Na początku
marca 1988 roku agent Amanu, który przeniknął w szeregi OWP znalazł się
w posiadaniu informacji o dokładnym miejscu pobytu Abu Dżihada, który znajdował
się w luksusowej willi w Sidi Bou Said. Niedaleko, bo zaledwie 20 km od
Sidi Bou Said, w Tunisie, znajdowała się główna siedziba OWP. Ustalenie
miejsca pobytu Abu Dżihada nie było specjalnie trudne dla izraelskiego
wywiadu, który w Tunezji miał ogromną ilość zakonspirowanych agentów. Niemal
wszystkich wycofano wkrótce z Tunezji, aby zminimalizować przeciek informacji.
Służby specjalne zgromadziły olbrzymią
ilość informacji, które mogły się przyczynić do sukcesu misji. Znano dokładny
rozkład dnia Abu Dżihada, zbudowano makietę jego willi w skali 1:1, płetwonurkowie
z 13. Flotylli zbadali plażę w pobliżu Sidi Bou Said, a na izraelskim wybrzeżu
stworzono niemal identyczne warunki, jak w miejscu, gdzie mieli lądować
komandosi Sayeret Matkal. Podczas prób w makiecie willi akcja trwała 22
sekundy - mniej niż założyli planiści.
14 kwietnia na międzynarodowym
lotnisku Tunis-Carthage wylądowała siedmioosobowa grupa agenntów Mossadu
z libańskimi paszportami i doskonale udający libijskich turystów.
15 kwietnia dowódca Sayeret Matkal,
który przybył do Tunezji również udając turystę, osobiście sprawdził przyszłe
miejsce lądowania Sayeret Matkal.
W tym samym czasie w drodze na
wybrzeże Tunezji znajdowały się 4 izraelskie korwety. Na ich pokładach
znalazł się sztab operacji z dowodzącym misją generałem majorem Ehudem
Barakiem - zastępcą szefa sztabu izraelskiej armii; szpital polowy; 2 łodzie
szturmowe Cobra i śmigłowiec Bell 206. Łodzie szturmowe miały wspierać
ogniem komandosów na plaży w przypadku ujawnienia ich obecnosci i wycofywania
się, a śmigłowiec miał zapewnić szybką ewakuację rannych i zapewniać osłonę
komandosom również w przypadku niepomyślnego rozwoju wypadków.
` Koniecznie trzeba podkreślić,
że miejsce lądowania znajdowało się niemal tuż przy najbardziej strzeżonym
obiekcie w Tunezji - Pałacu Prezydenta.
Izraelską misję
Tunezyjczycy tak sobie wzięli do serca - był to poważny cios dla tunezyjskich
służb bezpieczeństwa - że będąc w połowie lat 90-tych w tym rejonie, w
czasach kiedy Tunezja nie była dla Polaków drugą Bułgarią, a Hammamet drugimi
Złotymi Piaskami, to mój indywidualny przylot w celach turystycznych do
Tunezji wywołał zainteresowanie miejscowych służb specjalnych. Podobnie
było jakiś czas potem, kiedy kolega Wolf przyleciał w podobnym celu do
Tunezji. Cóż, krótko przystrzyżeni faceci w takim miejscu i w takich okolicznościach
mogą wywołać pewne zaniepokojenie. Pamiętam nawet jak byłem świadkiem ćwiczeń
tunezyjskiej grupy komandosów-płetwonurków, którzy wściekle trenowali tuż
przy plaży Carthage na łodziach szturmowych, nieopodal Pałacu Prezydenta.
|
Misja dodatkowo nadzorowana była
z pokładów dwóch samolotów Boeing 707, z których prowadzono również rozpoznanie
elektroniczne i kontrolę prognoz meteorologicznych oraz stanu morza dla
miejsca operacji. W jednym z samolotów znajdował się oprócz szefa izraelskich
sił powietrznych, także szef Amanu. Loty obydwu samolotów odbywały się
oficjalnie jako przeloty samolotów pasażerskich nad Morzem Śródziemnym
i zabezpieczane były przez 2 samoloty-cysterny i 4 myśliwce F-16.
O północy, przy granicy wód terytorialnych
Tunezji, zespół okrętów izraelskich rozdzielił się na dwie grupy. Dwie
korwety z zespołem komandosów Sayeret Matkal popłynęły w stronę Tunisu.
Dwie mile od wybrzeży Tunezji na wodę spuszczono pontony, na których mieli
przepłynąć do brzegu komandosi podzielonych na cztery zespoły: A i B (bezpośredni
wykonawcy wyroku) i ubezpieczające C i D. Po wylądowaniu pierwszego zespołu
na plaży, który korzystał z miniaturowego pojazdu podwodnego i odebraniu
go przez oczekujących agentów Mossadu, na okręty przekazano sygnał, że
lądowanie przebiegło bez przeszkód. Wkrótce na brzegu znalazły się trzy
pozostałe zespoły. Okręty izraelskie wycofały się z wód terytorialnych,
aby uniknąć wykrycia przez radary, czy też przez tunezyjskich rybaków.
Na brzegu komandosi sprawdzili
broń. Komandosi zespołów A i B posiadali pm Uzi oraz Mini Uzi, a zespoły
C i D dodatkowo wyposażone były karabiny szturmowe Galil i km FN MAG. Wszystkie
egzemplarze broni były pozbawione numerów i znaków firmowych i wyposażone
były w tłumiki dźwięku. Każdy z komandosów ubrany był w czarny kombinezon,
posiadał kamizelkę kuloodporną, małą radiostację oraz elektroniczne urządzenie
namierzające, pozwalające ustalić położenie komandosa w przypadku dostania
się do niewoli. Wszystkie rozmowy między komandosami było słychać także
w centrum dowodzenia, a ich dokładne położenie wyświetlał potężny ekran.
Tuż po pierwszej w nocy, trzema
samochodami: Peugotem 305 i dwoma busami VW, markami bardzo popularnymi
w Tunezji, a więc nie rzucającymi się w oczy, zespół komandosów udał się
do Sidi Bou Said pozostawiając w miejscu lądowania kilku komandosów mających
za zadanie ubezpieczać późniejszy odwrót.
Kiedy grupa dotarła na miejsce
agenci Mossadu poinformowali komandosów, że Abu Dżihada nie ma w willi!
Komandosi musieli teraz podczas oczekiwania na cel zachować olbrzymią ostrożność.
W dzielnicy roiło się od uzbrojonych ochroniarzy OWP, gdyż oprócz Abu Dżihada
mieszkał tu także szef wywiadu OWP Abu Al-Chol oraz Abu Massen (Abbas).
W pół godziny później, około 0130
Abu Dżihad wrócił ze spotkania z Farukiem Kadumim, reprezentującym interesy
OWP zagranicą. Agenci Mossadu podłączyli się do centralki telefonicznej,
aby blokować wszelkie rozmowy z Tunisem i posterunkami policji, wojska
i Gwardii Narodowej.
Komandosi czekali teraz na moment,
kiedy zgaśnie światło w sypialni Abu Dżihada. Tak czas rozpoczęcia egzekucji
określał szczegółowo opracowany plan.
Około 0230 zgasło światło w sypialni.
Komandosi z założonymi goglami noktowizyjnymi ruszyli do akcji. Błyskawicznie
zlikwidowano kierowcę-ochroniarza Abu Dżihada używając broni z tłumikiem.
Zespół D otoczył willę blokując wszystkie drogi do niej, zespół C ubezpieczał
wejścia do willi zespołów A i B. Zespół A (Aleph) wszedł od frontu i po
sforsowaniu drzwi wejściowych biegiem udał się do sypialni Abu Dżihada
likwidując po drodze kolejnego ochroniarza. Zespół B (Bet) szturmujący
od tyłu willi i zabezpieczający wejścia i parter również zastrzelił następnego
palestyńskiego strażnika. W willi był juź tylko Abu Dżihad z rodziną.
W kilka sekund później między
oczy Abu Dżihada wymierzona była lufa pistoletu maszynowego Uzi. Nim zdążył
się dobrze się przebudzić kilka peemów pocięło go seriami ładując w jego
ciało siedemdziesiąt pocisków kaliber 9 mm. Jego żona Um, która przebudziła
się w chwili, kiedy ostatni Uzi wypluł cały magazynek, straciła całkowicie
głos i nie mogła wezwać pomocy.
Komandosi wycofali się bezszelestnie,
agenci Mossadu zgarnęli dokumenty z biurka Abu Dżihada, a cała akcja trwała
tylko 13 sekund. Było to o 9 sekund mniej niż podczas najlepszego rezultatu,
jaki osiągnęli komandosi podczas ćwiczeń!
Nim córka Abu Dżihada zaalarmowała
wrzaskiem całą ulicę, izraelscy komandosi byli już dawno w drodze na pokład
korwet...
Wyrok
został wykonany.
Oprac.
Marso
|