|
|
Ten film, to wcale nie żaden bajer. No,
może tylko w jednym miejscu - nikt kto nie ma żółtej skóry, nie zostanie
ninją. Tak było zawsze i tak jest dzisiaj. Parę szkół dotrwało do naszych
czasów i są, oczywiście, w Japonii.
W dawniejszych czasach ninja byli specjalnymi
grupami komandosów, ale gdzie tam do nich różnym dzisiejszym "zielonym
beretom". Nasze "czerwone berety" to przy nich takie cienkie Bolki, że
wspominać nie warto. W XVI i XVII wieku było w Japonii około 4 tys. ninja
i gdyby zebrać ich razem, staliby się najgroźniejszą, w tym czasie, armią
świata.
Skąd się brali, komu i do czego byli
potrzebni?
Pierwszymi ninja byli mnisi z buddyjskich
klasztorów, którzy wędrując po kraju zajmowali się, przy okazji, szpiegowaniem
dla różnych książąt pragnących zawładnąć krajem. Kolejni pochodzili spośród
samurajów. Marny był los japońskiego rycerza, który utracił swego przywódcę.
Najczęściej on i rodzina nie mieli za co żyć. Nie było wyjścia - trzeba
się było wynajmować do roboty temu, kto zapłacił. A samuraje dobrze potrafili
tylko jedno - zabijać i nie dać się zabić.
Z czasem obie grupy zaczęły działać wspólnie,
łącząc się w klany i przekazując zdobyte umiejętności swojej rodzinie.
Bez różnicy zresztą - dziewczyny także przydawały się w tej robocie.
Tych świetnie wyszkolonych i zorganizowanych
ludzi zwalczano przez prawie sto lat. Shogun Nobunaga potrzebował do rozprawy
z nimi armii liczącej 40 tys. ludzi, a i to nie pomogło. Jego następcę
Tokugawę właśnie ninja uratowali z rąk zbuntowanych, własnych żołnierzy.
Kolejny shogun - Hideyoshi zakazał uprawiania
sztuki ninja pod karą śmierci rozciągniętej na całą rodzinę do czwartego
pokolenia. Tym, którzy ocaleli z pogromów zaproponował pracę ochraniarzy
w swoim pałacu i policjantów. Lepszych do tej roboty rzeczywiście nie mógł
wziąć.
Co potrafił ninja?
Praktycznie wszystko. Szkolenie rozpoczynało
się od dziecka. Najpierw uczono uwalniania się z więzów. To normalne -
dzieci mają niezwykle plastyczne ścięgna. Zwróćcie uwagę, jak szybko dzieci
rozciągają się, ćwicząc taniec lub karate. Zdejmowanie sznurów i kajdanów
polegało na umiejętności wykręceniu sobie stawów dłoni i stóp.
Później szkolili się jak wdrapywać się
na mury i drzewa. Mieli do pomocy liny splecione z kobiecych włosów, haki
przypominające szpony tygrysa, umożliwiające zaczepienie się prawie o wszystko,
sznurowe drabinki i dziesiątki innych jeszcze przyrządów.
W posługiwaniu się bronią ninja byli
lepsi od samurajów. Potrafili skutecznie używać wszystkiego. Walczyli mieczami,
sztyletem, strzelali z łuku, używali chińskich noży motylkowych przypominających
tasaki. Potrafili też posługiwać się nunczaku, a także zwykłym kijem.
Mieli też własne sprytne przyrządy -
shinobi-zue - prosty miecz ukryty w wydrążonym bambusie, suriken
- ośmioramienne gwiazdki, którymi rzucali w twarz przeciwnika i maleńkie
strzałki wystrzeliwane z dmuchawy z szybkością karabinu maszynowego.
Byli również mistrzami sztuk walki wręcz.
Stosowali głównie ju-jitsu w najbrutalniejszej odmianie - łamanie,
duszenie, uderzenie w sploty nerwowe, oczy, żebra i szyję. Tym sposobem
także mogli uśmiercić przeciwnika.
Wykonywali przede wszystkim robotę szpiegów
i dywersantów. Jakby dziś powiedzieli komandosi, działali w małych grupach
na głębokich tyłach wroga. Musieli więc być przygotowani kondycyjnie. Przebiegnięcie
stu kilometrów dla każdego ninja to normalka. Parę kilometrów przechodzili
na rękach, żeby nie było słychać kroków, albo, żeby nie zostawiać śladów.
Można ich było wywieźć w nieznane miejsce
i zażądać, by w nakazanym czasie wrócili do obozu, bo potrafili orientować
się w nieznanym terenie m.in. przy pomocy gwiazd.
Byli szkoleni do długotrwałego bytowania
bez środków do życia - zdobywaniu pokarmu lub żywienia się "tym co pod
ręką", czyli tak jak dziś szkoli się żołnierzy wojsk specjalnych. I podobnie
jak dzisiaj ich nauka trwała całe lata i wiązała się z morderczym treninigiem.
Nauczyciele budzili ich w środku nocy
(ninja miał pracować właśnie o tej porze), kazali biec do utraty przytomności,
a potem gnali dalej do różnych zajęć bez chwili odpoczynku.
Przy nauce walki zaskoczenie było klasyczną
metodą. Ninja nie wiedzieli, czy napadną go podczas porannego siusiania,
czy przed śniadaniem, ilu będzie napastników i jak uzbrojeni.
Dziś ninja nie liczą się już jako siła,
chociaż w istniejących jeszcze szkołach trenuje się tradycyjnymi metodami.
Uczniowie podczas kilkuletniego pobytu nie mogą się kontaktować ze światem,
gdyż ciągle żywy jest nakaz tej dziwnej i strasznej służby, od której wzięła
swą nazwę.
Ninja znaczy bowiem niewidzialny.