|
|
Później dowiedziałem
się, że połowa tych filmów, to przerobione na scenariusze fakty z życia
jednego człowieka - Musashi Miyamoto - mistrza szermierki, japońskiego
supermana przełomu XVI i XVII wieku.
Facet nawet nie wyglądał
jak normalne "Żółtki". Przerastał ich o półtorej głowy - miał metr osiemdziesiąt
wzrostu. Może dlatego tak wiele osób chciało usunąć tę różnicę. Nie udało
się nikomu.
Musashi urodził się
w 1584 roku, czyli w samym środku okresu zwanego w historii Japonii Wiekiem
Wojny. Dokładnie trwał on 111 lat, bo zaczął się w 1500, a skończył w 1611
roku. Syn samuraja i nauczyciela szermierki zarazem, a więc i z przeznaczenia
samuraj nie miał prawa długo pożyć, a już na pewno umrzeć w domu. Tymczasem
Musashi umarł po sześćdziesięciu jeden latach burzliwego życia zwyczajnie
- na starość.
Przedwczesna śmierć
natomiast spotkała jego ojca i to wcale nie na wojnie jak wypadało samurajowi,
ale od noża w plecy. Zabił go niejaki Ganryu Sasaki. Wyzwał on na pojedynek
ojca Musashiego i przegrał, ale zwycięzca pozostawił go przy życiu, a to
dla samuraja najgorsze co może być. No i tamten wpakował mu cichcem ten
sztylet.
Musashi naturalnie
musiał pomścić ojca, ale zanim to się stało, minęły całe lata. Szukał go
wszędzie, ale zanim dopadł, stoczył ponad sześćdziesiąt pojedynków. Pierwszym,
który padł z jego ręki, był Kemp Yoshioka zwany "Śmiercionośnym Mieczem"
- zginął od dobrze wymierzonego ciosu drewnianą pałką. Musashi miał wtedy
17 lat, czyli zaczął tak wcześnie jak Amerykanin Billy Kid. Tylko że ten
dwa lata później był już trupem.
Musashi walczył dwoma
mieczami - długim, zwanym katana, którym posługuje się każdy samuraj i
krótszym wakizashi, zostawianym na wypadek, kiedy przeciwnik wytrąci pierwszą
broń z ręki. Branie do rąk obu naraz było więc trochę niebiezpieczne i
lepiej, żeby nie robił tego ktoś, kto nie potrafi.
Podobnie walczył samuraj
Magobei, bohater filmu "Honor samuraja". Dwa miecze pozwalały mu ciąć się
z piętnastoma klientami naraz. Mnie początkowo wydawało się, że to bajer,
ale okazało się, że wcale nie - można.
Musashi przez większość
swego życia wędrował po Japonii, tak jak wielu samurajów na filmach. I
tak jak na tych filamch, motywem owej wędrówki była zemsta.
Dopadł mordercę swego
ojca na piaszczystej plaży Ganryujima - małej wysepki niedaleko Kiushu.
Do dziś miejsce to nazywają wyspą samurajów. Sasaki wiedział, że nie wywinie
się od tego spotkania, więc całe lata pilnie trenował, żeby nie dać się
zabić.
Pojedynek trwał wiele
godzin i nie przerwali go nawet wtedy, kiedy z morza nadciągnął tajfun
i zaczął wywiewać z plaży tony piasku. Był więc to prawdziwy pojedynek
na wietrze. Musashi zabił mordercę swego ojca, choć nie okazało się to
wcale łatwe. Zwyciężył, bo jego lewy miecz - washikuzi - okazał się o ułamek
sekundy szybszy.
Potem Musashi mógł
spokojnie zająć się nauką szermierki w szkole, którą założył. Jego sława
była jednak tak wielka, że książe Hosakawa zaproponował mu udzielenie lekcji
w swoim pałacu. Jako samuraj znający obyczaj, nie mógł sprzeciwić się wielkiemu
panu i przyjął propozycję. Na służbie u księcia wytrwał do końca życia.
Oprócz wychowania całych pokoleń zdolnych szermierzy napisał jeszcze podręcznik...
kaligrafii.
Podobno uczą się jeszcze
z niego w szkołach, ale o jego wyczynach szermierczych wiedzą już i przedszkolaki.