|
KOMSOMOLCA ![]() |
7
kwietnia 1989
piątek
godz.1100
Morze
Norweskie


Kilka minut po godzinie 1100 na mostku włącza się sygnał alarmowy sygnalizujący nagły wzrost temperatury w przedziale VII. Wskaźnik pokazuje, że temperatura wzrosła aż do 70 stopni Celsjusza. Wanin decyduje o zamknięciu grodzi przedziału VII, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się pożaru na inne przedziały i umożliwić wpompowanie freonu, który zdławi szalejący ogień. Na marynarza mającego służbę w przedziale VII zostaje wydany wyrok śmierci.
W chwilę później temperatura w przedziale VII wynosi już 1000 stopni Celsjusza. Słychać jak pękają przewody ze sprężonym powietrzem powodując dalszy wzrost temperatury i rozprzestrzenianie się pożaru.
Pożar zaatakował już przedział VI. Temperatura ognia powoduje pęknięcie korpusu prawej turbiny. Tryskający olej zapala się i pokrywa palącą się mazią całe pomieszczenie. Bosman Kołotilin nie zdążył już uciec. Zanim ogień spalił jego ciało zdążył nadać meldunek do kapitana: Awaria turbiny! Palę się!
Zaczynają się palić przewody, tablice rozdzielcze iskrzą, a w sekundy później także inne instalacje elektryczne. Na okręcie nie ma wystarczającej ilości azbestowych rękawic ani ognioodpornych ubrań. Walczący już teraz o życie okrętu i swoje własne marynarze zrywają gołymi rękoma palące się kable, aby powstrzymać rozprzestrzenianie się ognia.
Na mostek przychodzi kolejna bardzo zła wiadomość: dymi pompa cyrkulacyjna pracująca w układzie chłodzenia reaktora! Wanin podejmuje natychmiastową decyzję: wyłączyć reaktor i silniki!
Okręt jest cały czas w zanurzeniu i pozbawiony teraz napędu. Aby wynurzył się, potrzebne są nieuszkodzone instalacje ze sprężonym powietrzem. Długa chwila niepewności i... okręt zaczyna się wynurzać.
W 13 minut od awarii "Komsomolec"
jest na powierzchni morza. Natychmiast Wanin przesyła zaszyfrowany sygnał
SOS do głównego stanowiska dowodzenia Floty Północnej. Bez potwierdzenia
odbioru.
Wanin rozkazuje dalej wzywać
bazę w Siewieromorsku. Mógłby co prawda nadać sygnał SOS na międzynarodowej
częstotliwości, ale złamałby regulamin! Regulamin radzieckiej floty wojennej
zabrania używania międzynarodowego sygnału SOS...
W kadłubie okrętu walczą marynarze. Po przedziałach unosi się gaz, który powoduje utratę przytomności walczących z ogniem ludzi. Przewody masek podłączone do centralnego systemu powietrznego mają tylko kilka metrów długości - ogranicza to działanie w pomieszczeniach. Do systemu powietrznego przedostaje się gaz, który powoduje utratę przytomności 3 marynarzy. W tej sytuacji komandor Wanin rozkazuje przejść na pracę z przenośnymi aparatami tlenowymi. Nie otrzymuje potwierdzenia wykonania rozkazu od 11 marynarzy. Po kilku minutach do przedziału V, gdzie było owych 11 marynarzy docierają ich koledzy. To co zobaczyli, poraziło ich. Kilku marynarzom guma masek wtopiła się w twarz, kilku innym skóra z odkrytych miejsc ciała zeszła zupełnie. Grupa ratunkowa wynosi ich na pokład zewnętrzny "Komsomolca".
Po 70 minutach od nadania pierwszego sygnału do bazy w Siewieromorsku, radiooperator otrzymuje wreszcie potwierdzenie odbioru! Komandor Wanin wie już, że zostaje mu wysłana pomoc.
Na miejsce katastrofy płynie rybacki trawler "Aleksiej Chłobystow". Leci też samolot dalekiego zasięgu, czterosilnikowy Iljuszyn Ił-38. Samolot pojawi się za kilkadziesiąt minut, a trawler dopłynie za kilka godzin. Wanin nie może wezwać na pomoc Norwegów, bo tym samym pokazałby światu najnowszy okręt radzieckiej floty podwodnej.
Kiedy wreszcie nadlatuje samolot,
zginęło już wielu marynarzy, wcześniej ciężko poparzonych, spalonych w
przedziałach okrętu. W tym momencie wewnątrz okrętu rozrywa się seria eksplozji.
Dla "Komsomolca" nie ma już ratunku.
Ponoć kiedy podpłynęł do "Komsomolca"
norweski trawler rybacki, aby udzielić pomocy marynarzom na płonącym okręcie,
Rosjanie nadali otwartym tekstem wiadomość, że zatopią torpedami każdy
statek, który się do nich zbliży...
"Komsomolec", duma radzieckiej floty, zanurza się w głębinie morza kilka
minut po godzinie 1700. Samolot Ił-38 zrzucił marynarzom pływającym w lodowatej
wodzie Morza Norweskiego pneumatyczne tratwy. Zrzucił je w odległości od
50 do 300 metrów! Jak umierający z zimna marynarze mieli dopłynąć do nich?
A poza tym do czego mieli dopłynąć? Żadna z tratew nie otworzyła się...
Wewnątrz okrętu rozgrywa się
jeden z ostatnich dramatów. Uciekający przed ogniem czterej marynarze i
dowódca, który odnalazł ich w okręcie - teraz uciekają przed wdzierającą
się zewsząd wodą! Niemal w ostatniej chwili dobiegają do kapsuły ratowniczej.
Szybko zakręcają pokrywy włazów. Okręt już jest pod wodą! Teraz o ich życiu
decydują ułamki sekund! Opadający na dno okręt może uwięzić kapsułę!
I nagle, kiedy już zakręcono
niemal całkowicie właz, a kapitan prawie uruchomił dźwignię wyzwalającą
kapsułę, ktoś zaczął się dobijać do włazu z drugiej strony! O ratunek prosił
ostatni, któremu udało się przedrzeć przez ściany ognia i kaskady wody!
Natychmiast rozpoczęto odkręcanie pokręteł włazu, ryzykując tym, że woda
przedrze się do otwartej kabiny kapsuły i zabije wszystkich 5 marynarzy.
Po drugiej stronie czekał główny inżynier okrętu, ciężko poparzony od ognia.
Kiedy zakręcono pokrętła włazu,
rozległ się potężny trzask. To woda rozsadzała poszczególne grodzie okrętu.
To ostatni moment, aby uwolnić kapsułę, zanim zakleszczy się ona w kadłubie!
Wanin pociąga za dźwignię. Nim
kapsuła dotrze na powierzchnię morza Wanin i jeszcze jeden marynarz będą
już martwi. Zabije ich dym i gaz, który uśmiercił wcześniej kilkunastu
marynarzy.
Po siedmiu godzinach dociera do rozbitków "Aleksiej Chłobystow" ratując 27 ludzi. Czterdziestu dwóch zginęło.
Oficjalny komunikat podany przez
organ Armii Radzieckiej "Krasnaja Zwiezda" brzmiał: "Okręt podwodny
"Komsomolec" był jednostką doświadczalną. Dzięki niej wykonano wiele badań
na dużych głębokościach. W wyniku przeprowadzonych 12 badań naukowo-technicznyc
uzyskano wiele cennych materiałów".
Bez komentarza.
Jak nieoficjalnie wiadomo, "Komsomolec"
już wcześniej był w krytycznej sytuacji, kiedy to nieoczekiwanie zszedł
na głębokość ponad 1000 metrów(!). Cudem udało mu się wynurzyć i powrócić
do bazy. Zewnętrzny kadłub odniósł bardzo poważne uszkodzenia.
W
telegramie, jaki otrzymał od Michaiła Gorbaczowa premier Norwegii, znalazło
się co prawda zapewnienie, że reaktor został wyłączony i nie stanowi zagrożenia.
Podobnego zdania była część ekspertów. Według nich korozja na dużych głębokościach
postępuje niezwykle wolno, a korpus reaktora może wytrzymać olbrzymie ciśnienie.
Podobnie rzecz ma się z torpedami zaopatrzonymi w głowice nuklarne.
Te wyjaśnienia uspokoiły zwykłych śmiertelników, ale nie rozwiały wątpliwości amerykańskich specjalistów i ekspertów wojskowych. Zatonął przecież najnowocześniejszy okręt podwodny radzieckiej floty.
Okręt osiadł na dnie na głębokości około 1500 metrów pogrążając się w dwudziestometrowej warstwie mułu...
Tajemnica "Komsomolca" została na dnie.

