Grupa Rekonstrukcji Historycznej pod patronatem Green Devils Legion


Żołnierz Scud Hunters, 2003 rok.



 

Patrol SAS. Irak 1991.


Rafał B.:- Rozmawiamy z jednym z założycieli wyjątkowej grupy tzw. rekonstrukcji historycznej i zarazem grupy będącej zespołem walczącym bronią tzw. air soft gun, Kremlinem.  Czy coś przekręciłem?

Kremlin: - Jest tak jak powiedziałeś. Nie tak dawno rozpoczęliśmy tworzenie chyba pierwszej w Polsce grupy tzw. reenactors, która zarazem będzie drużyną airsoftową, a także grupą gdzie będzie można przeżyć naprawdę mocną, prawdziwą przygodę. Bo nie każdy rozumie, że nazwa "rekonstrukcja historyczna" powinna wymuszać także to, by grupa nie robiła z siebie manekinów do zdjęć obwieszonych muzealnymi, czy historycznymi mundurami i sprzętem, ale rzeczywiście starała się chociaż dojść do takiego fizycznego stanu jak np. oddział na którym się wzoruje w okresie walk, a nie koszarowego wypoczynku. Mówiąc "stan fizyczny" mam na myśli utrzymanie kondycji, czy też zmęczenie fizyczne.

- To co mówisz dla wielu reenactors w Polsce brzmi wręcz bluźnierczo. Oto biorę do ręki magazyn "Odkrywca", gdzie dowódca grupy rekonstrukcji historycznej z Łodzi odtwarzającej oddział US Marines z okresu walk w Wietnamie mówi, że "zdecydowanie odcinają się od grup paramilitarnych i survivalowych". Trochę dalej w tekście mówi, że "wojna nas nie interesuje". Jeszcze dalej wypowiada się, że nie interesuje go bieganie z karabinem po lesie. Co ty na to?

- To jego problemy. Według mnie facet nie ma pojęcia o wojsku i zapewne zna je jedynie z filmu "Pluton" oraz serialu "Stawka większa niż życie". Rozumiem, że rekonstrukcja historyczna to nie do końca harcerskie podchody, ale nie można stawiać tych spraw po przeciwnych stronach rzeki. Jeśli nie interesuje go wojna, to po co kolekcjonuje militaria? To hipokryzja i kompletne niezrozumienie zagadnienia. Jeśli ja np. kolekcjonowałbym medykamenty, książki i podręczniki medyczne, wyposażenie szpitalne, kitle lekarskie itp. graty i mówił publicznie, że mnie medycyna w ogóle nie interesuje to wyszedłbym na człowieka, który nie wie co robi. Czysty absurd. Podobnie jest z większością grup rekonstrukcji historycznej w Polsce. Są to ludzie, którzy nie zasługują swoją postawą i sprawnością na to, by nosić mundur żołnierza obojętnie jakiej epoki i obojętnie jakiej armii. Noszenie munduru do czegoś zobowiązuje, a nie tylko do obnoszenia się z nim po zlotach i pozowaniu do zdjęć do własnego albumu czy osiedlowej gazetki. Większość takich "żywych manekinów" miałaby poważne problemy ze zrobieniem pompek, wymyków itp. prostych ćwiczeń fizycznych, nie mówiąc o większych próbach wydolnościowych, a już o wytrzymałości psychicznej, kulturze osobistej i inteligencji nie wspomnę. Jako przykład podam amerykańskie grupy rekonstrukcji historycznej okresu wojny secesyjnej. Ci faceci mają naprawdę "parę" w sobie, aby parę godzin w słońcu czy deszczu odtwarzać przebieg bitwy sprzed wielu lat. Podobnie jest też z polskimi bractwami rycerskimi, które też należą do "reenactors". Tu bez bardzo dobrej kondycji i wytrzymałości nie ma mowy by np. walczyć dwuręcznym mieczem.

- Szef łódzkiej grupy Marines zarzeka się, że grupa rekonstrukcyjna to nie survival. Według niego grupa rekonstruuje historię, powtarza coś i żyje nią.

Wyrzutnia SCUD

- Kolejny nonsens. Jeśli odtwarza historię, to dlaczego wygląda to tak, że do zdjęć smarują sobie pastą do butów dłonie żeby było widać "brud" pod paznokciami, a twarze smarują błotem? Dlaczego udają na zdjęciach zmęczenie, wysiłek, odwagę? Myślę, że powinni pojechać np. na tydzień do Puszczy Noteckiej i przejść ją na przełaj z zachodu na wschód lub odwrotnie tylko z tym co będą nieśli w plecakach. I na końcu takiego marszu niech porobią sobie "historyczne" fotki. To będzie prawda historyczna, a nie taka udawana, pozowana pod "publikę". Niech poczują choć raz przez chwilę prawdziwe zmęczenie, o strachu nie wspomnę, odrywając się od ciepłych bamboszy, żon, telewizora i biurowej pracy. Znam takich, którzy panicznie boją się wejść do lasu samemu po zmierzchu a i czasem nawet w dzień, ale jak widzą, że jest na nich skierowany obiektyw czy to kamery, czy to aparatu fotograficznego to "na pokaz" i na zawołanie robią cuda na kiju, skaczą do bagna, jedzą robaki, patroszą dzika. A w rzeczywistości są to zwykłe ciapciaki i maminsynki, które na niedzielny biwak nie potrafią wyjechać bez torby pełnej męskich kosmetyków.
Rekonstrukcja histroryczna, muszę zmartwić niektórych, to także survival i po części także działania paramilitarne. Jeśli ktoś mówi, że robi inaczej, to albo się maskuje albo naprawdę powinien zmienić zainteresowania. Nie wspomnę tu o grupach rekonstruujących oddziały SS, co np. w USA nie jest szokujące, ale w Polsce ma to już inny wymiar. Poza tym kiedy słyszę, że członkowie takich grup w korespondencji między sobą używaja zwrotów np. Herr Oberstrumbannfuehrer itp.... No cóż, dewiacje w rekonstrukcjach historycznych mają różny wymiar: jedni chcą być Szarikiem, inni SS, a jeszcze inni SAS... cha cha cha.
Może niektóre "grupy rekonstrukcji historycznej" powinny wynająć jakiś lokal, postarać się o zgodę od Ministerstwa Kultury i Sztuki na utworzenie muzeum i na jakiś krawieckich manekinach eksponować swoje bogate kolekcje, które czasami wręcz szkoda zakładać na siebie, żeby nie uległy uszkodzeniu. Bo trudno by ktoś szalał po polu w mundurze mającym 60 lat, a więc wartość zabytkową. Lepsze to niż takie szpanowanie własnymi zainteresowaniami na ulicy i zlotach.
W filmie "Parszywa Dwunastka" jest taka scena, kiedy Donald Sutherland jako Pinkly udający generała, który przybył incognito na szkolenie spadochronowe, dokonuje inspekcji doborowego oddziału spadochroniarzy stojących w idealnie równym szeregu, w galowych mundurach. Pinkly idzie wraz z dowódcą spadochroniarzy wzdłuż szpaleru dumnie wyprężonych żołnierzy i kiwa głową z udawanym podziwem. W pewnym momencie zwraca się do dowódcy oddziału spadochroniarzy: "Piękni, bardzo piękni. Ale czy umieją walczyć?"
Cytuję to dlatego, żeby uzmysłowić niektórym, że jeśli już noszą mundur żołnierza to nie tylko na paradę i do zdjęć w atelier. Niech udowodnią, że są godni go nosić.

- Dosyć ciekawe spostrzeżenia. Ale wiem, że ze swoim doświadczeniem możesz sobie na to pozwolić. Może przejdźmy do grupy, która zacząłeś współtworzyć. Kogo ta grupa ma odtwarzać, jaki jest cel istnienia tej grupy i kogo ma zrzeszać?

- Nie będę oryginalny jeśli powiem, że jest to grupa odtwarzająca oddział komandosów.
 
 














- Faktycznie, bo tak się składa, że chyba 95% grup reenactors w świecie odtwarza oddziały komandosów lub spadochroniarzy.

- Z tym, że w porównaniu z większością z nich wypadamy o wiele korzystniej jeśli chodzi o doświadczenie i praktykę. W tej chwili na tych kilka osób uczestniczących w tworzeniu grupy reenactors wszyscy są po przeszkoleniu spadochronowym, ponad połowa ma uprawnienia płetwonurka CMAS, w tym do nurkowań we wrakach. Wszyscy umieją się posługiwac bronią różnych typów, są dobrzy lub nawet bardzo dobrzy w strzelaniu, mają specjalizacje w wielu dziedzinach.

- To rzeczywiście imponujące porównując was do innych grup rekonstrukcji historycznej związanych z okresem II wojny światowej i czasów współczesnych. Ale nie powiedziałeś jeszcze kogo odtwarza ta grupa.

- Nazwa grupy brzmi "Scud Hunters Reenactors Group" i jak łatwo się domyślić osobom znającym temat, odtwarzamy 22 Pułk SAS z okresu Wojny w Zatoce w 1991 roku. Nie staramy się odtwarzać konkretnego szwadronu, staramy się zrekonstruować wygląd i wyposażenie żołnierza SAS z tego okresu. 
 
 

SAS w Iraku 1991

-To dosyć rozszerza możliwość indywidualnego wyposażenia.

- Tak , bo też i komandosi SAS mieli możliwość indywidualnego doboru szeregu elementów wyposażenia osobistego. W czasie Wojny w Zatoce brytyjscy komandosi mieli oprócz standardowego wyposażenia także ekwipunek innych armii m.in. RPA czy armii amerykańskiej, co potwierdzają zdjęcia z tamtego okresu. Ważne jest oczywiście identyczne umundurowanie reenactors, bo to ono określa przynależność państwową oraz przynależność do danej formacji - tak jest w regularnym wojsku. 

- Jak wygląda więc sytuacja ze zdobyciem odpowiedniego wyposażenia, tak aby było ono wierne temu, który używano w tamtym okresie.

- Nie jest to łatwe zadanie, ale przez to chyba bardziej interesujące, prawda? Coś co łatwo przychodzi nie będzie nigdy w pełni satysfakcjonujące.
 
 

Scud Hunters, jeden z członków grupy, 2003 rok.






- Jak zatem wygląda uzbrojenie Scud Hunters? Z tego co wiem, to w dużej mierze chcecie się opierać na broni ASG, czy też AEG.

- Zgadza się. Tylko w ten sposób chętni, którzy do nas przyjdą będą mogli przejść podstawowy trening strzelecki i jednocześnie pozwoli to nam na odtwarzanie wielu potyczek, które miały miejsce w czasie Desert Storm. Wielu fanatyków takiej rozrywki będzie mogło znaleźć swoje miejsce u nas, będą mogli doskonalić umiejętności i jednocześnie "występować" w legalnej, zarejestrowanej  grupie rekonstrukcji historycznej. Napewno jednym z warunków przystapienia do nas będzie chęć odtwarzania właśnie 22 Pułku SAS z okresu Pustynnej Burzy. Trudno żeby był z nami ktoś, kto ma już np. M-16A2 i koniecznie chce być tylko i wyłącznie US Marines, czy też Rangersem.

- Kremlin, o ile wiem to macie dosyć dużo dobrych kontaktów, by z takiej grupy stworzyć naprawdę solidny i elitarny zespół.
 
 

Słynne zdjęcie Bravo Two Zero wykonane tuż przed wyruszeniem na operację specjalną

- To prawda. Patronuje nam grupa Green Devils Legion, która w listopadzie zeszłego roku obchodziła 10 rocznicę założenia tej grupy. Jest to paramilitarna formacja działająca jako nieregularna jednostka specjalna obrony terytorialnej w okresie ewentualnego konfliktu. Tworzący ją ludzie utrzymują szereg kontaktów z profesjonalnymi instruktorami wojskowymi, policyjnymi i cywilnymi różnych dziedzin. Jest to jednocześnie grupa dość zamknięta i wielu chętnych musi odejść od nich z kwitkiem. Sądzę, że nasza grupa dla tych, którym GDL podziękował na wstępie może być miejscem, gdzie doskonale się spełnią. GDL jest miejscem o wysokiej dyscyplinie, gdzie trzeba poświęcić mnóstwo swojego wolnego czasu, na początku trzeba wyłożyc sporo pieniędzy "w siebie": na kursy, szkolenia, a później na sprzęt, wyjazdy, w tym zagraniczne. Dla kogoś kto jest studentem, ma pracę wymagającą poświęcenia jej dużo czasu, ma rodzinę, wychowuje dzieci - GDL to nie jest odpowiednie miejsce. W GDL są ludzie, którzy tworzyli tę grupę mając po dwadzieścia kilka lat. Dzisiaj są już ponad trzydziestoletnimi zdezelowanymi starymi zgredami dobrze znającymi swoją robotę, nierzadko sprawdzeni w bardzo trudnych warunkach, po wielu poważnych urazach i kontuzjach, którzy niechętnie chcą udostępnić tajemnice tej grupy koleżkom, że tak powiem, z ulicy. Tak więc nasza grupa, "Scud Hunters" jest doskonałym miejscem dla tych, którzy będą chcieli wypełnić jakoś swój wolny czas w weekendy, wakacje, czy późne popołudnia, będą chcieli jakoś się sprawdzić, pokonywać trudności, współzawodniczyć z innymi. Bo w naszej grupie nic nie przyjdzie łatwo. Jeśli ktoś będzie chciał być sierżantem, czy nawet pułkownikiem - czemu nie? Ale niech wpierw udowodni, że może na ten stopień zasłużyć. Jeśli ktoś będzie chciał mieć na mundurze skrzydełka spadochronowe - czemu nie? Ale wpierw niech przejdzie szkolenie spadochronowe i skoczy z samolotu, nie z drabinki. Sądzę, że dla chętnych będziemy mogli zorganizować profesjonalne kursy strzeleckie, myślę też, że nie będzie przeszkód ze zorganizowaniem indywidualnego kursu spadochronowego dla chętnych. Tylko osobiste zaangażowanie będzie odzwierciedlało pozycję danego członka w naszej grupie Scud Hunters.
Będziemy napewno robili marsze kondycyjne z wyposażeniem i bronią, być może na terenie Słowińskiego Parku Narodowego, tak by chłopcy mogli poczuć trochę "pustyni" pod nogami. Te 100-150 km które przejdą w ciągu doby będzie mogło odcisnąć piętno na twarzach, tak by na "zdjęciach rekonstrukcyjnych", brud i zmęczenie nie były udawane, podobnie jak satysfakcja z udanej akcji, czy też być może gorycz porażki.

- O ile wiem, to od lat współorganizujesz także wyjazdy członków GDL do północnej Afryki, na Saharę. Czy myślałeś by w przyszłości wysyłać tam także członków Scud Hunters?

- Nie jest to głupi pomysł, ale transfer naszych ludzi ze Scud Hunters musiałby się odbywać w "cywilny" sposób tj. bez żadnych elementów wyposażenia wojskowego. Nie jest możliwe, rzec jasna, by przewozili oni nawet zdezaktywowaną broń, czy AEG, a o mundurach nie wspomnę. Tam gdzie jeździmy o takich rzeczach lepiej nie wspominać, to bardzo drażliwy temat na każdej granicy poza Europą, a i czasem w Europie. Ale kontynuując - nie wykluczam w tej chwili, że np. w przyszłym roku najlepsi, najwytrwalsi i najbardziej zaufani będą mogli wyjechać na obóz kondycyjny na Saharę. Będzie to kolejny punkt do tego, by zasłużyć na piaskowy beret grupy rekonstrukcyjnej SAS.

- Jak zatem będzie wyglądał zespół ASG? Czy będzie nim cała grupa, czy tylko część waszych członków będzie np. startowała w zawodach ASG?

- Cóż, jedna z zasad SAS to nie startowanie w żadnych oficjalnych zawodach. Ale z racji tego , że my nie jesteśmy SAS, a tylko rekonstruujemy ten oddział z okresu Pustynej Burzy, będziemy walczyli także na zawodach ASG. Napewno wszyscy członkowie będą mogli tworzyć drużynę ASG, wszyscy dostają równe szanse. Jeśli będzie nas coraz więcej - będziemy się dzielić na kolejne sekcje. Uważam, że przy tych możliwościach szkoleniowych jakie przed nami stoją, będziemy mogli już w niedługim czasie roznieść na strzępy każdą drużynę airsoftową w Polsce. Poza tym co ważne i istotne, będziemy chcieli zrzeszać ludzi z całej Polski, nawet pojedyncze osoby z bardzo odległych dla nas miejscowości. Niech i oni maja szansę zaistnieć w czymś, co będzie im sprawiało satysfakcję i pozwoli na wymianę doświadczeń, wiedzy, nawiązanie kontaktów z nowymi ludźmi, słowem przestaną się czuć wyizolowani przez to, że mieszkają daleko od np. dużych miejscowości i/lub nie znają nikogo w okolicy o podobnych zainteresowaniach.

- Co powinien wobec tego umieć, posiadać przyszły członek Scud Hunters?

- Przede wszystkim musi być pełnoletni. Poza tym musi być niekarany sądownie. Jeśli ma już jakiś sprzęt związany z tematyką historyczną naszej grupy to bardzo dobrze, jeśli nie - nic nie stoi na przeszkodzie żebyśmy wspólnie starali się mu pomóc taki sprzęt zakupić. Oczywiście trzeba być przygotowanym na spore wydatki, przynajmniej jeśli chodzi o zakup broni ASG/AEG. Ale też nikt nie będzie wymagał by posiadał on "na wejściu" taki sprzęt i by był to później od razu np. Minimi za kilka tysięcy złotych. Spodnie czy bluzę w kamuflażu pustynnym DPM można czasem zakupić już w cenie ok. 100 zł. Ale trzeba się liczyć ze znacznie większymi wydatkami. Buty to jeden z mniejszych problemów, bo są łatwiejsze do zdobycia, a poza tym komandosi SAS używali wielu modeli butów, oprócz należących do standartowego wyposażenia, także kupowali cywilne modele za własny żołd. To ułatwia sprawę, podobnie jest zresztą z pasami, kamizelkami, beretami, czapkami itd. To cała przyjemność, by powoli poszerzać całą kolekcję. Nie na tym rzecz polega by jednego dnia zakupić przez internet wszystko od guzika po AEG. To przedsięwzięcie na dłuższy czas, w zależności od zasobności portfela. Takie działanie będzie też zmuszało do tego, by przeglądać fachową literaturę, szukać zdjęć w materiałach źródłowych, poznawać historię i doskonalić swoją kondycję, tak by przy kolejnym zgrupowaniu już na  początku nie zaryć ze zmęczenia ryjem w piach ku uciesze kolegów lub też nie popełnić błędu przy zakupie jakiegoś elementu wyposażenia.

- Z kim musi się skontaktować ewentualny przyszły członek Scud Hunters?

- Korzystając z patronatu GDL będziemy wykorzystywać ich stronę www do kontaktów z przyszłymi członkami grupy. Tam też zamierzamy publikować wszelkie niezbędne informacje o naszej grupie. I również tam proszę kierować swoje maile z pytaniami czy ze wstępnym zainteresowaniem odnośnie wstąpienia do naszej grupy.

- Co chciałbyś dodać na koniec naszej pierwszej rozmowy o "Scud Hunters"?

- Jeszcze raz chciałbym podkreślić, że Scud Hunters nie będzie grupą wyłącznie dla herosów. To nie jest kolejna banda rambotitopodobnych pseudokomandosów. Tu znajdzie miejsce każdy, kto interesuje się tą tematyką, każdy kto jest zainteresowany atrakcyjnym i niekonwencjonalnym spędzeniem wolnego czasu w grupie rekonstrukcji historycznej, a zarazem w drużynie airsoftowej.
 

- Dziękuję za rozmowę.
 
 

SAS w Iraku 1991. Widać różnorodność umundurowania komandosów.



Wywiad z Kremlinem przeprowadził Rafał B.
Gdańsk, styczeń 2003

 
   Tą słynną oznakę Uskrzydlonego Sztyletu nosi się na piaskowym berecie. Oznaka ta prawdopodobnie została zaprojektowana przez sierżanta Boba Taita, który zwyciężył w konkursie na oznakę nowej jednostki. Było to pod koniec 1941 roku w północnej Afryce.
   Sztylet w tej oznace to najprawdopodobniej miecz Ekskalibur, który jest symbolem wierności i prawości. Jasnobłękitny kolor skrzydeł i ich czerwone obrzeża pochodzi od barw Cambridge i Oxfordu wybranego z tego powodu, że"Jock" Lewes z Oddziału Wydzielonego L był przed wojną wioślarzem Oxfordu, a porucznik Langton był w reprezentacji Cambridge.
   Motto na wstędze "Who Dares Wins" ("Kto odważny, zwycięża") zostało wymyślone najprawdopodobniej przez samego Davida Stirlinga w 1941 roku, twórcę SAS.
   Oznaka ta jest również oznaką australijskiego i nowozelandzkiego SASu (na beretach khaki). Także belgijscy komandosi noszą taką oznakę, tyle że na czerwonych beretach.



  Skrzydełka spadochronowe SAS ("Sabre") zostały zaprojektowane pod koniec 1941 roku przez porucznika "Jocka" Lewesa, który prawdopodobnie wpadł na ten graficzny pomysł, kiedy w egipskim hotelu zobaczył stary fresk przedstawiający ibisa, wielkiego ptaka z długim, zakrzwionym dziobem.
   Obecnie nosi się tą odznakę na prawym ramieniu.

jesteś zainteresowany wstąpieniem do Scud Hunters?
napisz do: demon@greendevils.pl

www.greendevils.pl