W
czerwcu 1941 roku niemieccy żołnierze
z dywizji "Totenkopf" walczący na Linii Stalina po raz pierwszy mieli okazję
zetknąć się z bardzo licznymi sowieckimi czołgami. W północnym sektorze
frontu Armia Czerwona wprowadziła do walki ponad pięćdziesięciotonowe czołgi
KW-II. Niezdarne, olbrzymie czołgi, wyposażone w gruby pancerz i haubicę
kalibru 152 mm o małej prędkości początkowej pocisku, z początku przeraziły
żołnierzy Waffen SS. Działony przeciwpancerne SS "Totenkopf" Division szybko
jednak nauczyły się unieruchamiać KW-II. Odstrzeliwały im gąsienice i pozostawiały
bezbronne giganty do wykończenia piechocie i saperom. Była to standardowa,
chociaż ryzykowna metoda unieszkodliwiania KW-II. W chwili jego unieruchomienia
do sowieckiego czołgu szybko podbiegał jeden żołnierz, często oficer, i
wrzucał odbezpieczony granat do lufy działa czołgowego lub umieszczał wzmocniony
ładunek wybuchowy w torbie na kadłubie czołgu w miejscu połączenia wieży
z górną płytą pancerza.
Wkrótce stwierdzono, że pociski armat przeciwpancernych Pak 35/36 kalibru
37 mm nie przebijają pancerzy czołgów T-34, a armaty Pak 38 kalibru 50
mm są skuteczne z odległości mniejszej niż 450 metrów. Żołnierze "Totenkopf"
odkryli, że wieżę czołgu można odstrzeliwać z kadłuba czołgu lub unieruchomić
ją, używając wzmocnionego ładunku wybuchowego (ważącego około siedmiu kilogramów).
Ładunki detonowano granatami ręcznymi albo pięciosekundową flarą zapalającą.
W efekcie, żołnierze niemieccy, skupieni w specjalnych grupach, nie tylko
ryzykowali podczas podchodzenia do czołgu, ale także po założeniu ładunków
wybuchowych, przed z zeskoczeniem z sowieckiego czołgu i ukryciem się.
W końcu dowódca "Totenkopf" SS-Oberstgruppenfuehrer Theodor Eicke, aby
zapobiec możliwościom przebicia się nowych rosyjskich czołgów T-34 przez
linie niemieckie, utworzył specjalne grupy niszczycieli czołgów. Grupy
te składały się z dwóch oficerów SS i dziesięciu ludzi, którzy byli uzbrojeni
w silne ładunki wybuchowe w torbach, miny, granaty i butelki z benzyną.
Ich zadanie polegało na pieszym atakowaniu pojedynczych czołgów sowieckich,
które wdarły się w pozycje obronne i jak najszybciej zniszczyć je lub unieruchomić
przy pomocy ładunków wybuchowych. Jedną z takich grup dowodził SS-Hauptsturmfuehrer
Max Seela, dowódca kompanii w batalionie saperów dywizji "Totenkopf". 26
września 1941 roku w Łusznie grupa Seeli w opisany sposób zniszczyła 7
sowieckich T-34. Seela, aby dać przykład swoim żołnierzom i zademonstrować
właściwe metody zwalczania czołgów z bliskiej odległości, umieścił wzmocniony
ładunek wybuchowy pod wieżą i zdetonował go przy pomocy granatu ręcznego.
Później osobiście poprowadził ludzi, z którymi wspólnie unieszkodliwił
pozostałe sześć czołgów. Po unieruchomieniu lub podpaleniu czołgów Seela
i jego grupa SS wyeliminowała załogi sowieckie, próbujące wydostać się
z maszyn zamienionych na pułapki.
Najlepszym
przykładem żołnierza walczącego w krańcowo trudnych sytuacjach, walki z
fanatyzmem, odwagą i wytrwałością, zachowaniem spokoju w obliczu przegranej
i gotowości do poświęcenia się, niż ucieczki i okazania się słabszym od
wroga, jest historia SS-Sturmanna (starszego szeregowego) Fritza Christena,
działonowego z 2. kompanii dywizjonu przeciwpancernego dywizji SS "Totenkopf".
Pluton Fritza Christena
rankiem 24 września 1941 roku zajmował pozycje tuż za północną stroną miejscowości
Łuszno i przyjął na siebie cały ciężar sowieckiego ataku pancernego. W
pierwszych starciach zginęli w plutonie wszyscy żołnierze z wyjątkiem Christena.
Pozostał on jednak przy swoim dziale przeciwpancernym Pak 38 i nieustępliwie
samotnie prowadził ogień ze swojej pozycji. Zniszczył sześć sowieckich
czołgów, a pozostałe zmusił do wycofania. Przez następne dwa dni samotnie
trwał na pozycji przy armacie kalibru 50 mm i wielokrotnie, raz za razem,
odpierał ataki sowieckiej piechoty i czołgów, pozostając bezustannie wystawionym
na grad pocisków artyleryjskich, moździerzowych oraz ogień broni maszynowej.
Całkowicie odcięty od reszty swojego oddziału i dywizji, bez żywności i
wody. Nie opuścił swojego posterunku. W nocy zbierał naboje do armaty z
rozbitych wokół niego działonów i ostrzeliwał sowieckie czołgi i piechotę
do świtu.
Gdy 27 września
po kontrataku dywizji "Totenkopf" Sowieci zostali wyparci z Łuszna, zdziwieni
towarzysze Christena znaleźli go przygotowanego do strzału za działem przeciwpancernym,
a przedpole okopu, który samodzielnie utrzymywał przez prawie trzy dni,
było zawalone dziesiątkami ciał i otoczone płonącymi wrakami czołgów. Przez
72 godziny Fritz Christen sam zniszczył 13 sowieckich czołgów i zabił ponad
100 żołnierzy nieprzyjaciela!
Za ten godny uznania
akt indywidualnej odwagi dowódca "Totenkopf" odznaczył go Krzyżem Żelaznym
I klasy i zgłosił jednocześnie do odznaczenia Krzyżem Rycerskim Orderu
Krzyża Żelaznego, który Christen otrzymał z rąk Hitlera w "Wilczym Szańcu"
w Gierłoży.