Budionnowsku przez Czeczeńców dowodzonych przez Rusłana Basajewa. 130 zabitych, 1000 rannych. |
| 15
sierpnia 1998 (Irlandia Północna)
Wybuch na targowisku w Omagh. 55 zabitych, 530 rannych. Odpowiedzialna: Real IRA. |
| 8
i 13 września 1999 (Federacja Rosyjska)
Wybuchy w Moskwie. 340 zabitych, 466 rannych. Nikt nie przyznał się do zamachu. |
| Azja
219 zamachów 12154 zabitych i rannych |
| 4
października 1988 (Pakistan)
Wybuch w Rawalphindi. 93 zabitych, ok. 1000 rannych. Nikt nie przyznał się do zamachu. |
| 25
maja 1995 (Japonia)
Atak gazowy na tokijskie metro. 12 zabitych, 5000 zatrutych. Odpowiedzialna: sekta Atum Shiurikyo. |
| 31
stycznia 1996 (Sri Lanka)
Wybuch w Colombo. 90 zabitych, ok. 1000 rannych. Odpowiedzialni: Tamijskie Tygrysy. |
| Afryka
204 zamachy 1009 zabitych i rannych |
| 19
września 1989 (Niger)
Wybuch samolotu linii UTA nad Nigerem. 171 zabitych. Nikt nie przyznał się do zamachu. |
| 15
czerwca 1996 (Arabia Saudyjska)
Zamach na amerykańskie koszary w Dachranie. 19 zabitych, 515 rannych. Nikt nie wziął odpowiedzialności. |
| 7
sierpnia 1998 (Kenia, Tanzania)
Wybuch przed amerykańskimi ambasadami w Nairobi i Dar-el-Salam. 254 zabitych, ok. 5000 rannych. Odpowiedzialna: Islamska armia al-Queda Osama bin Ladena. |
Największe znaczenie we wczesnym wykrywaniu zagrożeń terroryzmem i dywersją
ma pozyskanie do szerokiej współpracy obywateli. Są oni naturalnym sojusznikiem
służb państwowych w walce z zagrożeniami, gdyż jak już stwierdzono wcześniej,
bierność obywateli w stosunku do wydarzeń rozgrywających się w ich najbliższym
otoczeniu zapewnia organizacjom terrorystycznym niezbędną swobodę działania.
Należy sobie zdawać sprawę, że stworzenie powszechnego systemu rozpoznawczego
nie jest zadaniem prostym, przede wszystkim z powodu barier natury psychologicznej,
które występują u dużej liczby obywateli wobec współpracy z organami państwa,
zwłaszcza służbami policyjnymi. Informowanie, powiadamianie policji (innych
służb państwowych), w przypadku braku bezpośredniego zagrożenia własnej
osoby, jest w powszechnym rozumieniu jeżeli nie naganne, to przynajmniej
dwuznaczne moralnie. Z żalem stwierdzić należy, że po 1989 policja nie
zdołała gruntownie przebudować swojego wizerunku obciążonego dziedzictwem
PRL-u. Nadal funkcjonariusz częściej postrzegany jest jako przedstawiciel
władzy represyjnej w stosunku do obywatela niż osoba przyjazna, która może
udzielić pomocy. W wymiarze psychospołecznym zmiana tego stanu jest największym
wyzwaniem stojącym przed policją, zwłaszcza, że bez pozyskania do współpracy
obywateli skuteczne zwalczanie terroryzmu i dywersji jest w bardzo poważnym
stopniu utrudnione.
|
|
|
|