Czy naziści posiadali w Polsce tajną enklawę, która jeszcze w latach 50-tych
służyć mogła jako baza do przerzutu za granicę ukrytych przez nich w Polsce skarbów?

Hitlerowska enklawa
na Dolnym Śląsku?

   Kapitan Peter Mason, komandos SAS, brytyjski agent MI5 i MI61, pod koniec II wojny światowej, jak i po wojnie (działając także za "żelazną kurtyną"), ścigał niemieckich zbrodniarzy wykonując na nich wyroki śmierci i likwidując w ten sposób ok. trzydziestu nazistów, z których większość zginęła od strzałów z bliskiej odległości. Jego przygody są tak niewiarygodne, że Discovery Channel przygotował film biograficzny o kapitanie Masonie. Jest on także autorem fascynującej biograficznej książki "Official AsSASsin"2, której prawa do sfilmowania zakupił jeden z poważnych producentów z Hollywood.

    W książce tej można natrafić na opis jednej z tajnych operacji kpt. Masona, podczas której miał on rozpoznać kanał przerzutowy IRA, spenetrować struktury tej organizacji i jej komórki, która przemycała broń i materiały wybuchowe z Czechosłowacji, jej powiązania ze STASI3 i STB4 oraz rozpoznać źródła finansowania. Działo się to pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku. W czasie tej operacji Mason pod zmienioną tożsamością przedostał się do NRD wraz z kilkoma członkami IRA, ukryty w samochodzie z transportem koni przeznaczonym dla niemieckiego cyrku. W cyrku tym Mason został zatrudniony jako pomocnik tresera koni i spędził w nim kilka tygodni zanim z kolejną dostawą broni powrócił do Irlandii. Dyrektorem cyrku był niejaki Max Grendel. W czasie wojny SS-Untersturmführer, oficer 8. SS-Kavallerie Division "Florian  Geyer"5, a po wojnie aktywny członek "Die Spinne", niemieckiej siatki przerzutowej, która wywoziła m.in. do Ameryki Południowej zrabowane przez III Rzeszę kosztowności.
    Pewnego dnia Mason został poproszony przez Grendela, by towarzyszył mu w jego podróży do Polski, gdzie czekał na niego szczególnie ważny pokaz konnej jazdy. Występ ten miał się odbyć w dawnej szkole jazdy. Masona bardzo irytowało, że nikt nie informował go dokładnie o celu i charakterze podróży oraz, że nie ma kontaktu ze swoją centralą. Para koni, którą wieźli na pokaz, należała do hrabiny von Habsburg, córki SS-Oberführera, która towarzyszyła transportowi koni do Polski. Jej ojcem chrzestnym był sam Himmler.

    Po dojechaniu na miejsce Mason musiał się przebrać do uroczystej kolacji (jak się później okazało z okazji rocznicy urodzin Hitlera), podczas której miał spotkać wielu wysokich rangą byłych członków SS, o czym poinformowała go, jako wtajemniczonego, hrabina von Habsburg. Mason znalazł się w dużej sali, w której wokół areny stało ok. 30 pięćdziesięcioletnich mężczyzn ubranych w niemieckie mundury SS i austriackie stroje narodowe. Po wzajemnej prezentacji najważniejsi goście zajęli miejsce na trybunie honorowej, pozostali zasiedli wokół areny. Muzyczne trio, znajdujące się na małej galerii nad salą zagrało wojskowy marsz. Był to sygnał dla jeźdźców, by rozpoczęli wstępny pokaz konnej jazdy, który "dosłownie zapierał dech w piersiach" jak opisał go Mason. Po nim na arenie pojawił się jeździec, który miał rogatywkę "ozdobioną herbem starej polskiej szkoły kawalerii". Taki sam herb zdobił też jedną z wysoko umieszczonych lóż. Jego występ skomentował entuzjastycznie jeden z Niemców: "Schulen über der Erde!" (szkoła najlepsza na świecie). Pokaz jazdy zaprezentowany przez Polaka niczym nie odbiegał od pokazów szkoły jazdy w Saumur we Francji, czy Hiszpańskiej Szkoły Jazdy w Wiedniu. Następnie na sali, gdzie znajdowało się już około 70 mężczyzn i kobiet rozstawiono bufety z jedzeniem. Wino i szampan podawali kelnerzy. Serwety, które mieli przewieszone przez ramię, nosiły haftowany znak SS oraz napisane w gotyku motto SS: "Mein Ehre Heisst Treue"6. Na sali znajdował się też długi stół, który skojarzył się Masonowi z "pchlim targiem". Na stole znajdowały się różne przedmioty związane z SS. Zauważył też, że nie wszyscy Niemcy bez żalu rozstają się ze swoimi "pamiątkami". Jeden z „weteranów”, dał Masonowi pistolet Walther. Był to jeden z nielicznych egzemplarzy wykonywanych wyłącznie dla wybitnych nazistów. Kapitan Mason był namiętnym zbieraczem wojennych pamiątek i ze swoich akcji jeszcze w SAS przywoził ze sobą całe worki wypełnione "zdobyczami", stąd niespodziewany prezent bardzo go ucieszył. "SS-Obergruppenführer miał go pod Stalingradem. To dla pana wielki honor - jak dodał w chwilę później asystent "darczyńcy".

     Uroczystości przeciągały się. Mason opuścił salę udając się do swojej sypialni zastanawiając się cały czas jak to możliwe, by w komunistycznym kraju nadal kontrolę nad zamkiem sprawowali naziści i odbywały się w nim spotkania hitlerowskiej elity. Szedł długim korytarzem wypełnionym halabardami, pikami i hełmami, co upewniło go, że znajduje się na zamku.
    Następnego dnia w czasie śniadania naziści prowadzili pogawędki w rodzaju "ten i ten mieszka w Paragwaju, w Argentynie lub w Hiszpanii". Okazało się też, że członkowie tej elity pracują w różnych zawodach i zazwyczaj na wysokich stanowiskach. Wkrótce na sali, wieziony na wózku, pojawił się starszy mężczyzna, na którego widok wszyscy wstali, a spora część obecnych oddało mu honory hitlerowskim pozdrowieniem. Po nim pchany przez ordynansów wjechał wózek, na którym znajdowała się ozdobna kasetka. Z kasetki tej wyciągnięto z wielkim ceremoniałem zdjęcie Hitlera i umieszczono ją na ozdobnej serwecie. Do sali weszło więcej osób i wszyscy razem wznieśli toast za Führera. Następnie wszyscy, poza Masonem, oddali cześć "krzesłu Hitlera" przechodząc obok niego i dotykając go lub pochylając głowę (!). Przez oparcie krzesła był przewieszony sztandar Wodza III Rzeszy,  sztućce i srebrne kielichy na stole miały wygrawerowaną swastykę, a serwety wyhaftowaną "gapę" i napis "Der Führer".
    Kiedy skończyła się "uroczystość" przed zamkiem rozpoczęły się zawody jeździeckie. Na menażu pojawiło się 38 jeźdźców, w tym Polacy z końmi z Janowa Podlaskiego. Zawody obserwowało ok. 200 widzów. Radość po zawodach trwała do późna, mimo że wielu gości rozjechało się do domów.

    Kolejnego dnia Mason rozmawiał z SS-manem, który wcześniej podarował mu Walthera. Niemiec  zaproponował mu odwiedzenie zamkowego archiwum i biblioteki. Ściany archiwum pokryte były hitlerowskimi sztandarami i proporcami, pod nimi znajdowały się obrazy olejne i fotografie nazistowskich dygnitarzy. W szklanych gablotach umieszczone były medale, ordery, odznaki, paradne sztylety i oficerskie szable. Część gablot zawierała listy gończe gestapo i żandarmerii, opaski na rękawy oraz około trzystu hitlerowskich klamer od pasów. Na manekinach zawieszone były mundury najwyższych rangą nazistów. Gablota po środku archiwum zawierała egzemplarze broni strzeleckiej III Rzeszy. Na zdjęciach pokazano ich użycie w walce. Eksponaty zajmowały 75% archiwum, pozostałą część zajmowały gazety, czasopisma, akta i książki. Jak się wkrótce dowiedział, książki pochodziły z kolekcji w Wewelsburgu7. W nocy Mason przedostał się do archiwum i za pomocą szpiegowskiego aparatu fotografował przez godzinę wszystkie ważne dokumenty z archiwum. Mason natrafił też na zamku na odlewnię, gdzie przetapiano złoto w sztaby opatrzone pieczęciami mennic europejskich, a także amerykańskich.
    Czwartego dnia pobytu na zamku Mason przysłuchując się rozmowom elity weteranów SS, odkrył, że dla niektórych z nich zamek jest czymś w rodzaju bezpiecznego przytułku, który niechętnie chcą opuszczać, mając tu zapewnione bezpieczeństwo opłacone zrabowanym złotem i biżuterią. Mason obserwował też jak z pobliskiego pastwiska startują dwa lekkie samoloty zabierając po 4 pasażerów oraz samolot Cessna z ciężkim ładunkiem (złotem), który z trudem oderwał się od ziemi. Miał też okazję zwiedzić garaże, w których stało 10 przedwojennych aut, w tym m.in. Horch 853. W samochodzie sztabowym leżały jeszcze mapy z kampanii w Rosji, a proporczyk dowódcy schowany był w pokrowcu. Teren zamku był patrolowany przez uzbrojonych strażników z psami.

    Opis pobytu Masona w hitlerowskiej enklawie w Polsce zajmuje w jego książce 40 stron. Nie można więc przedstawić tu wszystkich szczegółów.

    Gdzie dokładnie znajdował się opisywany zamek? Mason podaje trochę informacji przybliżających nieco lokalizację zamku, ale są one niewystarczające. Na jednym z postojów w powrotnej drodze zauważył drogowskaz "Nowa Sól 32km". Pozostaje zagadką, czy rzeczywiście historia ta wydarzyła się naprawdę, tak jak opisał to Mason? Czy bezpieczeństwo mieszkańców zamku oraz ich nietykalność przez UB było zapewnione sowicie płaconym złotem? Czy Niemcy wywozili samolotami zrabowane złoto i dzieła sztuki ukryte na terenie Polski? Jeśli tak, to może się okazać, że np. część skrytek z listy Grundmanna jest już od dawna pustych, a enklawa została ewakuowana w chwili, kiedy wywieziono już z Polski wszystko co dało się wtedy wywieźć z tzw. depozytów. Reszta, która została, być może po naszym przystąpieniu do Unii Europejskiej i otwarciu zachodniej granicy już dawno opuściła Polskę...

Oprac.: Q
(C) greendevils.pl '2005

1 Brytyjska Wojskowa Służba Wywiadowcza wydział 5 i Wywiad Wojskowy wydział 6, znany też pod kryptonimem SIS.
2 Mason P. "Pozwolenie na zabijanie", wyd. Magnum Warszawa 2000.
3 Staatssicherheitsdienst - wschodnioniemiecka policja polityczna.
4 Czeska służba bezpieczeństwa.
5 Jego legitymację SS podpisał w 1939 roku Heinrich Himmler.
6 "Moim honorem jest wierność".
7 Siedziba kierownictwa SS i zarazem "stolica" nazistowskiego mistycyzmu.