|
K 219 ![]() |

K
219 jak każdy boomers ma swój "cień". Jest nim amerykański okręt
podwodny przeznaczony do zwalczania okrętów podwodnych. Myśliwy głębin.
Dowódca amerykańskiego okrętu podwodnego nasłuchuje i podąża tropem Rosjanina.
Niemal napewno radziecki okręt został natychmiast zidentyfikowany po szumach
generowanych przez pracujące mechanizmy K-219, które składają się na akustyczną
charakterystykę okrętu. Do już posiadanych danych zbierane są nowe. Z wykonywanych
manewrów i czynności Amerykanie zbierają informacje o przeprowadzanych
na boomersie ćwiczeniach, poziomie wyszkolenia załogi, czy nowych
procedurach operacyjnych radzieckiej doktryny. Tak było 30 lat temu, 15
lat temu, tak jest i teraz.
K-219
nie był osłaniany przez własne SSN, dlatego Amerykanie mieli ułatwione
zadanie. Gdyby K-219 płynął w eskorcie radzieckich okrętów podwodnych przeznaczonych
do zwalczania okrętów podwodnych nieprzyjaciela, amerykański SSN musiałby
pilnować się podwójnie. Aby uniknąć wykrycia musiałby płynąć z tą samą
prędkością co radziecki boomers, aby zamaskować swoje szumy w jego
dźwiękach. W takich chwilach hałas oznacza śmierć.
K-219,
jak i wiele innych radzieckich okrętów podwodnych z rakietami balistycznymi,
mógłby ostrzelać Stany Zjednoczone nie ruszając się z Półwyspu Kola, ale
utrzymując się w ruchu jest on zabezpieczony przed atakiem z ziemi lub
powietrza. Zagrożeniem dla niego jest myśliwy-tropiciel, czyli amerykański
SSN klasy Los Angeles.

Dowodzący K-219 komandor Britanow postanowił zgubić śledzącego go myśliwego.
Wykonał manewr "szalonego Iwana", który polegał na gwałtownym zwrocie o
180 stopni połączonego ze zmianą prędkości.
W tym
momencie radziecki okręt zderzył się ze śledzącym go amerykańskim okrętem.
Natychmiast
dowódcy obydwu okrętów powiadamiają swoje dowództwa o kolizji. Bez szwanku
wyszedł okręt amerykański, który zaczął obserwować swoją "ofiarę". W K-219
powstała wyrwa w trzeciej wyrzutni za kioskiem. Okręt zaczął nabierać wody
i wypełniać się trującym gazem, który wytworzył się w powstałym pożarze
i który zabił trzech marynarzy.
Komandor
Britanow wykonał zaskakujący manewr: najpierw zanurzył okręt jeszcze głębiej
przez co zwiększył jego prędkość, a następnie wynurzył się na powierzchnię
Atlantyku. Było to pierwsze w historii wynurzenie radzieckiego atomowego
okrętu podwodnego u wybrzeży Stanów Zjednoczonych.

Najbliżej reaktora przebywali porucznik Bielikow i młodszy marynarz Siergiej
Preminin mający zaledwie 21 lat. W sekundę po otrzymaniu rozkazu od komandora
obydwaj zabrali ostatnie butle tlenowe, jakie pozostały na pokładzie i
pobiegli do pomieszczenia reaktora.
Pomieszczenie
rozgrzane już było do 65 stopni Celsjusza. Przez pół godziny za pomocą
mechanizmu zapadkowego opuszczali pręty. Udało im się opuścić trzy, gdy
młodszy marynarz Preminin stracił przytomność. Został jeszcze czwarty pręt!
Jego pozostawienie groziło stopieniem reaktora!
Porucznik
Bielikow zarzucił Preminina na plecy i zaniósł go do sąsiedniego pomieszczenia.
Kiedy wrócił do pomieszczenia reaktora sam stracił przytomność.
W tym
momencie komandor Britanow zachował się niezwyczajnie. Wziął kurs oddalający
go od wybrzeży USA. Chciał chociaż w ten sposób uchronić Stany Zjednoczone.
A wewnątrz
okrętu rozgrywał się dalej dramatyczny wyścig o losy świata.

Preminin odzyskał przytomność i wrócił do pomieszczenia reaktora! Wyciągnął
z niego Bielikowa i przeniósł go do sąsiedniego pomieszczenia. Sam
mając zapas tlenu w butli na zaledwie kilka minut, na granicy przytomności
i u kresu sił, rozpoczął opuszczanie ostatniego pręta!
Preminin
wydostając się z pomieszczenia reaktora nie zdążył go opuścić. Ciśnienie
gazu zamknęło śluzę. W chwilę później komandor Britanow otrzymał przez
interkom meldunek od umierającego Preminina: pręt opuszczony!


Po powrocie do ZSRR dowódca, oficerowie i marynarze, którzy bohatersko
walczyli o życie okrętu, swoje i swoich kolegów zostali zdymisjowani
i rozdzieleni na inne okręty, co w rosyjskiej flocie wojennej uznawane
jest za hańbę.
W rodzinnej
wiosce Preminina nadal mówi się o nim: jest jeszcze na morzu...