Rafał B.:-
Rozmawiamy z jednym z założycieli wyjątkowej grupy tzw. rekonstrukcji historycznej
i zarazem grupy będącej zespołem walczącym bronią tzw. air soft gun, Kremlinem.
Czy coś przekręciłem?
Kremlin:
-
Jest
tak jak powiedziałeś. Nie tak dawno rozpoczęliśmy tworzenie chyba pierwszej
w Polsce grupy tzw. reenactors, która zarazem będzie drużyną airsoftową,
a także grupą gdzie będzie można przeżyć naprawdę mocną, prawdziwą przygodę.
Bo nie każdy rozumie, że nazwa "rekonstrukcja historyczna" powinna wymuszać
także to, by grupa nie robiła z siebie manekinów do zdjęć obwieszonych
muzealnymi, czy historycznymi mundurami i sprzętem, ale rzeczywiście starała
się chociaż dojść do takiego fizycznego stanu jak np. oddział na którym
się wzoruje w okresie walk, a nie koszarowego wypoczynku. Mówiąc "stan
fizyczny" mam na myśli utrzymanie kondycji, czy też zmęczenie fizyczne.
- To co mówisz dla wielu reenactors
w Polsce brzmi wręcz bluźnierczo. Oto biorę do ręki magazyn "Odkrywca",
gdzie dowódca grupy rekonstrukcji historycznej z Łodzi odtwarzającej oddział
US Marines z okresu walk w Wietnamie mówi, że "zdecydowanie odcinają
się od grup paramilitarnych i survivalowych". Trochę dalej w tekście
mówi, że "wojna nas nie interesuje". Jeszcze dalej wypowiada się,
że nie interesuje go bieganie z karabinem po lesie. Co ty na to?
-
To jego problemy. Według mnie facet nie ma pojęcia o wojsku i zapewne zna
je jedynie z filmu "Pluton" oraz serialu "Stawka większa niż życie". Rozumiem,
że rekonstrukcja historyczna to nie do końca harcerskie podchody, ale nie
można stawiać tych spraw po przeciwnych stronach rzeki. Jeśli nie interesuje
go wojna, to po co kolekcjonuje militaria? To hipokryzja i kompletne niezrozumienie
zagadnienia. Jeśli ja np. kolekcjonowałbym medykamenty, książki i podręczniki
medyczne, wyposażenie szpitalne, kitle lekarskie itp. graty i mówił publicznie,
że mnie medycyna w ogóle nie interesuje to wyszedłbym na człowieka, który
nie wie co robi. Czysty absurd. Podobnie jest z większością grup rekonstrukcji
historycznej w Polsce. Są to ludzie, którzy nie zasługują swoją postawą
i sprawnością na to, by nosić mundur żołnierza obojętnie jakiej epoki i
obojętnie jakiej armii. Noszenie munduru do czegoś zobowiązuje, a nie tylko
do obnoszenia się z nim po zlotach i pozowaniu do zdjęć do własnego albumu
czy osiedlowej gazetki. Większość takich "żywych manekinów" miałaby poważne
problemy ze zrobieniem pompek, wymyków itp. prostych ćwiczeń fizycznych,
nie mówiąc o większych próbach wydolnościowych, a już o wytrzymałości psychicznej,
kulturze osobistej i inteligencji nie wspomnę. Jako przykład podam amerykańskie
grupy rekonstrukcji historycznej okresu wojny secesyjnej. Ci faceci mają
naprawdę "parę" w sobie, aby parę godzin w słońcu czy deszczu odtwarzać
przebieg bitwy sprzed wielu lat. Podobnie jest też z polskimi bractwami
rycerskimi, które też należą do "reenactors". Tu bez bardzo dobrej kondycji
i wytrzymałości nie ma mowy by np. walczyć dwuręcznym mieczem.
- Szef łódzkiej grupy Marines
zarzeka się, że grupa rekonstrukcyjna to nie survival. Według niego grupa
rekonstruuje historię, powtarza coś i żyje nią.

-
Kolejny nonsens. Jeśli odtwarza historię, to dlaczego wygląda to tak, że
do zdjęć smarują sobie pastą do butów dłonie żeby było widać "brud" pod
paznokciami, a twarze smarują błotem? Dlaczego udają na zdjęciach zmęczenie,
wysiłek, odwagę? Myślę, że powinni pojechać np. na tydzień do Puszczy Noteckiej
i przejść ją na przełaj z zachodu na wschód lub odwrotnie tylko z tym co
będą nieśli w plecakach. I na końcu takiego marszu niech porobią sobie
"historyczne" fotki. To będzie prawda historyczna, a nie taka udawana,
pozowana pod "publikę". Niech poczują choć raz przez chwilę prawdziwe zmęczenie,
o strachu nie wspomnę, odrywając się od ciepłych bamboszy, żon, telewizora
i biurowej pracy. Znam takich, którzy panicznie boją się wejść do lasu
samemu po zmierzchu a i czasem nawet w dzień, ale jak widzą, że jest na
nich skierowany obiektyw czy to kamery, czy to aparatu fotograficznego
to "na pokaz" i na zawołanie robią cuda na kiju, skaczą do bagna, jedzą
robaki, patroszą dzika. A w rzeczywistości są to zwykłe ciapciaki i maminsynki,
które na niedzielny biwak nie potrafią wyjechać bez torby pełnej męskich
kosmetyków.
Rekonstrukcja histroryczna,
muszę zmartwić niektórych, to także survival i po części także działania
paramilitarne. Jeśli ktoś mówi, że robi inaczej, to albo się maskuje albo
naprawdę powinien zmienić zainteresowania. Nie wspomnę tu o grupach rekonstruujących
oddziały SS, co np. w USA nie jest szokujące, ale w Polsce ma to już inny
wymiar. Poza tym kiedy słyszę, że członkowie takich grup w korespondencji
między sobą używaja zwrotów np. Herr Oberstrumbannfuehrer itp.... No cóż,
dewiacje w rekonstrukcjach historycznych mają różny wymiar: jedni chcą
być Szarikiem, inni SS, a jeszcze inni SAS... cha cha cha.
Może niektóre "grupy rekonstrukcji
historycznej" powinny wynająć jakiś lokal, postarać się o zgodę od Ministerstwa
Kultury i Sztuki na utworzenie muzeum i na jakiś krawieckich manekinach
eksponować swoje bogate kolekcje, które czasami wręcz szkoda zakładać na
siebie, żeby nie uległy uszkodzeniu. Bo trudno by ktoś szalał po polu w
mundurze mającym 60 lat, a więc wartość zabytkową. Lepsze to niż takie
szpanowanie własnymi zainteresowaniami na ulicy i zlotach.
W filmie "Parszywa Dwunastka"
jest taka scena, kiedy Donald Sutherland jako Pinkly udający generała,
który przybył incognito na szkolenie spadochronowe, dokonuje inspekcji
doborowego oddziału spadochroniarzy stojących w idealnie równym szeregu,
w galowych mundurach. Pinkly idzie wraz z dowódcą spadochroniarzy wzdłuż
szpaleru dumnie wyprężonych żołnierzy i kiwa głową z udawanym podziwem.
W pewnym momencie zwraca się do dowódcy oddziału spadochroniarzy: "Piękni,
bardzo piękni. Ale czy umieją walczyć?"
Cytuję to dlatego, żeby
uzmysłowić niektórym, że jeśli już noszą mundur żołnierza to nie tylko
na paradę i do zdjęć w atelier. Niech udowodnią, że są godni go nosić.
- Dosyć ciekawe spostrzeżenia.
Ale wiem, że ze swoim doświadczeniem możesz sobie na to pozwolić. Może
przejdźmy do grupy, która zacząłeś współtworzyć. Kogo ta grupa ma odtwarzać,
jaki jest cel istnienia tej grupy i kogo ma zrzeszać?
-
Nie będę oryginalny jeśli powiem, że jest to grupa odtwarzająca oddział
komandosów.

- Faktycznie, bo tak się składa,
że chyba 95% grup reenactors w świecie odtwarza oddziały komandosów lub
spadochroniarzy.
-
Z tym, że w porównaniu z większością z nich wypadamy o wiele korzystniej
jeśli chodzi o doświadczenie i praktykę. W tej chwili na tych kilka osób
uczestniczących w tworzeniu grupy reenactors wszyscy są po przeszkoleniu
spadochronowym, ponad połowa ma uprawnienia płetwonurka CMAS, w tym do
nurkowań we wrakach. Wszyscy umieją się posługiwac bronią różnych typów,
są dobrzy lub nawet bardzo dobrzy w strzelaniu, mają specjalizacje w wielu
dziedzinach.
- To rzeczywiście imponujące
porównując was do innych grup rekonstrukcji historycznej związanych z okresem
II wojny światowej i czasów współczesnych. Ale nie powiedziałeś jeszcze
kogo odtwarza ta grupa.
-
Nazwa grupy brzmi "Scud Hunters Reenactors Group" i jak łatwo się domyślić
osobom znającym temat, odtwarzamy 22 Pułk SAS z okresu Wojny w Zatoce w
1991 roku. Nie staramy się odtwarzać konkretnego szwadronu, staramy się
zrekonstruować wygląd i wyposażenie żołnierza SAS z tego okresu.

-To dosyć rozszerza
możliwość indywidualnego wyposażenia.
-
Tak , bo też i komandosi SAS mieli możliwość indywidualnego doboru szeregu
elementów wyposażenia osobistego. W czasie Wojny w Zatoce brytyjscy komandosi
mieli oprócz standardowego wyposażenia także ekwipunek innych armii m.in.
RPA czy armii amerykańskiej, co potwierdzają zdjęcia z tamtego okresu.
Ważne jest oczywiście identyczne umundurowanie reenactors, bo to ono określa
przynależność państwową oraz przynależność do danej formacji - tak jest
w regularnym wojsku.
- Jak wygląda więc
sytuacja ze zdobyciem odpowiedniego wyposażenia, tak aby było ono wierne
temu, który używano w tamtym okresie.
-
Nie jest to łatwe zadanie, ale przez to chyba bardziej interesujące, prawda?
Coś co łatwo przychodzi nie będzie nigdy w pełni satysfakcjonujące.

- Jak zatem wygląda uzbrojenie
Scud Hunters? Z tego co wiem, to w dużej mierze chcecie się opierać na
broni ASG, czy też AEG.
-
Zgadza się. Tylko w ten sposób chętni, którzy do nas przyjdą będą mogli
przejść podstawowy trening strzelecki i jednocześnie pozwoli to nam na
odtwarzanie wielu potyczek, które miały miejsce w czasie Desert Storm.
Wielu fanatyków takiej rozrywki będzie mogło znaleźć swoje miejsce u nas,
będą mogli doskonalić umiejętności i jednocześnie "występować" w legalnej,
zarejestrowanej grupie rekonstrukcji historycznej. Napewno jednym
z warunków przystapienia do nas będzie chęć odtwarzania właśnie 22 Pułku
SAS z okresu Pustynnej Burzy. Trudno żeby był z nami ktoś, kto ma już np.
M-16A2 i koniecznie chce być tylko i wyłącznie US Marines, czy też Rangersem.
- Kremlin, o ile wiem to macie
dosyć dużo dobrych kontaktów, by z takiej grupy stworzyć naprawdę solidny
i elitarny zespół.

-
To prawda. Patronuje nam grupa Green Devils Legion, która w listopadzie
zeszłego roku obchodziła 10 rocznicę założenia tej grupy. Jest to paramilitarna
formacja działająca jako nieregularna jednostka specjalna obrony terytorialnej
w okresie ewentualnego konfliktu. Tworzący ją ludzie utrzymują szereg kontaktów
z profesjonalnymi instruktorami wojskowymi, policyjnymi i cywilnymi różnych
dziedzin. Jest to jednocześnie grupa dość zamknięta i wielu chętnych musi
odejść od nich z kwitkiem. Sądzę, że nasza grupa dla tych, którym GDL podziękował
na wstępie może być miejscem, gdzie doskonale się spełnią. GDL jest miejscem
o wysokiej dyscyplinie, gdzie trzeba poświęcić mnóstwo swojego wolnego
czasu, na początku trzeba wyłożyc sporo pieniędzy "w siebie": na kursy,
szkolenia, a później na sprzęt, wyjazdy, w tym zagraniczne. Dla kogoś kto
jest studentem, ma pracę wymagającą poświęcenia jej dużo czasu, ma rodzinę,
wychowuje dzieci - GDL to nie jest odpowiednie miejsce. W GDL są ludzie,
którzy tworzyli tę grupę mając po dwadzieścia kilka lat. Dzisiaj są już
ponad trzydziestoletnimi zdezelowanymi starymi zgredami dobrze znającymi
swoją robotę, nierzadko sprawdzeni w bardzo trudnych warunkach, po wielu
poważnych urazach i kontuzjach, którzy niechętnie chcą udostępnić tajemnice
tej grupy koleżkom, że tak powiem, z ulicy. Tak więc nasza grupa, "Scud
Hunters" jest doskonałym miejscem dla tych, którzy będą chcieli wypełnić
jakoś swój wolny czas w weekendy, wakacje, czy późne popołudnia, będą chcieli
jakoś się sprawdzić, pokonywać trudności, współzawodniczyć z innymi. Bo
w naszej grupie nic nie przyjdzie łatwo. Jeśli ktoś będzie chciał być sierżantem,
czy nawet pułkownikiem - czemu nie? Ale niech wpierw udowodni, że może
na ten stopień zasłużyć. Jeśli ktoś będzie chciał mieć na mundurze skrzydełka
spadochronowe - czemu nie? Ale wpierw niech przejdzie szkolenie spadochronowe
i skoczy z samolotu, nie z drabinki. Sądzę, że dla chętnych będziemy mogli
zorganizować profesjonalne kursy strzeleckie, myślę też, że nie będzie
przeszkód ze zorganizowaniem indywidualnego kursu spadochronowego dla chętnych.
Tylko osobiste zaangażowanie będzie odzwierciedlało pozycję danego członka
w naszej grupie Scud Hunters.
Będziemy napewno robili
marsze kondycyjne z wyposażeniem i bronią, być może na terenie Słowińskiego
Parku Narodowego, tak by chłopcy mogli poczuć trochę "pustyni" pod nogami.
Te 100-150 km które przejdą w ciągu doby będzie mogło odcisnąć piętno na
twarzach, tak by na "zdjęciach rekonstrukcyjnych", brud i zmęczenie nie
były udawane, podobnie jak satysfakcja z udanej akcji, czy też być może
gorycz porażki.
- O ile wiem, to od lat współorganizujesz
także wyjazdy członków GDL do północnej Afryki, na Saharę. Czy myślałeś
by w przyszłości wysyłać tam także członków Scud Hunters?
-
Nie jest to głupi pomysł, ale transfer naszych ludzi ze Scud Hunters musiałby
się odbywać w "cywilny" sposób tj. bez żadnych elementów wyposażenia wojskowego.
Nie jest możliwe, rzec jasna, by przewozili oni nawet zdezaktywowaną broń,
czy AEG, a o mundurach nie wspomnę. Tam gdzie jeździmy o takich rzeczach
lepiej nie wspominać, to bardzo drażliwy temat na każdej granicy poza Europą,
a i czasem w Europie. Ale kontynuując - nie wykluczam w tej chwili, że
np. w przyszłym roku najlepsi, najwytrwalsi i najbardziej zaufani będą
mogli wyjechać na obóz kondycyjny na Saharę. Będzie to kolejny punkt do
tego, by zasłużyć na piaskowy beret grupy rekonstrukcyjnej SAS.
- Jak zatem będzie
wyglądał zespół ASG? Czy będzie nim cała grupa, czy tylko część waszych
członków będzie np. startowała w zawodach ASG?
-
Cóż, jedna z zasad SAS to nie startowanie w żadnych oficjalnych zawodach.
Ale z racji tego , że my nie jesteśmy SAS, a tylko rekonstruujemy ten oddział
z okresu Pustynej Burzy, będziemy walczyli także na zawodach ASG. Napewno
wszyscy członkowie będą mogli tworzyć drużynę ASG, wszyscy dostają równe
szanse. Jeśli będzie nas coraz więcej - będziemy się dzielić na kolejne
sekcje. Uważam, że przy tych możliwościach szkoleniowych jakie przed nami
stoją, będziemy mogli już w niedługim czasie roznieść na strzępy każdą
drużynę airsoftową w Polsce. Poza tym co ważne i istotne, będziemy chcieli
zrzeszać ludzi z całej Polski, nawet pojedyncze osoby z bardzo odległych
dla nas miejscowości. Niech i oni maja szansę zaistnieć w czymś, co będzie
im sprawiało satysfakcję i pozwoli na wymianę doświadczeń, wiedzy, nawiązanie
kontaktów z nowymi ludźmi, słowem przestaną się czuć wyizolowani przez
to, że mieszkają daleko od np. dużych miejscowości i/lub nie znają nikogo
w okolicy o podobnych zainteresowaniach.
- Co powinien wobec tego umieć,
posiadać przyszły członek Scud Hunters?
-
Przede wszystkim musi być pełnoletni. Poza tym musi być niekarany sądownie.
Jeśli ma już jakiś sprzęt związany z tematyką historyczną naszej grupy
to bardzo dobrze, jeśli nie - nic nie stoi na przeszkodzie żebyśmy wspólnie
starali się mu pomóc taki sprzęt zakupić. Oczywiście trzeba być przygotowanym
na spore wydatki, przynajmniej jeśli chodzi o zakup broni ASG/AEG. Ale
też nikt nie będzie wymagał by posiadał on "na wejściu" taki sprzęt i by
był to później od razu np. Minimi za kilka tysięcy złotych. Spodnie czy
bluzę w kamuflażu pustynnym DPM można czasem zakupić już w cenie ok. 100
zł. Ale trzeba się liczyć ze znacznie większymi wydatkami. Buty to jeden
z mniejszych problemów, bo są łatwiejsze do zdobycia, a poza tym komandosi
SAS używali wielu modeli butów, oprócz należących do standartowego wyposażenia,
także kupowali cywilne modele za własny żołd. To ułatwia sprawę, podobnie
jest zresztą z pasami, kamizelkami, beretami, czapkami itd. To cała przyjemność,
by powoli poszerzać całą kolekcję. Nie na tym rzecz polega by jednego dnia
zakupić przez internet wszystko od guzika po AEG. To przedsięwzięcie na
dłuższy czas, w zależności od zasobności portfela. Takie działanie będzie
też zmuszało do tego, by przeglądać fachową literaturę, szukać zdjęć w
materiałach źródłowych, poznawać historię i doskonalić swoją kondycję,
tak by przy kolejnym zgrupowaniu już na początku nie zaryć ze zmęczenia
ryjem w piach ku uciesze kolegów lub też nie popełnić błędu przy zakupie
jakiegoś elementu wyposażenia.
- Z kim musi się skontaktować
ewentualny przyszły członek Scud Hunters?
-
Korzystając z patronatu GDL będziemy wykorzystywać ich stronę www do kontaktów
z przyszłymi członkami grupy. Tam też zamierzamy publikować wszelkie niezbędne
informacje o naszej grupie. I również tam proszę kierować swoje maile z
pytaniami czy ze wstępnym zainteresowaniem odnośnie wstąpienia do naszej
grupy.
- Co chciałbyś dodać na koniec
naszej pierwszej rozmowy o "Scud Hunters"?
-
Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że Scud Hunters nie będzie grupą wyłącznie
dla herosów. To nie jest kolejna banda rambotitopodobnych pseudokomandosów.
Tu znajdzie miejsce każdy, kto interesuje się tą tematyką, każdy kto jest
zainteresowany atrakcyjnym i niekonwencjonalnym spędzeniem wolnego czasu
w grupie rekonstrukcji historycznej, a zarazem w drużynie airsoftowej.
- Dziękuję za rozmowę.

Wywiad z
Kremlinem przeprowadził Rafał B.
Gdańsk, styczeń
2003