Tajne
operacje Historia
izraelskiej
bomby atomowej

W listopadzie 1968 roku z Antwerpii wypłynął niewielki statek, który w 560 metalowych pojemnikach wiózł 200 ton uranu. Z surowca tego można wyprodukować dziesięć bomb, identycznych, jak te, które zrzucono na Hiroszimę i Nagasaki. Statek płynął do Genui, ale nigdy tam nie dotarł.
Parę lat wcześniej, a dokładnie 8 grudnia 1960 roku amerykański samolot wywiadowczy, przelatując nad pustynią Negew w Izraelu, wykonał serię zdjęć, które wywołały wśród ekspertów CIA niemałe zaskoczenie. Około 60 kilometrów na południowy wschód od starożytnego miasta Beer Szewa, w miejscowości Dimona, samolot USAF sfotografował reaktor atomowy.
Następnego dnia sekretarz stanu USA, Christian Herter, wezwał ambasadora Izraela w Waszyngtonie Avrahama Harmana. Gdy padło pytanie, czy Izrael ma zamiar rozpocząć produkcję broni nuklearnej, dyplomata odpowiedział, ż musi skontaktować się ze rządem w Tel Awiwie.
20 grudnia minister spraw zagranicznych Golda Meir i premier Ben Gurion odbyli spotkanie. Zredagowali ostateczny tekst komunikatu. Następnego dnia ambasador Harman złożył wizytę sekretarzowi stanu i oświadczył, że reaktor służy wyłącznie celom pokojowym. Podobne oświadczenie złożył rzecznik francuskiego MSZ, który potwierdził, że reaktor wyprodukowano we Francji. W tym samym dniu wystąpił w Knesecie premier Ben Gurion. Rozwinął nieco temat, uzasadniając konieczność istnienia i działania reaktora potrzebami rozwoju przemysłu, rolnictwa i nauki. Premier nie wyjaśnił jednak, dlaczego skoro francuski reaktor pracuje dla pokoju, jego istnienie otaczane było tajemnicą i dlaczego nad Dimoną sprawuje pieczę wojsko.
Władze Izraela ukrywały także inny fakt; w Izraelu przebywała grupa zachodnioniemieckich specjalistów od broni rakietowej i energii atomowej (donosił o tym Daily Express). Pod koniec lat pięćdziesiątych było tu 50 naukowców i 400 specjalistów z RFN. W 1963 roku władze niemieckie przekazały Izraelowi 62,5 miliona dolarów na dalsze badania.
Już w rok po powstaniu państwa Izrael w gabinetach ministerstwa obrony narodził się zarys programu atomowego. Ministerstwo wytypowało grupę młodych i zdolnych uczonych, którzy kształcili się w Szwajcarii, Holandii, Anglii i USA. Wszyscy do kraju wrócili przed końcem 1954 roku. Niemalże w tym samym czasie w Rechwot, niedaleko Tel Awiwu, w Instytucie Weizmana uruchomiono centrum fizyki nuklearnej. Naukowcy rozpoczęli badania nad produkcją odzyskiwaniem uranu z fosforytów oraz produkcją ciężkiej wody.
13 czerwca 1952 roku powołano do życia Izraelską Komisję Atomową (IAC), której zadania sformułowało ministerstwo obrony. Organ ten, złożony z grona naukowców, spełniał rolę koordynatora, jednakże pozbawiono go prawa podejmowania ważniejszych decyzji. Kwestia ta pozostała w gestii premiera.
Bardzo duże zainteresowanie badaniami izraelskimi wykazywała Francja. Były dwa różne powody, dla których Paryż nawiązał współpracę z Tel Awiwem. Po pierwsze: Francuzi chcieli mieć własną bombę atomową i współpraca z Izraelem mogła przyśpieszyć realizację tego projektu. Po drugie: Francja w tym okresie (1954 rok) toczyła wojnę w Algierii i popierała Izrael we wszystkim, co miało charakter antyarabski.
W roku 1953 obydwie strony zawarły tajne porozumienie o współpracy. Francuzi szczególnie interesowali się ciężką wodą i jej cyklem produkcyjnym. Wkrótce do śródziemnomorskich portów popłynęły jej transporty. W zamian Izrael uzyskał dostęp do francuskich instytutów, laboratoriów oraz zakładów.
8 grudnia 1953 roku przyszły prezydent Eisenhower podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ przedstawił program Atom dla pokoju, zapowiadając, że USA gotowe są udostępnić innym państwom swoje atomowe technologie, pod warunkiem, że służyć one będą celom pokojowym; Izrael skorzystał z tej możliwości i dwa lata później Abba Eban (późniejszy szef MSZ) popisał odpowiednie dokumenty. Na ich mocy rząd USA sprzedał Tel Awiwowi mały reaktor, wspomógł badania sumą 350 tysięcy dolarów, przekazał niemal całą bibliotekę dokumentów i akt Komisji Energii Atomowej oraz niewielką ilość uranu.
Reaktor zainstalowano w miejscowości Nahal Oreg (niedaleko wyżej wspomnianego Rechwot); Eban nabywając go podpisał oświadczenie, w którym zapewniał, że nie zostanie użyty do badań nad bronią atomową. W momencie podpisania dokumentu zgodził się także na inspekcję obiektu przez amerykańskich specjalistów. Do 1965 roku Amerykanie przeprowadzili dwie inspekcje. Później kontrolą zajmowały się międzynarodowe agendy (IAEA).
Również Francuzi zacieśniali współpracę z Izraelem. W roku 1957 podpisano drugą umowę. Jej głównym punktem była budowa reaktora w Dimonie.
Gdy świat dowiedział się o jego istnieniu, rząd USA wysunął propozycję, aby obiekt skontrolowali inspektorzy IAEA. Władze izraelskie nie zgodziły, gdyż podejrzewały, że Agencję opanowali agenci KGB.
Ostatecznie, Tel Awiw zgodził się na wizytę wyłącznie amerykańskich inspektorów.
Kontrole miały miejsce wiosną 1964 roku, w lutym 1965, w czerwcu 1966, w 1967 roku oraz dwa lata później. Inspektorzy uskarżali się, iż kontrolując Dimonę tak rzadko, nie mogą być pewni, czy w reaktorze nie wytwarza się plutonu. Amerykanie wizytujący reaktor w 1969 roku złożył nawet zażalenie, w którym napisali, że nie są pewni, czy w Dimonie nie prowadzi się prac nad bronią atomową.
Rząd Izraela na to tylko czekał. W czasie debaty w Knesecie, jeden z posłów zasugerował, że kontrolerzy przekazują informację Egipcjanom. Gdy po pewnym czasie rząd USA chciał przeprowadzić kolejną kontrolę, Tel Awiw nie zgodził się. Targi trwały i ostatecznie Izrael uzyskał znaczną pomoc militarną, lecz inspektorów nie wpuścił.
Izrael zainteresowany był produkcją bomby atomowej, w której materiałem rozszczepialnym miał być uran 233, uran 235 lub pluton 239. Na produkcję bomby atomowej mogą pozwolić sobie państwa posiadające duże nakłady finansowe. Na szczęście, reaktor w Dimonie, wypełniony uranem dawał produkt uboczny, którym był pluton 239.
Z jednej tony uranu można otrzymać 200 gram plutonu. Moc reaktora wynosiła 24 tysiące kilowatów. W ciągu 300 dni pracy produkcja plutonu wyniosła 7,2 kilogramów plutonu. Aby otrzymać tyle materiału potrzebne były 24 tony uranu. Ponieważ planowano wyprodukować 10 bomb, potrzebowano 200 ton uranu.
Według obliczeń Fauda Jubbera, Izrael wydałby 104 miliony dolarów na uzyskanie broni atomowej, przy czym materiały rozszczepialne kosztowałyby 70 milionów dolarów, proces produkcyjny 18 milionów, próby 12 milionów, a pozostałe 4 miliony dolarów przeznaczonoby na pokrycie kosztów magazynowania i konserwacji. Ponieważ Izrael miał pewne problemy natury technicznej, koszt tej operacji wyniósłby 200 milionów dolarów.
Pod koniec lat 60. budżet wojskowy Izraela wynosił 733 miliony dolarów, więc z finansowego punktu widzenia nie było żadnego problemu. Ważniejszym problemem było zdobycie 200 ton uranu. Była jedna możliwość: zakup.Projekt budowy bomby atomowej przeforsowano w 1967 roku. W czerwcu tego roku Izrael najechał na Egipt, Jordanię i Syrię. Rada Bezpieczeństwa ONZ nakazała wycofać się z okupowanych terenów, lecz Izrael nie podporządkował się wezwaniu. Masowe wysiedlanie ludności cywilnej i zbrodnie (masakra w arabskiej części Jerozolimy) wywołały masowe protesty. W tej sytuacji nikt nie udostępniłby surowca do produkcji broni masowej zagłady.
Jesienią 1967 roku rząd Izraela zadecydował, że potrzebny surowiec zdobędzie Instytut, czyli Mossad.koniec cz. 1
Opracował: Piotr Harnaś Sondej
![]()
e-mail: psondej@hoga.pl