W cieniu
Andów...

konflikt peruwiańsko-ekwadorski
z 1995 roku

student IV roku politologii na Uniwersytecie GdańskimBartosz OdorowiczGraniczny konflikt Peru z Ekwadorem był najdłuższym sporem terytorialnym na zachodniej półkuli. Jest także przykładem bodaj najdłużej obowiązującego traktatowego mechanizmu międzynarodowej koncyliacji. Z tego powodu jest niezwykle ciekawy do analizy i stanowić może wręcz modelowy przykład wewnętrznej funkcji polityki zagranicznej, roli wojska w krajach latynoamerykańskich, wreszcie udanego sposobu rozwiązania sporu i pozytywnej roli państw trzecich. W pierwszej części niniejszej pracy zarysuję źródła konfliktu, następnie dokładniej przedstawię jego przebieg w okresie szczytowego napięcia (starcia z 1995 roku) i wreszcie w części trzeciej omówię sposób jego zakończenia, wynikły bezpośrednio z wydarzeń 1995 roku.
Geneza konfliktu.
Wyprawa, która w 1542 r. odkryła i pobieżnie opisała sporny obszar (mowa o nadamazońskich terytoriach Tumbes, Jaen i Maynas - dwukrotnie większych od dzisiejszego Ekwadoru), wyruszyła z Quito, w okresie, gdy miasto to było stolicą hiszpańskiego wicekrólestwa Nueva Granada. Jednak w 1802 roku dekret królewski włączył obszar Nueva Granada pod jurysdykcję wicekrólestwa z siedzibą w Limie. Stąd właśnie wynikały pretensje Ekwadoru i Peru do spornych rejonów nadamazońskich. Od momentu upadku hiszpańskiego oba, niepodległe już kraje, podpisały 11 traktatów w celu ostatecznej delimitacji linii granicznej (praktycznie nieistniejącej pomiędzy Nueva Granada a Peru w czasach hiszpańskich), ale tylko dwa z nich zostały ostatecznie ratyfikowane przez obie strony! [1]. Pod koniec lat 30-tych XX wieku w Waszyngtonie toczyły się rozmowy obu zwaśnionych państw (uczestniczył w nich sam prezydent USA F. D. Roosevelt), które jednak nie przyniosły żadnych rezultatów. W 1941 Peru dokonało inwazji na Ekwador i bez większego oporu zajęło część jego terytorium (najlepsze jednostki wojskowe ówczesny prezydent Ekwadoru - Arroyo del Rio - ulokował bowiem w stolicy na wypadek rozruchów społecznych i próby zamachu stanu ze strony opozycji, zamiast wysłać je na front).
29 stycznia 1942 roku oba kraje podpisały Traktat o Pokoju, Przyjaźni i Granicach, zwany Protokołem z Rio de Janeiro (gwarantowany przez Argentynę, Brazylię, Chile oraz USA), który - kierując się zasadą uti possidetis (granice nowopowstałych państwa takie same, jak wewnętrzne granice regionów przed rozpadem imperium) - sankcjonował de facto peruwiańskie zdobycze obejmujące połowę terytorium ówczesnego Ekwadoru. Ekwador kwestionował ową regułę, uzasadniając swoje pretensje stanem posiadania sprzed ww. królewskiego dekretu z 1802 roku. Tak więc już w 1948 roku podczas wytyczania 78-kilometrowego odcinka granicy w dżungli amazońskiej, Quito wycofało się z prac komisji demarkacyjnej, a w 1950 uznało porozumienie z Rio za nieważne i niebyłe, ponieważ nie uwzględniało ono jakoby geograficznej specyfiki regionu. Było to poniekąd prawdą, gdyż sporny obszar został ostatecznie zbadany i opisany dopiero w 1946 roku, a więc cztery lata po podpisaniu Protokołu z Rio. Ekwador jednostronne odrzucenie traktatu, którego był przecież zarówno sygnatariuszem jak i przedmiotem, uzasadniał także tym, ze do podpisania Protokołu z Rio został zmuszony przez Stany Zjednoczone, szykujące się wówczas do generalnej rozprawy z Niemcami i Japonią i chcące utrzymać spokój na zachodniej półkuli. W 1960 roku ówczesny prezydent Ekwadoru - Jose Maria Velasco Ibarra - podczas posiedzenia Organizacji Państw Amerykańskich ostatecznie przekreślił postanowienia Protokołu z Rio, m.in. publicznie nazywając dokument "zerem". Legitymizacje do działań koncyliacyjnych straciły w tym momencie państwa będące gwarantami Protokołu z Rio - tzw. "Czwórka z Rio" (Argentyna, Brazylia, Chile, USA), choć dalej działały na rzecz rozwiązania konfliktu, tyle że w ramach OPA.
Mniej więcej od tego okresu Peru i Ekwador zaczęły zgłaszać roszczenia do kawałka dżungli o powierzchni ok. 340 km kw., zwanego Cordiliera del Condor (Kordyliera Kondora) od pobliskiego masywu górskiego, którego zachodnie łagodne stoki przypadły Ekwadorowi, a strome, gęsto porośnięte dżunglą zachodnie stoki - Peru. Granica na tym obszarze faktycznie nie jest wytyczona, gdyż odkryto tam - nieznaną w momencie podpisywania Protokołu z Rio - rzekę (Rio Cenepa) i czynności delimitacyjne przerwano. O tym, gdzie jest terytorium ekwadorskie, a gdzie zaczyna się Peru, informowały luźno i dość arbitralnie ustawione słupy graniczne oraz niewielkie posterunki wojskowe. Przypuszcza się, że ten trudnodostępny rejon, zamieszkały przez Indian Jivaros i Shuar [2], bogaty jest w złoto, uran i ropę naftową, choć istnieją także ekspertyzy dowodzące, że występuje tam mniej bogactw naturalnych, niż w innych regionach Kordylierów, a eksploatacja minerałów byłaby dodatkowo niezwykle trudna i kosztowna [3]. Obie strony utrzymują jednak w Kordylierze Kondora znaczne siły wojskowe. Praktycznie co roku przed rocznicą podpisania porozumienia dochodzi tam do incydentów. Większość z nich sprowokowana była przez stronę ekwadorską, której patrole zapuszczały się na terytorium peruwiańskie w spornym rejonie. Duże natężenie incydentów pod koniec lat 70-tych doprowadziło w końcu do wybuchu krótkiego, trwającego kilka dni konfliktu zbrojnego w 1981 roku, podczas którego siły peruwiańskie dość szybko poradziły sobie z ekwadorską akcją zaczepną.
W 1991 roku prezydent Fujimori, wobec problemów wewnętrznych i konieczności ostatecznego rozbicia partyzantów ze Świetlistego Szlaku, podpisał z Ekwadorem (podobnie jak z innymi sąsiadami Peru) tzw. Pakt Kawalerski (Pacto de Caballeros). Dokument ten przewidywał odłożenie ostatecznej delimitacji granicy na obszarze Kordyliery Kondora. Pozwalał Ekwadorczykom także na założenie kilku posterunków na de iure peruwiańskim terytorium Kordyliery oraz obsadzenie ich wojskiem, w zamian za niewysuwanie roszczeń terytorialnych pod adresem Peru [4]. Doszło także do wizyty Fujimoriego w Quito - pierwszej wizyty peruwiańskiej głowy państwa w Ekwadorze od 50 lat. Wydawało się, że na spornej granicy spokój powróci na dłużej. Jednak bardzo szybko, bo już w 1995 roku, wybuchły w Kordylierze Kondora intensywne starcia wojsk obu państw. Niezwykle trudno jest ustalić która ze stron je sprowokowała, ale nie ulega wątpliwości, że obu rządom ograniczony konflikt zbrojny z sąsiadem był w pewien sposób na rękę.
W kwietniu 1995 roku miały się w Peru odbyć wybory prezydenckie, w których kontrkandydatem Alberto Fujimoriego, sprawującego wówczas ten urząd, miał być znany i dość popularny Javier Perez de Cuellar, były Sekretarz Generalny ONZ. Popularność Fujimoriego, zbudowana na rozbiciu przezeń Świetlistego Szlaku oraz zduszeniu inflacji, choć wciąż utrzymywała się na wysokim poziomie (o 20% wyprzedzał drugiego w rankingu Cuellara), zaczęła niebezpiecznie szybko spadać, m.in. ze względu na afery z prowadzeniem kampanii wyborczej w wojsku oraz bardzo poważny i szeroko komentowany konflikt prezydenta z żoną, Susaną Higuchi. O skali tego ostatniego niech świadczy fakt odebrania pani Higuchi tytułu "Pierwszej Damy" (pod pretekstem choroby psychicznej) po tym, jak zapowiedziała, że wystartuje w wyborach parlamentarnych z ramienia partii opozycyjnej w stosunku do męża [5]. Susana Higuchi zamierzała także wystartować w kwietniowych wyborach prezydenckich, ale okazało się to niezgodne z prawem, pośpiesznie uchwalonym specjalnie w celu niedopuszczenia tej kandydatury do rejestracji [6].
W tej sytuacji Fujimori mógł dużo zyskać na odgrzaniu starego konfliktu granicznego, który ze wszelkim prawdopodobieństwem skończy się zwycięstwem Peru i obudzi nastroje patriotyczne w społeczeństwie, odwracając jego uwagę od sytuacji w kraju, przysparzając jednocześnie punktów urzędującemu prezydentowi, jako zwycięskiemu przywódcy. Tak było w istocie. Praktycznie przez cały okres konfliktu w telewizji i prasie Peruwiańczycy mogli oglądać prezydenta w mundurze wojskowym, prezydenta z wizytą na froncie, prezydenta wygłaszającego orędzie do narodu... Reklamy wyborcze kontrkandydatów cieszyły się dużo mniejszym zainteresowaniem niż normalnie [7]. Wydaje się także, że po praktycznym rozbiciu Świetlistego Szlaku Fujimori zapragnął odzyskać to, co stracił podpisując Pakt Kawalerski. Nie bez znaczenia były również naciski wyższych oficerów armii peruwiańskiej, którzy chętnie poprowadziliby "szybką, zwycięską wojnę".
W Ekwadorze sytuacja była nieco inna. Prezydent tego kraju, Sixto Duran Ballen (1992-1996) wkrótce po elekcji stracił poparcie społeczeństwa. Próbował modernizować państwo ograniczając wydatki z budżetu oraz zachęcając przedsiębiorców i wielki kapitał (gł. amerykański) do inwestowania w przemysł wydobywczy (ropa naftowa zapewnia jedną trzecią dochodów z exportu Ekwadoru). Spotkało się to jednak ze stanowczym sprzeciwem rdzennej ludności indiańskiej. Dodatkowe niepokoje społeczne wywołane były także znaczącym wzrostem bezrobocia, na skutek bankructwa wielu fabryk, pozbawionych rządowych dotacji. Pod koniec prezydentury Duran Ballena kryzys gospodarczy nasilił się aż do tego stopnia, że występowały okresowe przerwy w dostawie prądu. Społeczeństwo domagało się odejścia nieudolnego prezydenta. Nic dziwnego więc, że graniczny konflikt z tradycyjnym rywalem z południa, odwracający uwagę od sytuacji wewnętrznej i konsolidujący masy wokół haseł obrony honoru narodowego, był po myśli także Duran Ballenowi. W kilku doniesieniach prasowych (zwłaszcza peruwiańskich i brazylijskich) pojawiała się także wersja o szantażowaniu Duran Ballena przez wojskowych, którzy grozić mieli mu zamachem stanu, gdyby prezydent nie zgodził się na rozpętanie konfliktu granicznego z Peru. Inna wersja mówiła o celowym sprowokowaniu konfliktu przez wojskowych, niejako w rewanżu za próbę ograniczenia przez niego quasi-legalnych dochodów z przemysłu ciężkiego i wydobywczego, jakie były udziałem najwyższych oficerów ekwadorskich sił zbrojnych [8]. Nie można wreszcie zapominać o tradycyjnym wyznaczniku polityki zagranicznej Ekwadoru, mówiącego o konieczności uzyskania "suwerennego dostępu" do obszaru amazońskiego, a konkretnie do rzeki Moranon, który to wyznacznik był obowiązującym dogmatem dla wszystkich ekwadorskich rządów od chwili powstania tego państwa.
Niewątpliwie najorginalniejszą teorią tłumaczącą wybuch starć, był "wątek futbolowy". Otóż konflikt miał zostać niechcący sprowokowany przez żołnierzy peruwiańskich, którzy wybrali się do jednej z wiosek Indian z plemienia Shuar (zamieszkałych już na terytorium uznawanym za ekwadorskie) w celu rozegrania meczu piłkarskiego...
Armia peruwiańska była silniejsza od ekwadorskiej. Liczyła 115 tys. ludzi (w tym 75 tys. w wojskach lądowych) wobec 58 tys. żołnierzy ekwadorskich (50 tys. w wojskach lądowych). Była wyposażona w nowocześniejszy sprzęt, mogła także liczyć na skuteczniejsze wsparcie z powietrza. Peruwiańskie lotnictwo posiadało bowiem m.in. 12 myśliwców Mirage 2000, 30 szturmowych Su-22 oraz ok. 100 lekkich szturmowców (w tym śmigłowce Mi-24), podczas gdy lotnictwo Ekwadoru było o połowę słabsze liczebnie, posiadając 14 myśliwców Mirage F-1 i 10 myśliwców Kfir C-2, 8 wielozadaniowych Jaguarów oraz ok. 50 lekkich szturmowców i samolotów szkolno-bojowych [9]. Trzeba jednak pamiętać, że konflikt ograniczyć się miał do trudnodostępnego, porośniętego gęstą dżunglą obszaru, gdzie klasyczna przewaga w uzbrojeniu nie ma decydującego znaczenia. Wygrać miała ta strona, która szybciej i sprawniej skoncentruje siły na najważniejszych kierunkach i zapewni im odpowiednie zaopatrzenie.
Dżungla w ogniu
Od początku stycznia oba państwa informowały o naruszeniach granicy przez patrole strony przeciwnej (pamiętajmy, że granicy na tym obszarze nie wytyczono - to, gdzie kończy się jeden, a zaczyna drugi kraj, było kwestią bardzo dowolną). Krótkie negocjacje dyplomatyczne wydawały się załatwiać sprawę incydentów - 14 stycznia Peru i Ekwador zobowiązały się do zachowania pokoju w strefie przygranicznej. Ale już 19 stycznia nastąpiły kolejne starcia w dżungli. Źródła peruwiańskie [10] utrzymywały, że wojska ekwadorskie zajęły kilka peruwiańskich posterunków, m.in. najważniejsze: Cueva de los Tayos, Base Sur, Coangas oraz strefę Tiwinza (Tihuinza) [11]. D. S. Palmer, badający wnikliwie konflikt, utrzymuje jednak, że posterunki te, jakkolwiek znajdowały się teoretycznie na terytorium Peru, wybudowane zostały przez wojsko ekwadorskie po 1991 roku, w wyniku ustaleń Paktu Kawalerskiego [12]. Obszar wokół baz Cueva de los Tayos, Base Sur oraz Tiwinza był jedynie słabo dozorowany przez wojsko peruwiańskie, które było zresztą świadome ekwadorskiej obecności. Jednak od grudnia 1994 roku zaczęły się - organizowane najprawdopodobniej bez wiedzy rządu w Limie ataki pojedynczych jednostek peruwiańskich na umocnione ekwadorskie bazy. 26 stycznia 1995 po największej jak dotąd bitwie (siły wielkości wzmocnionej kompanii po obu stronach) zakończonej druzgocącą peruwiańską porażką Lima oficjalnie postanowiła skierować w rejon Rio Cenepa znaczne siły.
Wróćmy jednak do wersji peruwiańskiej. Wg niej wojska ekwadorskie szybko zaczęły umacniać opanowane punkty i zaminowywać podejścia do nich. Lasy wokół zdobytych posterunków natychmiast zaczęto karczować tak, aby umożliwić lądowanie śmigłowców z zaopatrzeniem. Jednocześnie moździerze zaczęły nękać posterunki znajdujące się jeszcze w rękach peruwiańskich. Peru, zaskoczone tak silną akcją ekwadorską, rozpoczęło przygotowania do kontrofensywy.
W międzyczasie trwały wysiłki społeczności międzynarodowej w celu zachowania pokoju w regionie. 25 stycznia Ekwador zupełnie niespodziewanie oficjalnie potwierdził - po raz pierwszy od 50 lat - że uznaje Porozumienie z Rio za wciąż ważne i obowiązujące [13]. Fakt ten uwiarygodnia wersję wydarzeń wg D.S.Palmera - uznanie Protokołu z Rio przez Ekwador można traktować jako próbę powstrzymania peruwiańskiej akcji zbrojnej. Uznanie ważności Protokołu z Rio miało bowiem o tyle istotne znaczenie, że na scenę polityczną powracały kraje "Czwórki z Rio" (Argentyna, Brazylia, Chile i USA), jako świadcząca działania koncyliacyjne i mediacyjne oficjalna traktatowa struktura, nieobecna w tej formie praktycznie od ponad 30-tu lat. Jeszcze tego samego dnia kraje "Czwórki" zwróciły się do Peru i Ekwadoru z apelem o "podjęcie dialogu w celu niedopuszczenia do wzrostu napięcia i osiągnięcie trwałego porozumienia w sprawie spornego odcinka granicy". Jednocześnie wstrzymały one dostawy uzbrojenia i amunicji do obu krajów. Co prawda 26 stycznia ekwadorskie ministerstwo spraw zagranicznych uzupełniło niejako doniesienia z dnia poprzedniego, ogłaszając, że wprawdzie Quito uznaje porozumienie z Rio za nadal obowiązujące ale uważa, iż przyczyną wszelkich incydentów na granicy są właśnie usterki tego dokumentu [14], ale nie negowało to legalności samego Protokołu z Rio i stanowiło dobrą bazę do ewentualnych późniejszych negocjacji. Z kolei peruwiańskie MSZ w opublikowanym 27 stycznia komunikacie nazwało poczynania Ekwadoru "zdradzieckim aktem agresji". "Wojownicze, agresywne zachowanie Ekwadoru jest sprzeczne z jego rzekomym pokojowym nastawieniem. Podważa pokój, bezpieczeństwo i międzynarodowy ład prawny w chwili, gdy mieszkańcy półkuli zachodniej tworzą śmiałe plany kontynentalnej integracji" - brzmiał komunikat MSZ Peru [15]. Reakcja na uznanie Protokołu z Rio przez Ekwador, była natomiast względnie chłodna (Lima po prostu "przyjęła je do wiadomości" [16]).
W początkowej fazie konfliktu dał się zauważyć brak woli ze strony peruwiańskiej do szybkiego, pokojowego rozwiązania spornych kwestii i zakończenia walk w strefie nadgranicznej. Bardziej kompromisową postawę zdawała się prezentować strona ekwadorska, zainteresowana udziałem społeczności międzynarodowej (zwłaszcza sygnatariuszy Porozumienia z Rio) w rozwiązaniu konfliktu, co dawałoby jej szanse na rewizje postanowień tego dokumentu (jako słabszy militarnie, Ekwador raczej nie był w stanie wywalczyć satysfakcjonujących go warunków w konflikcie zbrojnym). Dokładnie przeciwnymi racjami kierowała się w swojej polityce Lima. Stąd różnice dające się wychwycić w wypowiedziach decydentów obu krajów. Prezydent Sixto Duran Ballen oświadczył co prawda: "Nasze wojsko wie, że racja jest po jego stronie", zapewniając jednocześnie, że Ekwador nie ustąpi i zarzucając Peru wywołanie konfliktu, ale wkrótce po wezwaniach "Czwórki z Rio" zaproponował zawarcie rozejmu. Quito zażądało także zebrania się Stałej Rady Organizacji Państw Amerykańskich. Natomiast prezydent Peru, Alberto Fujimori, niezbyt przychylnie odniósł się do angażowania w konflikt ONZ i Organizacji Państw Amerykańskich, ponieważ - jak przyznał - "nie są one dość w tej sprawie kompetentne". Stwierdził także, że działania armii peruwiańskiej są podyktowane wyłącznie "uzasadnionymi względami obronnymi". Lima wyraźnie wolała załatwić konflikt w najpierw na polu bitwy, a potem być może w dwustronnych rokowaniach. Zaproszono do peruwiańskiej stolicy na rozmowy przygotowawcze wiceministra spraw zagranicznych Ekwadoru. Później miał uczestniczyć w nich także sekretarz generalny OPA, były prezydent Kolumbii Cesar Gaviria [17].
Konflikt błyskawicznie nabierał tempa. Po ekwadorskiej stronie granicy miejscowa ludność zaczęła opuszczać domostwa i uciekać w głąb kraju. W prasie roiło się od podgrzewających nastroje artykułów oraz buńczucznych wypowiedzi polityków obu stron (m.in. wspomnianego już Javiera Pereza de Cuellar). W obu krajach powoływano dodatkowe roczniki rezerwistów do wojska. Po obu stronach granicy przeprowadzano także ćwiczenia obrony cywilnej i zaciemniano miejscowości. Jednocześnie trwała wojna propagandowa: Ekwador oskarżał wojsko peruwiańskie o użycie broni chemicznej, z kolei wojska ekwadorskie miały ostrzelać posterunek Czerwonego Krzyża, położony po stronie peruwiańskiej [18]. Prasa peruwiańska podała także, że Ekwadorowi pomagają zagraniczni najemnicy. W odpowiedzi w ekwadorskich gazetach można było przeczytać o rzekomej kubańskiej pomocy dla wojsk peruwiańskich. Hawana kategorycznie zdementowała te doniesienia [19].
25 (lub 26) stycznia dowództwo armii peruwiańskiej, z poparciem prezydenta Fujimoriego i Rady Obrony Państwa, zdecydowało o wysłaniu w rejon konfliktu dodatkowych lekkich sił oraz o postawieniu w stan gotowości jednostek stacjonujących wzdłuż całej granicy z Ekwadorem i wzmocnieniu ich oddziałami z głębi kraju w sile trzech dywizji (w tym jedną pancerną) [20]. Sztab armii peruwiańskiej opracował także plan odbicia terenów zajętych przez wojsko ekwadorskie. Ofensywa, prowadzona przez siły będące ekwiwalentem dywizji piechoty, a składające się z samodzielnych kompanii i batalionów komandosów, piechoty dżunglowej i zmotoryzowanej, ruszyła 27 stycznia. Poprzedziło ją zbombardowanie przez peruwiańskie lotnictwo (FAP) zajętych przez Ekwadorczyków posterunków. Peruwiańskie siły lądowe szybko bo jeszcze tego samego dnia - odzyskały/zdobyły (w zależności od wersji wydarzeń) Cueva de los Tayos, ale ich marsz na Base Sur został spowolniony przez gęste pola minowe. Zaciekle broniące się Base Sur, bombardowane z powietrza przez peruwiańskie śmigłowce oraz z ziemi przez lekkie moździerze, zostało zdobyte ostatecznie 2 lutego. Siły peruwiańskie natychmiast skierowały się ku posterunkowi Coangas. 30 stycznia ruszyło osobne natarcie na Tiwinzę. Mimo zaangażowania znacznych sił nie udało się przełamać ekwadorskiej obrony na tym kierunku, m.in. dlatego, że do akcji włączyło się wreszcie także ekwadorskie lotnictwo, bombardując kilkakrotnie nacierające wojska i zestrzeliwując jeden samolot. Pozycje Peruwiańczyków były także kilkakrotnie ostrzeliwane przez ekwadorskie wyrzutnie rakietowe.
Ofensywa peruwiańska zmieniając sytuację na froncie, zmieniła także nastawienie polityków obu stron na bardziej kompromisowe. Ekwadorczycy chcieli z "amazońskiej awantury" uratować jak najwięcej przy stole rokowań, Peru miało natomiast zamiar potwierdzić zdobycze wojska. Prezydent Ekwadoru ogłosił 31 stycznia jednostronny rozejm (ofensywa peruwiańska trwała mimo to nadal), jednocześnie bardzo pozytywnie oceniając wysiłki "Czwórki" mające na celu rozwiązanie kryzysu. Natomiast Alberto Fujimori, w przemówieniu telewizyjnym (środa, 1 lutego) zaproponował zawarcie rozejmu i przekształcenie spornych terenów nadgranicznych w strefę zdemilitaryzowaną, nad którą nadzór mieliby pełnić przedstawiciele państw-gwarantów [21].
Tymczasem w Rio de Janeiro obradowali przedstawiciele sygnatariuszy protokołu z Rio z 1942 r. (w tym ministrowie spraw zagranicznych obu zwaśnionych państw), dążąc do zawarcia rozejmu. Pierwsze rozmowy nie przyniosły znaczących efektów. Powodem tego były różne, właściwe Ameryce Łacińskiej uprzedzenia. Przeszkadzała tradycyjna rywalizacja peruwiańsko-chilijska, pogłoski o argentyńskich dostawach broni dla Ekwadoru, wreszcie rywalizacja brazylijsko-amerykańska o przodownictwo w "Czwórce". Amerykanie poza tym naciskali na jak najszybsze zakończenie konfliktu, podczas gdy dyplomaci brazylijscy optowali za spokojnymi rozmowami bez nacisku ze strony "Czwórki". Pierwsza próba wynegocjowania zawieszenia broni nie powiodła się. Argentyński minister spraw zagranicznych, Guido di Tella poparty przez pozostałych członków "Czwórki z Rio", przedstawił obu zwaśnionym stronom projekt zawieszenia broni, przewidujący wycofanie się wojsk do rejonów, których "przynależność państwowa nie jest w żaden sposób negowana" przez drugą stronę, a także utworzenie strefy zdemilitaryzowanej, nie zgodził się jednak na nie Ekwador, przedstawiając z kolei własną propozycję, którą odrzucono w Limie. Kontrowersje dotyczyły szerokości strefy zdemilitaryzowanej: Peru postulowało ośmiokilometrową strefę - Ekwador tylko jednokilometrową [22]. Negocjacje zerwano.
Tymczasem Ekwador rozpoczął kampanię propagandową (udaną, dodajmy), mającą przekonać świat, że winę za rozpętanie konfliktu ponosi Peru, a Ekwador padł ofiarą nieusprawiedliwionej agresji. Prezydent Duran Ballen 6 i 7 lutego zdążył odwiedzić stolice Brazylii, Argentyny i Chile, przekonując rozmówców do ekwadorskiego punktu widzenia i postulując rewizję Porozumienia z Rio. Ballen wysłał także swoich przedstawicieli do pozostałych krajów latynoamerykańskich, a przewodniczący ekwadorskiego parlamentu M. Heinz Moeller - udał się z krótką wizytą do USA, gdzie spotkał się z prezydentem Billem Clintonem i sekretarzem stanu USA Warrenem Christopherem [23].
Dalsze sukcesy peruwiańskiej ofensywy (okrążenie wojsk ekwadorskich) sprawiły jednak, że 9 lutego wznowiono rozmowy pokojowe w Brasilli [24], a ponadto Ekwador wystosował do władz w Limie prośbę o przerwanie ognia celem pochowania zabitych. 10 lutego prezydent Fujimori odrzucił ją jednak, określając inicjatywę Quito próbą zyskania "dyplomatycznej i strategicznej przewagi" [25]. Jednocześnie, w przemówieniu telewizyjnym, Fujimori zapowiedział, że nie poczyni dalszych kroków, które spowodowałyby eskalacje konfliktu. Stanowiło to wyraźną deklarację, że Peru ograniczy działania zbrojne jedynie do spornego terytorium i nie ma zamiaru prowadzić z Ekwadorem wojny pełnoskalowej. Była bowiem groźba wybuchu takowej, gdyż naprzeciw zmobilizowanych wojsk peruwiańskich, wzdłuż całej granicy, stały także dywizje ekwadorskie. Jakikolwiek incydent (dość prawdopodobny przy agresywnej postawie korpusu oficerskiego obu krajów) mógłby mieć katastrofalne skutki. Także społeczeństwa obu krajów były przeciwne dalszej eskalacji konfliktu. Np. lutowe sondaże pokazały, że aż 67% Peruwiańczyków było za arbitrażem krajów "Czwórki" w sprawie granicy, a tylko 15% opowiadało się za dalszą wojną [26]. Podobne nastroje panowały w Ekwadorze.
Rozmowy w Brasilli, mające doprowadzić do zawieszenia broni, przypominały jednak dyplomatyczną przepychankę: 10 lutego na przemian wznawiano je i przerywano. W kolejnych dniach negocjacje prowadzono w podobnym stylu, tym niemniej konflikt mozolnie zmierzał ku końcowi. Fujimori, chcąc wywrzeć na dyplomatów nacisk, groził: "Jeśli negocjacje dyplomatyczne zawiodą, pokażemy, że Armia Peru jest wystarczająco silna by przepędzić najeźdzców" [27]. Do akcji mediacyjnej mającej na celu położeniu kresu walkom włączali się kolejni politycy: m.in. b. prezydent USA Jimmy Carter i b. prezydent Kostaryki Oscar Arias, a rozmowy telefoniczne z przywódcami obu państw odbył także Warren Christopher, ówczesny sekretarz stanu USA... Rozwiązanie dyplomatyczne przyspieszyła pogarszająca się sytuacja wojsk ekwadorskich. Ostateczny szturm na rejon Tiwinza rozpoczął się 11 lutego. Peruwiańczycy twierdzili, że atak się powiódł - Quito temu zdecydowanie zaprzeczało. Dwa dni później prezydent Fujimori oznajmił jednak "przywrócenie narodowej suwerenności nad obszarem zajętym przez Ekwadorczyków", ogłaszając wkrótce potem także jednostronne zawieszenie broni i wzywając rząd Ekwadoru do współpracy w zapobieganiu w przyszłości rozlewowi krwi między "bratnimi narodami" [28]. Władze Ekwadoru natychmiast zobowiązał się do przerwania ognia pod warunkiem, że żołnierze peruwiańscy zaprzestaną ataków na pozycje ekwadorskie.
Następnego dnia po południu (14 lutego) walki o Tiwinzę rozgorzały jednak na nowo, po przybyciu ekwadorskich posiłków w sile dwóch batalionów piechoty. Mimo podpisania 17 lutego porozumienia rozejmowego przez wiceministrów spraw zagranicznych obu zwaśnionych państw w siedzibie brazylijskiego MSZ - Pałacu Itamarati (stąd nosi ono oficjalną nazwę Deklaracji Pokojowej z Itamarati), które przewidywało, oprócz ustanowienia misji obserwacyjnej MOMEP (Military Observer Mission Ecuador-Peru), podjęcie dwustronnych rozmów w celu trwałego uregulowania sporu granicznego, walki trwały nadal. Obie strony usiłowały zająć jak najlepsze pozycje przed przyjazdem obserwatorów z misji MOMEP. Właśnie w tym okresie, ostatnich dwóch tygodni lutego, padło najwięcej ofiar po obu stronach. Starcia były tak intensywne, że Deklaracja z Itamarati musiała zostać ponownie potwierdzona przez obie strony. Stało się to ostatecznie 28 lutego w Montevideo. Od tego momentu intensywność walk zaczyna się zmniejszać, by w połowie marca przybrać formę niewielkich incydentów.
Wojna opłaciła się Fujimoriemu. Mimo rozczarowania społeczeństwa niezbyt imponującym przebiegiem starć, prezydent zyskał kilka punktów procentowych, choć nie tak dużo jak liczył i jak mógł zyskać (z upływem czasu trwania starć zbrojnych, poparcie dla Fujimoriego spadało wysokiego styczniowego poziomu) [29]. Marcowe sondaże popularności, przeprowadzone w kilka dni po zakończeniu konfliktu, pokazały, że cieszy się poparciem 54% społeczeństwa, podczas gdy Perez de Cuellar zgromadził poparcie 17-to procentowe, mimo intensywnej kampanii, w której zarzucał Fujimoriemu m.in. złe przygotowanie wojska i przegranie kampanii propagandowej z Ekwadorem [30]. Urzędujący prezydent zyskał także zdecydowane poparcie wojska, niezwykle istotne ze względu na fakt administrowania przez armię 10% terytorium kraju, na którym trwała walka z partyzantami Tupac Amaros i niedobitkami Świetlistego Szlaku.
Liczba ofiar po obu stronach była umiarkowana: Peru straciło 36 zabitych i 60 rannych, Ekwador - 17 zabitych i 37 rannych [31]. Wg późniejszych danych obu ministerstw obrony straty wyniosły: Peru 58 zabitych, 107 rannych; Ekwador - 39 zabitych i 65 rannych [32]. W trakcie całego konfliktu podczas bombardowań pozycji ekwadorskich FAP utraciła także kilka samolotów i śmigłowców (ok. 5-6), zestrzelonych przez będące na wyposażeniu wojsk ekwadorskich lekkie wyrzutnie rakiet przeciwlotniczych typu "Igła" i "Blowpipe" oraz lekkie działka p-lot. Ekwadorskie Siły Powietrzne straciły natomiast 2 samoloty.
Jednak niektóre źródła podają odmienne dane. Jest mowa nawet o łącznie 4 tys. zabitych po obu stronach (także wśród cywili) [33], a według Latynoamerykańskiej Organizacji Praw Człowieka w wyniku wojny na granicy Peru z Ekwadorem ucierpiało ponad 50 tys. osób, przede wszystkim Indian amazońskich i wieśniaków. Zginęły dziesiątki Indian, tysiące musiały opuścić swoje domy, zniszczeniu uległy zbiory i zasiewy [34].Porozumienie
Stosunki peruwiańsko-ekwadorskie po konflikcie z 1995 roku z wolna ulegały poprawie, mimo okresowych napięć (np. w 1996 roku Ekwador zakupił kilkanaście izraelskich myśliwców, co spotkało się z ostrą dyplomatyczną reakcją Limy, albowiem w sytuacji, gdy większość państw latynoamerykańskich posiada ledwie od 10 do 30 w miarę nowoczesnych myśliwców, praktycznie jakikolwiek zakup nowych samolotów bojowych powoduje zachwianie względnej militarnej równowagi w regionie; groźba wybuchu konfliktu istniała także 1998 r.). Ogromna w tym zasługa krajów "Czwórki z Rio", które praktycznie natychmiast po zakończeniu walk przystąpiły do wysiłków mających ostatecznie uregulować i rozwiązać konflikt. Obserwatorzy MOMEP (kontyngent złożony był z przedstawicieli Ekwadoru, Peru i państw "Czwórki" - dowodził nim brazylijski generał i amerykański pułkownik) do marca 1995 roku skutecznie rozdzielili wojska obu stron, a w sierpniu rejon rzeki Rio Cenepa był już całkowicie zdemilitaryzowany [35]. Działania dyplomatyczne krajów "Czwórki" miały natomiast na celu najpierw ustalenie ostatecznego katalogu wzajemnych roszczeń i pretensji, a następnie wynegocjowanie kompromisu. Temu między innymi służyły spotkania ministrów spraw zagranicznych Peru i Ekwadoru w obecności przedstawicieli krajów "Czwórki z Rio", które odbyły się na początku 1996 roku w Limie i Quito, a później także w stolicach innych zaangażowanych w rozwiązanie konfliktu państw.
W procesie pokojowym nastąpiła jednak przerwa, spowodowana porwaniem peruwiańskiego ministra spraw zagranicznych Francisco Tudeli, a właściwie uwięzieniem go przez bojowników z ruchu Tupac Amaros w ambasadzie japońskiej (grudzień 96 - kwiecień 97) oraz brakiem stabilizacji politycznej w Ekwadorze. Sixto Duran Ballen nie utrzymał się bowiem długo na fotelu prezydenta. O ostatecznym kresie jego rządów zadecydowała afera korupcyjna, w wyniku której 23 ministrów podało się do dymisji lub zostało odwołanych, a wiceprezydent uciekł do Kostaryki. Następcy Durana Ballena nie sprawowali urzędu zbyt długo. Abdala Bucaram (1996-97), zwany "El Loco" (szaleniec) uciekł do Panamy, po tym, jak ekwadorski parlament uznał, że nie jest on w pełni władz umysłowych [36]. Fabianowi Alcaron (1997-98) wytoczono proces o korupcje i uwięziono. Dopiero chadek Jamil Mahuad okazał się skuteczniejszym politykiem, i choć nie udało mu się zbytnio poprawić sytuacji gospodarczej kraju, niewątpliwym sukcesem było doprowadzenie do końca procesu normalizacji wzajemnych stosunków peruwiańsko-ekwadorskich i ostateczne - jak się wydaje - rozwiązanie kilkudziesięcioletniego sporu granicznego (duży udział miał w tym także ówczesny minister spraw zagranicznych Ekwadoru, historyczny pierwszy Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Jose Ayala Lasso).
We wrześniu i październiku 1997 roku w stolicach krajów "Czwórki z Rio" trwały negocjacje nad rozwiązaniem spornych kwestii: w Waszyngtonie omawiano problemy integracji nadgranicznej obu zwaśnionych państw i kwestie dotacji finansowych, w Buenos Aires negocjowano zapisy przyszłego tzw. traktatu handlowo-nawigacyjnego, w Santiago omawiano środki budowy wzajemnego zaufania, natomiast w Brasilii próbowano ostatecznie wytyczyć granicę. Jakkolwiek w pierwszych trzech miastach delegacje obu krajów dość szybko osiągnęły porozumienie, o tyle w kwestii granicy wciąż trwały spory. Ekwador nie chciał bowiem rezygnować z uzyskania suwerennego dostępu do obszaru amazońskiego. Ostatecznie znaleziono jednak proste rozwiązanie, na które zgodziły się - aczkolwiek z niechęcią - obie strony. Mianowicie Ekwador uzyskał praktycznie nielimitowany dostęp do rzeki Maranon dla swojego handlu, natomiast niewielką część spornego obszaru w pobliżu Rio Cenepa Peru postanowiło... sprzedać na komercyjnych zasadach Ekwadorowi, zachowując jednocześnie nad tym obszarem prawną jurysdykcję . Nad Tiwinzą załopotała ekwadorska flaga...
Owa flaga ekwadorska nad Tiwinzą dokumentnie popsuła jednak nastroje w armii i w społeczeństwie peruwiańskim. Winę za to ponoszą najwyżsi peruwiańscy decydenci, którzy postanowili w ogóle nie informować o przebiegu negocjacji pokojowych nie tylko społeczeństwa, ale i rządzących elit. W Ekwadorze elity polityczne, oficerowie, opozycja wreszcie szerokie masy były w pewien sposób przygotowywane na ustępstwa, na jakie Ekwador będzie musiał się zgodzić. Np. w oficjalnych przemówieniach zaczęto odchodzić od dogmatu "suwerennego dostępu do Amazonii", opuszczając słowo "suwerennego", co jeszcze kilka lat wcześniej było rzeczą absolutnie nie do pomyślenia. Dlatego, choć Ekwador uzyskał w negocjacjach niewiele, obywatele tego państwa dość zdecydowanie poparli porozumienie, a i armia nie była mu przeciwna.
Tymczasem w Peru warunki porozumienia okazały się zaskoczeniem. Sondaże przeprowadzone w październiku (w przeddzień ostatecznego podpisania pakietu umów, o których niżej) wskazywały, że aż 82% społeczeństwa jest przeciwnych ugodzie na wynegocjowanych warunkach! Nie docierały argumenty, że porozumienie jest dla Peru niezwykle korzystne (granica praktycznie identyczna z wyznaczoną w Protokole z Rio, zlikwidowanie raz na zawsze roszczeń ekwadorskich, zastrzyk finansowy dla stref nadgranicznych). Latem 1998 roku pojawiła się wręcz groźba wojny, tym razem sprowokowanej ewidentnie przez niezadowolone wojsko peruwiańskie. Powstrzymały ją działania obserwatorów z misji MOMEP, wciąż obecnych w strefie Rio Cenepa oraz niekonwencjonalny krok prezydenta Mahauda. W okresie największego napięcia zaprosił on bowiem swojego adwersarza - prezydenta Fujimoriego - na obiad w cztery oczy. Po czterogodzinnej tajnej rozmowie obu głów państw napięcie wyraźnie zelżało, a wkrótce potem swoje stanowiska opuścili peruwiańscy zwolennicy "twardego kursu" wobec Ekwadoru: szef dyplomacji Eduardo Costa i naczelny dowódca sił zbrojnych gen. Nicolas Hermoza de Bari .
Wreszcie możliwe stało się podpisanie szerokiego pakietu wynegocjowanych porozumień. Jamil Mahaud i Alberto Fujimori, w obecności głów państw sygnatariuszy Protokołu z Rio (prezydent Bill Clinton przysłał swojego przedstawiciela), podpisali 26 października 1998 roku w stolicy Brazylii pakiet porozumień i umów regulujących wzajemne stosunki.
Jednymi z ważniejszych były: Traktat Handlowo-Nawigacyjny (regulujący handlową wymianę przygraniczną, a przede wszystkim zasady żeglugi rzecznej, przybrzeżnej i pełnomorskiej w regionie) oraz Porozumienie o Integracji, Rozwoju i Współpracy Regionów Przygranicznych. Na mocy tego ostatniego dokumentu powołano Peruwiańsko-Ekwadorski Komitet Współpracy (PECC), złożony z pięciu podkomitetów (ds. zdrowia, oświaty, rybołówstwa, porządku przygranicznego, rozwoju handlu). PECC zbiera się na corocznych sesjach, zajmując się zarówno rozwojem dobrych stosunków i współpracy między oboma krajami, jak i pomocą w rozwiązywaniu sporów wynikłych w obszarach podległych jej kompetencji. W porozumieniu zawarto także postanowienia dotyczące budowy nowych posterunków granicznych, rozwijaniu przygranicznej współpracy (m.in. poprzez utworzenie wspólnego Funduszu Współpracy Ekwadorsko-Peruwiańskiej, dysponującego w zamierzeniach sumą prawie 3 mld dolarów, a mającego koordynować i wspierać programy współpracy przygranicznej obu państw, wykonywane w ramach generalnego Wspólnego Planu Rozwoju Obszarów Przygranicznych), wspólnej kontroli nad przestrzeganiem praw człowieka w pasie przygranicznym, rozwój poziomu życia zamieszkujących tę strefę Indian, rozbudowie i utrzymywaniu w dobrym stanie głównej arterii lądowej łączącej oba kraje, ożywieniu wymiany handlowej oraz promocji kontaktów pomiędzy małym i średnim biznesem obu krajów. Strefę nadgraniczną zdemilitaryzowano i utworzono park krajobrazowy, patrolowany przez policję obu krajów, bez udziału wojska.
Autor składa podziękowania p. Michałowi Piekarskiemu z Koła Wschodnioeuropejskich Stosunków Międzynarodowych przy Uniwersytecie Wrocławskim, za pomoc w kompletowaniu materiałów niezbędnych do napisania niniejszego artykułu.
Bibliografia:
1) M. Kuczyński; "Konflikty zbrojne w Azji, Ameryce, Australii i Oceanii - informator"; wyd. Bellona; Warszawa 1995.
2)
ˇ S. Bowen; Peru faces disadvatages in fighting with Ecuador; "Christian Science Monitor" z dn. 10.02.1995.
ˇ D. Gregory; Delegative democracy in Peru?Fujimori's 1995 landslide and the prospects for 2000; "Journal of Interamerican Studies&World Affairs"; Spring 2000.
ˇ L. Hernan; Konflikt o Alto Cenepa; "Komandos" nr 10/2001 i 11/2001.
ˇ I. Jarry; Fałszywe eldorado; "Le Figaro" w "Rzeczpospolita" z dn. 3.03.1995.
ˇ W. Klewiec, Wzajemne oskarżenia; "Rzeczpospolita" z dn. 11.02.1995.
ˇ P. Kościński, Przerwane negocjacje; "Rzeczpospolita" z dn. 6.02.1995.
ˇ P. Kościński, Rozmowy pokojowe; "Rzeczpospolita" z dn. 10.02.1995.
ˇ H. LaFranchi; Border war diverts peruvian eyes from april contest for president; "Christian Science Monitor" z dn. 7.03.1995.
ˇ D. S. Palmer; Peru-Ecuador border conflict: missed opportunities, misplaced nationalism and multilateral peacekeeping; "Journal of Interamerican Studies & World Affairs" 1997.
ˇ D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
ˇ P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995.
ˇ Peace in the Andes ; "The Economist" z dn. 31.10.1998 r.
ˇ "Polityka" nr 6 z dn. 11 stycznia 1995.
ˇ J. Skórzyński, Ofensywa dyplomatów; "Rzeczpospolita" z dn. 31.01.1995.
ˇ Spór o kawałek dżungli; "Rzeczpospolita" z dn. 28.01.1995.
ˇ T. Stylińska, W Kordylierach trwają walki, "Rzeczpospolita" z dn. 3.02.1995.
ˇ M. Tryc-Ostrowska, Zbrojne starcia, propagandowe potyczki; "Rzeczpospolita" z dn. 14.02.1995.
ˇ M. Tryc-Ostrowska; Nikt nie przegrał; "Rzeczpospolita" z dn. 15.02.1995.
3) Strony internetowe ministerstw spraw zagranicznych Ekwadoru oraz Peru.
Przypisy:[1] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
[2] P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995.
[3] I. Jarry; Fałszywe eldorado; "Le Figaro" w Rzeczpospolita z dn. 3.03.1995.
[4] P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995 oraz L.Hernan; Konflikt o Alto Cenepa; "Komandos" nr 10/2001.
[5] "Polityka" nr 6 z dn. 11 stycznia 1995 str 21.
[6] D. Gregory; Delegative democracy in Peru? Fujimoris 1995 landslide and the prospects for 2000; "Journal of Interamerican Studies&World Affairs"; Spring 2000.
[7] H. LaFranchi; Border war diverts peruvian eyes from april contest for president; Christian Science Monitor z dn. 7.03.1995.
[8] P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995.
[9] M. Kuczyński; Konflikty zbrojne w Azji, Ameryce, Australii i Oceanii - informator; wyd. Bellona; Warszawa 1995; s 124.
[10] L. Hernan; Konflikt o Alto Cenepa; "Komandos" nr 10/2001.
[11] Strefa Tiwinza (Tihiunza) znajdowała się w regionie Kordyliery Kondora, w pobliżu rzeki Cenepa po peruwiańskiej stronie. Rok przed jego wybuchem rząd ekwadorski utworzył podobno po swojej stronie granicy strefę określaną mianem Tiwintza (Tihiuntsa). Podczas późniejszych walk o Tiwinzę Ekwadorczycy - dzięki podobnemu nazewnictwu obu rejonów - rozmyślnie wprowadzali w błąd zagranicznych dziennikarzy. Najpierw sugerowali, że Tiwinza to w rzeczywistości Tiwintza, a więc terytorium znajdujące się bezsprzecznie na obszarze Ekwadoru, co miało sugerować dziennikarzom (a więc i światowej opinii publicznej), że agresorem jest Peru, którego żołnierze wtargnęli daleko w głąb obszaru państwa ekwadorskiego. Ani światowe media, ani naukowcy nie potrafią jednoznacznie określić kiedy Tiwinza została zdobyta przez Peruwiańczyków (wersja Limy) lub czy w ogóle to nastąpiło (wersja Quito).
[12] D. S. Palmer; Peru-Ecuador border conflict: missed opportunities, misplaced nationalism and multilateral peacekeeping; "Journal of Interamerican Studies & World Affairs" 1997.
[13] P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995.
[14] Spór o kawałek dżungli; "Rzeczpospolita" z dn. 28.01.1995.
[15] Spór o kawałek dżungli; "Rzeczpospolita" z dn. 28.01.1995.
[16] D. S. Palmer; Peru-Ecuador border conflict: missed opportunities, misplaced nationalism and multilateral peacekeeping; "Journal of Interamerican Studies & World Affairs" 1997.
[17] J. Skórzyński, Ofensywa dyplomatów ; "Rzeczpospolita" z dn. 31.01.1995.
[18] W. Klewiec, Wzajemne oskarżenia; "Rzeczpospolita" z dn. 11.02.1995.
[19] M. Tryc-Ostrowska, Zbrojne starcia, propagandowe potyczki; "Rzeczpospolita" z dn. 14.02.1995.
[20] L. Hernan; Konflikt o Alto Cenepa; "Komandos" nr 10/2001.
[21] T. Stylińska, W Kordylierach trwają walki, "Rzeczpospolita" z dn. 3.02.1995.
[22] P. Kościński, Przerwane negocjacje; "Rzeczpospolita" z dn. 6.02.1995.
[23] P. Paredes; Misérable conflit entre le Pérou et l'Equateur; "Le Monde - Diplomatique", nr 03/1995.
[24] P. Kościński, Rozmowy pokojowe; "Rzeczpospolita" z dn. 10.02.1995.
[25] W. Klewiec, Wzajemne oskarżenia; "Rzeczpospolita" z dn. 11.02.1995.
[26] D. Gregory; Delegative democracy in Peru? Fujimoris 1995 landslide and the prospects for 2000; "Journal of Interamerican Studies&World Affairs"; Spring 2000.
[27] S. Bowen; Peru faces disadvatages in fighting with Ecuador; "Christian Science Monitor" z dn. 10.02.1995.
[28] M. Tryc-Ostrowska; Nikt nie przegrał; "Rzeczpospolita" z dn. 15.02.1995.
[29] D. Gregory; Delegative democracy in Peru? Fujimoris 1995 landslide and the prospects for 2000; "Journal of Interamerican Studies&World Affairs"; Spring 2000.
[30] H. LaFranchi; Border war diverts peruvian eyes from april contest for president; "Christian Science Monitor" z dn. 7.03.1995.
[31] M. Kuczyński; Konflikty zbrojne w Azji, Ameryce, Australii i Oceanii - informator; s 124; wyd. Bellona; Warszawa 1995.
[32] L. Hernan; Konflikt o Alto Cenepa cz 2; "Komandos" nr 11/2001.
[33] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
[34] I. Jarry; Fałszywe eldorado; "Le Figaro" [w:] "Rzeczpospolita" z dn. 3.03.1995.
[35] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
[36] Bucaram odegrał jednak bardzo istotna rolę w zbliżeniu peruwiańsko-ekwadorskim, którego był gorącym rzecznikiem. Był m.in. pierwszą głową państwa ekwadorskiego, która odwiedziła Peru.
[37] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
[38] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.
[39] Peace in the Andes ; "The Economist" z dn. 31.10.1998 r.
[40] D. S. Palmer; Overcoming the weight of History: "Getting to Yes" in the Peru-Ecuador border dispute; "Diplomacy&Statecraft", 06/2001.