U pana Kazia pojawiliśmy się tradycyjnie wcześnie
rano, aby zobaczyć samolot przed skokami Diabłów i odwiedzić pana Kazia.
Udaliśmy się najsampierw do poczciwego "Antka", aby obejrzeć jego stan
techniczny. Dzieci pana Kazia to małe skurwysyny, mogły więc odkręcić to
i owo korzystając z nieuwagi tatusia. Oczywiście dla nas najważniejsze
były te instalacje, które bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo skoczka.
Ponieważ tradycyjnie mieliśmy skakać z niskiego pułapu, wiadomo że skakalibyśmy
na wędkę.
"Antek" pana Kazia jest pewnego rodzaju ewenementem
w skali europejskiej. Piszę europejskiej, bo kiedy byłem w Stanach to nie
takie numery widziałem. Oprócz zadań czysto specjalnych w rodzaju opryskiwania
pola ziemniaków, czy przewozu turystów nieświadomych grożącego im niebezpieczeństwa,
jakim jest lot "Antkiem" pana Kazia, aeroplan ten służył jego żonie do
tak przyziemnych zadań, jak suszenie bielizny.
Właśnie kiedy przyjechaliśmy, w aeroplanie suszyły
się jakieś gacie i obsrane pieluchy bachorów naszego pilota.
Fajnie tak lecieć z pieluchami przed nosem. Atmosfera
do dupy w pełnym tego słowa znaczeniu.
Na dolnych płatach tradycyjnie zobaczyliśmy dziury
wielkości talerzy. Pan Kaziu jak zwykle lądował awaryjnie gdzieś w przygodnym
terenie, gdzie musiał skorzystać z miejscowych popychaczy. A ci nie pouczeni,
nie zauważyli, że płaty są wykonane z płótna, więc ustawiając samolot do
startu z pola, czy skądkolwiek, wyrąbali łapami dziury w płacie jak od
artylerii przeciwlotniczej.
Swoją drogą An-2 to jedyny dwupłatowiec w Polskich
Siłach Powietrznych i zarazem jedyny samolot o konstrukcji skrzydeł pokrytej
płótnem. Pierwszy An-2 oderwał się od ziemi ponad 50 lat temu...
Innych wad i uszkodzeń nie zauważyliśmy. Stan wyciekającego
oleju z silnika nie odbiegał od normy.
To znaczy z podstawionego wiaderka jeszcze się
nie przelewało.
Nieraz już lataliśmy z panem Kaziem w różnych warunkach.
W deszczu, w nocy, podczas silnego wiatru, na bardzo niskim pułapie. Rzecz
jasna, nie zawsze wtedy skakaliśmy, ale czasami mieliśmy ochotę z niego
wyskoczyć bez względu na warunki. Samolot pana Kazia miał bowiem tendencje
do szybkiego znalezienia się na ziemi.
Z prędkością wiaderka z węglem spuszczonego z
dachu stodoły.
Albo samolotu, w którym przestał pracować silnik.
Razem z Marso udaliśmy się teraz do stodoły, aby
obejrzeć wietrzące się spadochrony. Marso po raz kolejny zaklinał się,
że woli latać z panem Kaziem, niż skakać w aeroklubie, gdzie An-2 pilotowała
czasem kobieta.
Marso nienawidzi kobiet-pilotów...
Opowiadał:
PALIVEC
"(...)
Palivec znany był grubianin, co drugie jego słowo było 'dupa' albo 'gówno'
" -Jarosław Haszek "Przygody Dobrego Wojaka Szwejka"