Tajne operacje

Historia
izraelskiej bomby atomowej

Cz. II

 

  Generał Zwi Zamir, który stał na czele Mossadu, sformułował jego zadania w pięciu punktach:
    Pierwsze - znaleźć w Europie Zachodniej odpowiednią firmę, która zakupi uran. Drugie - kupić statek i opłacić załogę. Trzecie - znaleźć powód, dla którego ładunek powinien być przetransportowany drogą morską, czwarte - uzasadnić wypłynięcie statku z belgijskiego portu i piąte - dokonać przeładunku uranu na otwartym morzu i przewieźć go do Izraela. Akcję opatrzono kryptonimem PLUMBAT; w angielskiej mowie potocznej zarówno "plum", jak i "bat" oznacza podstęp.
      Realizacja pierwszego punktu planu nie sprawiła żadnego kłopotu. Wybór padł na firmę "Asmara", która działała w RFN. Jej szef, Herbert Schulzen był w roku 1964 gościem Instytutu Weizmanna.
      Firmę "Asmara" założył były oficer Wermachtu, Herbert Scharf, który po klęsce III Rzeszy udał się do Erytrei. Zamieszkał w Asmarze, która położone jest na wyżynie, około 60 kilometrów od wybrzeży Morza Czerwonego. W czasie pobytu w mieście zajmował się handlem złotem, dolarami oraz kamieniami półszlachetnymi. Podczas jednej z transakcji poznał Francuza imieniem Marcel, który zwrócił jego uwagę na glony, bardzo licznie występujące w morzu, z których otrzymuje się kwas alginowy. Scharf zaczął pośredniczyć w sprzedaży tego specyfiku. Musiał być to bardzo dochodowy interes, ponieważ w roku 1948 powrócił do kraju.
      Osiedlił się w Wiesbaden nad Renem, gdyż na jego przedmieściach zaczął rozwijać się przemysł chemiczny. Scharf zdobył przedstawicielstwo dwóch firm amerykańskich, lecz wciąż nie czuł się w pełni usatysfakcjonowany. Po pewnym czasie miał dość pośrednictwa, chciał sam produkować. Umożliwił mu to inżynier Herbert Schulzen, którego poznał w roku 1950.
      Schulzen, który był o 20 lat młodszy od Scharfa, w czasie wojny był lotnikiem i walczył na froncie wschodnim. Był prawdopodobnie pilotem wysokiej klasy, gdyż w roku 1943 został przeniesiony do centrum szkolenia pilotów myśliwców odrzutowych na Pomorzu. Jako jeden z pierwszych zasiadł za sterami Messerschmitta 262S; oblatywał ten samolot, lecz w walkach nigdy nie wziął udziału. Sam mówił: "Chwała Bogu, to nie był udany model".
      Obaj panowie poznali się w Ludvigshaven, w siedzibie firmy "Benckiser", z którą Scharf prowadził interesy. Schulzen przyjął propozycję Scharfa, aby wspólnie prowadzić interesy. Do listy firm, które reprezentowali doszła włoska SAICA. W późniejszych wydarzeniach odegrało ono bardzo ważną rolę.
      10 kwietnia 1952 roku zarejestrowali firmę "Asmara", która początkowo zajmowała się produkcją mydła przemysłowego. "Asmara" nie narzekała na brak klientów, lecz wciąż nie było to, czego oczekiwali. Rozwiązaniem było dostarczanie niezbędnych produktów do baz amerykańskich, a w szczególności do kwatery głównej USAF w Europie. Całe zaopatrzenie baz (oprócz żywności) pochodziło z USA, ale wydziały zaopatrzenia mogły nabyć potrzebny towar na rynku lokalnym pod warunkiem, że był tańszy od identycznego ze Stanów Zjednoczonych.
      W 1961 roku "Asmara" zatrudniła dwóch agentów, którzy sprawili, że firma otrzymała zamówienie na środki odkażające, które miała dostarczyć w małych butelkach wykonanych z plastyku. W roku następnym rozpoczęli produkcję środków dekontaminacyjnych. W ciągu półtora roku otrzymali od Bundeswehry zamówienia na towary o wartości 500 tysięcy USD.
      W roku 1964 Schulzen poddał się operacji. Po pewnym czasie otrzymał zaproszenie do odbycia urlopu w Izraelu. Wystosowała je fabryka mebli (był to kamuflaż, gdyż pilot był gościem Instytutu Weizmanna, który zajmuje się m.in. fizyką jądrową). Po powrocie do RFN zaczęły przychodzić zamówienia z Izraela, często przesyłano je pod adresy innych firm, a "Asmara" otrzymywała prowizję.
      Herbert Scharf, założyciel firmy dobiegał siedemdziesiątki, dlatego też 19 czerwca 1967 roku przekazał swoje uprawnienia Schulzenowi, pozostając współwłaścicielem "Asmary". Od tego czasu związki z Izraelem zacieśniały się coraz bardziej. W końcu Schulzen otrzymał największe zamówienie, które opiewało na sumę 3,7 milionów USD i polegało na dostarczeniu 200 ton uranu.
 

  Zakup uranu w latach 60. nie był czynnością skomplikowaną, jeśli podało się nie budzące zastrzeżeń uzasadnienie, do jakich celów służyć miał ten surowiec. Uran w określonych reakcjach chemicznych pełni rolę katalizatora, jego obecność zmienia szybkość reakcji, może działać także w sposób selektywny - przyśpieszać lub nie oddziaływać. W marcu 1968 roku Schulzen wysłał list do dyrekcji belgijskiej firmy Societe Generale des Minerais (SGM), która posiadała niezbędną ilość surowca. Pretekstem do zakupu była konieczność posiadania katalizatora. Zastępca dyrektora SGM, Denis Dewez, miał pewne wątpliwości dotyczące wypłacalności "Asmary", lecz po zapoznaniu się ze stanem konta bankowego przystąpił do transakcji.
      Zanim uran może być użyty jako katalizator, musi być poddany szeregowi skomplikowanych procesów technologicznych, lecz "Asmara" nie posiadała odpowiednich urządzeń. Schulzen pisał, że poradzi sobie z tym problemem. Surowiec miał być wysłany do Casablanki, gdzie pewna firma podjęła się wykonania zlecenia firmy, a wkrótce do RFN.
      Był to celowy zabieg Niemca. Gdyby statek z cennym ładunkiem nie dotarł do celu, można by posądzić o to jedno z państw arabskich. Dewez poinformował Schulzena, że Euroatom - Europejska Wspólnota Energii Atomowej - prawdopodobnie nie udzieli zgody na tego typu rozwiązanie. Uran nie może opuścić terytorium członków EWG. Ponieważ surowiec miał być czasowo wywieziony poza granice Wspólnoty, należało ubiegać się o zgodę Komisji EWG, a to było zajęcie żmudne i czasochłonne.
      "Asmara" szybko wycofała się z propozycji przeróbki uranu w Maroku, powiadamiając SGM, że będzie szukała odpowiedniego zakładu na terytorium państw zachodnioeuropejskich. Negocjacje trwały nadal, lecz Belg wciąż zastanawiał się, czy "Asmara" nie jest zbyt mała. W czasie jednej z rozmów telefonicznych zasugerował, że należałoby podjąć bezpośrednie negocjacje, co wymagałoby złożenia wizyty u dyrektora firmy.
      Schulzen nie mógł dopuścić do wizyty Deweza w Weisbaden. Gdyby Belg zorientował się, że firma nie posiada nawet magazynu, w którym można by składować uran, nie dopuściłby do transakcji. Niemiec zaproponował wizytę w swoim domu w Hettenhain (15 kilometrów od Weisbaden) i w ten sposób wybrnął z bardzo trudnej sytuacji. Po części towarzyskiej obydwaj panowie przystąpili do rozmów; szybko ustalono gatunek uranu, cenę i termin dostawy. Schulzen poinformował dyrektora SGM, że obróbkę surowca przeprowadzi firma z Mediolanu. Ponieważ Włochy były członkiem EWG i Euroatomu, nie przewidywano żadnych kłopotów. Dewez, ze względu na nietypowy rodzaj ładunek, zaproponował przetransportować go drogą morską.
      Zlecenie Schulzena przyjęła firma SAICA, której dyrektor (Francesco Sertorio) był starym znajomym dyrektora "Asmary". SAICA, czyli Societa Anonima Italiana Colori e Affini, została założona w roku 1934 i zajmowała się początkowo handlem farbami okrętowymi, a później barwnikami dla przemysłu tekstylnego. Po II wojnie światowej firma przeżywała rozkwit dzięki opracowaniu przez Sertorio nowej metody mieszania barwników. Włoch opatentował wynalazek i jego metodę zaczęto stosować na szeroką skalę, co przynosiło ogromne zyski. SAICA zajmowała się wyłącznie pośrednictwem i gdy umowy licencyjne zaczęły wygasać, znalazła się w trudnej sytuacji. W 1965 roku jej zyski wyniosły tylko 2 tysiące USD.
      Trzy lata później stanęła przed groźbą bankructwa. Właśnie wtedy pojawił się stary znajomy dyrektora, który wtajemniczył go w plany. Ponieważ SAICA nie dysponowała odpowiednimi urządzeniami, obróbki uranu dokonała firma Chemitalia, której dyrektorem był... Sertorio. Zakłady mieściły się w mieście Lianate, 16 kilometrów od Mediolanu. Na samym końcu dokonano zmiany statutu firmy SAICA - w ten sposób zabezpieczono się na wypadek kontroli Euroatomu.
  Według tygodnika "Time" Schulzen przekazał Włochom 12 tysięcy USD na zakup odpowiednich urządzeń do przeróbki 200 ton uranu.
 

koniec cz. 2
 

Opracował: Piotr "Harnaś" Sondej




e-mail: psondej@hoga.pl
Copyright (C) P. "Harnaś" Sondej, 2003
All rights reserved


www.greendevils.pl