|
MOSSADU ![]() |
Przez wiele lat izraelskie służby wywiadowcze uważane
były za najlepsze w świecie. Po kilku spektakularnych akcjach utarło się
wręcz mniemanie, że wywiad izraelski jest tak dobry, że nieledwie doskonały.
Według tego, co przeciekło do prasy, MOSSAD pod każdym względem bił na
głowę CIA i KGB razem wzięte i żadna z istniejących obecnie służb specjalnych
nie mogła się równać z nim, jeśli idzie o morderczą precyzję i niezawodność.
Wiele dostrzegalnych gołym okiem faktów przeczyło temu obrazowi, jednak
dopiero u schyłku lat osiemdziesiątych, przerwano zmowę milczenia, która
zawsze chroniła izraelskie tajne służby. Uczyniło to, skądinąd za zgodą
Sądu Najwyższego Izraela, radykalne pismo "Hair", na łamach którego
po raz pierwszy ujawniono poważne rozbieżności między dyrektorem MOSSADu
Admonim, a premierem Szamirem oraz zarzucono Admoniemu "mało profesjonalny"
sposób kierowania organizacją.
Admoniego prawie natychmiast
zwolniono, kilka miesięcy później spadł ze stołka szef SZIN BET - izraelskiej
służby bezpieczeństwa wewnętrznego. Ale dopiero dwaj znani eksperci wywiadu
izraelskiego, Jossi Melman i Dan Raviv, w wydanej w roku 1990 książce "Szpiedzy
niedoskonali", otworzyli puszkę Pandory, ujawniając najciemniejsze
karty w dziejach izraelskich tajnych służb.
Dostało się przede
wszystkim AMANOWI - wywiadowi wojskowemu Izraela - który nie przewidział
zmasowanego ataku wojsk Egiptu i Syrii w roku 1973 w święto Jom Kipur.
Szef AMANU Eli Zeira zlekceważył bowiem dziesiątki raportów o dziwnych
ruchach wojsk na terytorium Egiptu i Syrii, ufając całkowicie informacjom
pochodzącym z ośrodka obserwacyjnego na górze Hermon.
W ośrodku tym ulokowano
najlepszych izraelskich speców od wywiadu, wyposażono go również w supernowoczesne
radary i kosztowne elektroniczne czujniki. Niestety - jak się później okazało
- syryjskim komandosom potrzeba było zaledwie kilkunastu minut na rozniesienie
w pył tego elitarnego posterunku, będącego dotąd symbolem niezawodności
AMANU.
Równie fatalne wyniki
przyniosła działalność tajnych służb w Libanie. Prognozy MOSSADU okazały
się całkowicie błędne, co w efekcie doprowadziło do masakry ludności cywilnej
i okrutnej rzezi w obozach uchodźców palestyńskich, Sabrze i Szatili. Zbrodnie
armii izraelskiej wywołały fale protestów na całym świecie, ale nawet w
samym Izraelu uznano całą tę skopaną przez wywiad izraelski akcję za "watergate"
Tel-Awiwu.
Jej kulisy ujawnił
młody komentator wojskowy dziennika "Haarec", który w artykule wstępnym
oskarżył wprost ministra obrony Szarona o świadome przekształcenie operacji
"oczyszczania" obozów palestńskich z ukrywających się tam - jak twierdził
MOSSAD - terrorystów z palestyńskich organizacji bojowych w krwawą jatkę
starców, kobiet i dzieci.
Waszyngton, który dotąd
rozciągał parasol ochronny nad Tel-Awiwem, po masakrze w Libanie potępia
politykę Izraela na Bliskim Wschodzie, ale poważny cień na ich wzajemnych
stosunkach kładzie dopiero sprawa Jonathana Jay Pollarda, znanego analityka
marynarki wojennej USA.
W listopadzie 1985
roku wywiad wojskowy odkrywa, żę Pollard jest izraelskim agentem, opłacanym
przez LAKAM, tajne biuro do spraw sziegostwa naukowego i przemysłowego.
W czasie śledztwa ujawniono, że Pollard dosłownie złupił tajne archiwa
CIA, FBI i Departamentu Stanu, dostarczając izraelskiej ambasadzie ponad
tysiąc zastrzeżonych dokumentów.
Prezydent Reagan jest
wściekły, w Kongresie padają gniewne słowa przeciwko "żydowskim zdrajcom".
W tej sytuacji rząd Izraela podejmuje bezprecedensową decyzję o rozwiązaniu
LAKAMU, odcina się od Pollarda i uroczyście obiecuje, że agenci jego wywiadu
nigdy już nie sprawią kłopotów Stanom Zjednoczonym.
Niestety, kilka miesięcy
później w czasie afery "Irangate", komisja śledcza amerykańskiego Kongresu
odkrywa, że bezpośrednią przyczyną wybuchu skandalu była przewałka tajnych
służb Izraela, której agenci jako pośrednicy w wymianie amerykańskiej broni
na zakładników z Iranem, dostarczyli irańskim bojownikom sporo przestarzałych
rakiet po cenach najnowocześniejszego sprzętu.
Nic więc dziwnego,
że Teheran ujawnił całemu światu szczególy tajnego układu, wystawiając
przy okazji na pośmiewisko naczelne dowództwo US Army.
Ledwie jednak przebrzmiały
echa "Irangate", izraelskie tajne służby zaliczyły kolejny cios hańby.
Ten cios wymierzył Mordechaj Vanunu, technik z ośrodka jądrowego w Dimonie,
który sprzedał angielskiemu dziennikarzowi "The Sunday Times" 60
fotografii podziemnego laboratorium, w którym Izraelczycy produkują bomby
jądrowe.
Ludziom MOSSADU udało
się schwytać Vanunu w Europie i przewieźć go do Izraela, gdzie skazano
go na 18 lat więzienia, ale popełnili przy tym szereg szkolnych błędów
i wielokrotnie naruszyli prawo Wielkiej Brytanii i Włoch, których władze
wszczęły przeciwko nim oficjalne śledztwo.
Jedną z wielkich porażek
speców od wywiadu okazała się intifiada, czyli trwające od grudnia 1987
roku uliczne zamieszki w Cisjordanii i w strefie Gazy. Kilka tygodni przed
wybuchem zamieszek wysłannik rządu zapytał wprost Samuela Gorena, odpowiedzialnego
za bezpieczeństwo w tym rejonie, czy nie dają się tam zauważyć sygnały
ewentualnego buntu. Goren odpowiedział sucho i pewnie: "W strefie Gazy
i w Cisjordanii nie będzie żadnej rebelii. Nigdy. Słowo starego weterana
MOSSADU".