Żołnierz GSW Zielone Diabły. Libia 2003.

Odpowiedź na żałosne biadolenie
kilku sfrustrowanych chłopców z Trójmiasta

    Na stronie http://www.specops.szarego.net/ ukazał się 31 stycznia 2005 r. tzw. "List otwarty od byłych członków GDL do środowiska survivalowo-militarnego w Polsce" od osób podających się za "kadrę GDL". Za tym określeniem stoją doskonale nam znane osoby, które uzurpowały sobie prawo do określania się jako członkowie naszej grupy. Piszemy o tym dlatego, bo list otwarty charakteryzuje się tym, że podpisuje się go z imienia i nazwiska, tutaj zaś mamy doczynienia z listem frustratów.
    Jednym z tych osób podających się za "kadrę Legionu"  jest człowiek uchodzący w tzw. środowisku survivalowym i militarnym za wielkiego teoretyka wojskowego, co po części jest prawdą. Jednak testy w terenie całkowicie go wyelimiowały z tego by kiedykolwiek mógł pomarzyć o wstąpieniu do GDL. Człowiek ten jest osobą umiejącą "oczarowywać" otoczenie i "wizjonerem", który m.in. za cel postawił sobie, by z GDL stworzyć organizację, która liczbą członków konkurowałaby np. z ZHP, czy Strzelcem (sic!). Tego typu opowieści drzewa sandałowego kadra GDL (ta prawdziwa, nie wyimaginowana przez twórców "listu otwartego"), a dokładnie oddziału SGS, przekształconego i skadrowanego w 2002 w Grupę Strzelców Wyborowych "Zielone Diabły" (vide MMS "Komandos" nr 2/2002) traktowała z przymrużeniem oka, jak i jego osobę (oraz ludzi z nim powiązanych). Nigdy nie poznał on wszystkiego (ani osoby z nim współpracujące) co związane jest z naszą grupą jako osoba(y) niepewna i niegodna zaufania, a dla celów propagandowych powierzono mu "tworzenie oddziału GDL w Australii", co od początku do końca było fikcją. Za "listem otwartym" stoją sfrustrowani jegomoście, którzy z różnych przyczyn zostali wykluczoni jako potencjalni kandydaci do działań w grupie sformowanej pod szyldem GDL i którym nie dano "zabawek" do ręki, ani nie wtajemniczono w funkcjonowanie grupy. Nie będziemy też komentować ich wiecznego snucia teorii spiskowych jakoby twórcy "listu otwartego" (choć najprawdopodobniej za listem tym stoi tak naprawdę tylko jedna osoba) i członkowie GDL (czy też SGS) śledzeni byli przez wywiad polski, australijski, GRU, CIA, a być może nawet agentów z Burkina-Faso, a od podsłuchów naszych telefonów i rozkodowywania e-maili to Echelon nieustannie się zawieszał. Dla kamuflażu naszych działań osoby te były skutecznie dezinformowane przez bardzo długi czas. To co o nas napisali w tymże "liście otwartym” zamyka się dokładnie datą 2000 roku, a właściwie końcem 1999 r. kiedy przestaliśmy utrzymywać jakiekolwiek kontakty z nim i osobami "skażonymi" jego chorymi wizjami i urojeniami. Tym samym nie mają oni żadnego pojęcia o tym co robi GDL od 200 r., jak i mają bardzo mgliste pojęcie o działalności GDL w latach 1992-1997, jednej z pierwszych grup zajmujących się tzw. military-survivalem w Polsce.
    Bajdurzeniem głupiego Jasia można nazwać fantasmagorie, iż "90% członków GDL było z Trójmiasta" (cytując za "listem otwartym"). Green Devils Legion powstał w 1992 r. za inicjatywą dr Bryla jako grupa zrzeszająca absolwentów Centrum Szkolenia Specjalnego dr A. Bryla. O innych cechach, które posiadać musiał członek naszej grupy nie będziemy tu wspominać. Takich osób w Trójmieście było naprawdę niewiele, a na pewno nie były nimi osoby podpisujące się w liście otwartym jako "kadra GDL". Patrząc zaś na to, że do tej pory utrzymujemy ścisły kontakt z ludźmi z całej Polski, "weteranami", którzy przeszli pierwsze specjalistyczne szkolenie w CSS w 1992 roku, jak i w latach kolejnych i współzakładali naszą grupę (w tym obywatele amerykańscy oraz ex-legioniści), to nadal możemy o sobie mówić jako o "ogólnopolskim związku weteranów CSS", który działa nieprzerwanie od 1992 roku.
    Cytowanie w "liście otwartym" bajek o GDL od lat krążących w tzw. środowisku survivalowo-militarnym jest co najmniej żenujące i żałosne. Moglibyśmy dołożyć jeszcze ze dwa tuziny albo więcej takich wielorybniczych opowieści zaczynając od tego, że GDL to "banda kolesi w mundurach, którzy chodzą do lasu, chleją wódę i walą konia", przez bajkę o tym, że "GDL to przybudówka paramilitarna Gromu", po tekst o tym, że "członkowie GDL przygotowywali zamach polityczny na premiera, tylko im nie wyszło". Im więcej takich bzdur, tym ubaw mamy większy. Jest dla nas wiadome, że po Polsce krążą osoby, które podają się za członków GDL i opowiadają różne niestworzone historie na temat tej grupy. Znamy osoby, które chodzą z naszywkami z napisem "GDL" lub podobnymi (jedyny honorowy emblemat był przekazywany kilku członkom grupy w 1993 roku i nigdy nie był używany oficjalnie, ani tym bardziej w działaniach w terenie) lub np. mają wygrawerowane noże czy bagnety z napisem "GDL" (nigdy nie robiliśmy czegoś podobnego). Nie wykluczamy możliwości, że są osoby lub grupy działające w sposób sprzeczny z prawem podając się jednocześnie za członków GDL lub GSW. Jest to rzecz nie do wykluczenia, ale za to np. przez organy ścigania bardzo szybko do zweryfikowania.
    Wyrafinowanym kłamstwem i wprowadzaniem w błąd czytającego jest pisanie przez autorów "listu otwartego": "Z pewną dozą ironii obserwujemy to, w jaki sposób legenda GDL jest wykorzystywana przez osoby, które nie uczestniczyły w jej tworzeniu. Legion może się poszczycić szeroką gamą dokonań w środowisku military - survival". Jest wysoce zastanawiające, że zdanie to napisały osoby, które nie były zaangażowane w tworzenie GDL w latach 1992-1993, jak i nie kładły podwalin pod tę grupę już w 1991 r., nie wspominając o jakiejkolwiek aktywnej działalności w GDL w pozostałych latach. "List otwarty" zapewne jest niczym innym jak sprowokowaniem nas do odpowiedzi i rozreklamowaniem tym samym wspomnianego wcześniej serwisu kosztem naszego, cieszącego się coraz większą popularnością, vortalu.
    Między bajkę o Królu Arturze a "Alicją w Krainie Czarów" należy włożyć skomlenie, że "Jednak na długo po zaniechaniu jakiejkolwiek działalności byliśmy inwigilowani przez służby w Polsce i za granicą, co nieraz poważnie utrudniało nam rozwój w życiu zawodowym. Jest to konsekwencja, jaką ponosimy do dzisiaj za kilka ostrych młodzieńczych wybryków". Odpowiedź: Nigdy żaden z członków GDL nie miał problemów z wyjazdem z Polski (patrz relacja z wyprawy szkoleniowej do Afryki Płn. w MMS "Komandos" nr 9/2003), ani tym bardziej jakichkolwiek innych problemów ze specsłużbami, dozorcą, czy członkiniami kół gospodyń wiejskich. Zapewne któryś z "kadry GDL" podpisujący się pod "listem otwartym" wszedł np. na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy ubrany w T-shirt z własnoręcznie wykonanym napisem "I’m commandos from GDL" (a widzieliśmy już takie koszulki i podobne)… A byli też i tacy co chodzili po ulicach z pancerfaustami i mówili, że są z GDL. No cóż, zakłady w Stargardzie i Tworkach pełne są podobnych czubów. Możemy tylko współczuć.
    Żenujące jest czytanie sfrustrowanych kolesi, którym postawiono 5 lat temu szlaban na wszystko co związane jest z GDL od przyszycia guzika po zagraniczne wyjazdy grupy. Ten fragment najwymowniej to wskazuje: "Jesteśmy rozproszeni, sporadycznie utrzymując kontakt i żaden z nas nie założył munduru od dobrych 4 lat. Nie jesteśmy już w "temacie", nie biegamy po lesie, nie szkolimy się jako grupa. Nie założyliśmy również innej grupy militarnej. W pełnym składzie spotykamy się raz do roku". Żałosne skomlenie i niegodne prawdziwego mężczyzny. Śmieszne jest obwinianie GDL za to, że ktoś się spasł przed telewizorem, "nie chodzi do lasu i nie zakłada munduru od 4 lat". Możemy tu odpowiedzieć: a co nas to kurwa właściwie obchodzi? :-D To skomlenie jest niegodne dorosłego mężczyzny i brak słów komentarza na tak infantylny "list otwarty". Zapewne możnaby w ten sposób obwinić nas także za np. zmniejszającą się populację niedźwiadków koala w Australii, podwyżkę cen pantofli albo zdjęcie z anteny "Domowego przedszkola".
    Po przeczytaniu, że "Legenda, jaką owiany został przez ostatnie lata Green Devils Legion osiągnęła rozmiary zmuszające nas, kadrę Legionu do oficjalnego wystąpienia" to zastanawiamy się jaka ta "legenda" rzeczywiście jest? Bo nie można ukryć faktu, że "legendę" tę tworzyli i tworzą przez cały czas głównie chłopcy, którzy nie dorośli do tego by nawet pomarzyć o GDL lub tacy którzy np. na Rajdzie Mefisto najzwyczajniej w świecie dali dupy. Tworzenie "legendy" o GDL przez nich samych widać skutecznie leczy "rany" dumnych "komandosów", którzy nie mogli sprostać wymaganiom stawianym na Mefisto, czy to wobec nich jako potencjalnych kandydatów GDL. Wiemy o tym od lat. Na dziesiątki osób możemy liczyć tych, którzy pojawiając się na Rajdzie Mefisto uznawali się tym samym za członków GDL. Cóż, pomarzyć każdemu wolno, a zwłaszcza tym, którzy określają się jako "kadra Legionu". Doprawdy, "legenda" o nas jest chyba naprawdę wielka. Zapewne spodziewać się będzie można wkrótce kolejnych objawień różnej maści "instruktorów GDL", "sanitariuszy GDL", "prezesów GDL", czy np. publikacji tajnych teczek członków GDL. Teorie spiskowe nadal jak widać są popularne wśród autorów "listu" usiłujących przypisać sobie chlubne tradycje GDLu. Życzymy im dobrego samopoczucia i więcej ruchu na świeżym powietrzu. Podobno to pomaga.
    Równie żenujące jest odpowiadanie na ten infantylny "list", ale ponieważ w bardzo wielu miejscach zawarte tam "informacje" mocno mijają się z prawdą  i 13-letnią tradycją GDL postanowiliśmy odpowiedzieć w powyższych zdaniach.
    Na większość pytań dotyczących GDL od kilku lat można swobodnie znaleźć szczerą i rzetelną odpowiedź w „FAQ” i jak łatwo zauważyć stoją one w dużej sprzeczności z płaczem "listu otwartego" np.  "Niektórych może dziwić to, że rajdy Mefisto już nie odbywają się w Trójmieście i okolicach" - od kilku lat na naszej stronie przeczytać można, że "W latach 1992-2000 GDL była odpowiedzialna za realizację Militarnych Rajdów Specjalnych "Mefisto", co jednoznacznie wskazuje, że organizacją Mefisto przestaliśmy się zajmować w 2000 roku w związku ze zmianami organizacyjnymi w strukturach GDL (vide: FAQ). W FAQ można także od kilku lat przeczytać m.in. historię powstania GDL. Dla porządku może zacytujmy w skrócie:

    W latach 1994-1995 w GDL wyodrębniono Spadochronową Grupę Specjalną "Zielone Diabły", następnie przekształconą w latach 1997-1998 w Szturmową Grupę Specjalną "Zielone Diabły". W ramach tej jednostki powołano do życia w 1998 roku cztery SDAS; funkcjonował tylko jeden (patrz: MMS "Komandos" nr 4/1999). W 2000 roku SGS "Zielone Diabły" skadrowano, a od 1 stycznia 2002 roku oficjalnie SGS "Zielone Diabły" przekształcono w Grupę Strzelców Wyborowych "Zielone Diabły" (patrz: MMS "Komandos" nr 2/2002). GSW "Zielone Diabły" powstała z przekształconej grupy SGS "Zielone Diabły" podległej pod GDL i jej przeznaczeniem jest działanie na zapleczu wroga w czasie konfliktu zbrojnego, jak i w okresie ewentualnej okupacji Polski.

    Komentarz i wnioski proszę wyciągnąć samemu.

Z pozdrowieniami

"Chłopcy z lasu", czyli GSW "Zielone Diabły"


Post Scriptum: Jak już wiadomo z "listu otwartego" GDL "nigdy nie przeprowadzał szkoleń zagranicą"...
Na zdjęciu członkowie GSW "Zielone Diabły" na wyprawie szkoleniowej zorganizowanej przez GDL. Libia 2003.
Od tamtego czasu podobnych wyjazdów było już wiele, a kolejne już wkrótce.
Do jednej z wypraw GDL prowadził oficjalny nabór chętnych poprzez stronę internetową.


Poniżej test "listu otwartego" zamieszczonego na stronie http://www.specops.szarego.net/GDL/List_otwarty.htm
(na wszelki wypadek zanim zostanie wstydliwie usunięty lub ponownie zredagowany przez jego twórców)
 

LIST OTWARTY BYŁYCH CZŁONKÓW GREEN DEVILS LEGION
DO:
ŚRODOWISKA MILITARY - SURVIVAL W POLSCE
 
Legenda, jaką owiany został przez ostatnie lata Green Devils Legion osiągnęła rozmiary zmuszające nas, kadrę Legionu do oficjalnego wystąpienia. Uważamy, że list otwarty wysłany do Was, jest najlepszym rozwiązaniem na wyjaśnienie tej kwestii.
W całej Polsce GDL jest znany. Nie ma chyba ekipy, która nie słyszałaby tej nazwy. Istnieje nawet jedna z większych stron Internetowych w Polsce, o tematyce militarnej, poświęcona tej jednostce: www.greendevils.com.pl
Niektórych może dziwić to, że rajdy Mefisto już nie odbywają się w Trójmieście i okolicach, albo to że od dłuższego czasu nikt nie widział żadnych członków tej organizacji, a nabór do niej jest owiany tajemnicą.
Prawda jest dość prozaiczna.
Green Devils Legion przestał praktycznie istnieć w roku 2000. Dokładnie 15 stycznia 2000 roku, pod okiem renomowanego instruktora AT, odbyło się ostatnie ćwiczenie, w którym brał udział pełen stan kadry Legionu. Po tej dacie nastąpił rozłam jednostki - z powodów, których nie chcemy opisywać na forum publicznym. W tym samym momencie przestał również funkcjonować nasz australijski oddział.
Każdy z nas poszedł we własną stronę. Niektórzy wyjechali z Polski, inni mają już większe zmartwienia - na przykład założone rodziny – niż kolejny wyjazd do lasu lub na obiekt. Jeszcze inni wypełniają swój czas codziennością służby w mundurze. Jesteśmy rozproszeni, sporadycznie utrzymując kontakt i żaden z nas nie założył munduru od dobrych 4 lat. Nie jesteśmy już w "temacie", nie biegamy po lesie, nie szkolimy się jako grupa. Nie założyliśmy również innej grupy militarnej. W pełnym składzie spotykamy się raz do roku.
Jednak na długo po zaniechaniu jakiejkolwiek działalności byliśmy inwigilowani przez służby w Polsce i za granicą, co nieraz poważnie utrudniało nam rozwój w życiu zawodowym. Jest to konsekwencja, jaką ponosimy do dzisiaj za kilka ostrych młodzieńczych wybryków.
Z pewną dozą ironii obserwujemy to, w jaki sposób legenda GDL jest wykorzystywana przez osoby, które nie uczestniczyły w jej tworzeniu. Legion może się poszczycić szeroką gamą dokonań w środowisku military - survival, ale przypisywanie nam działalności o charakterze przestępczym lub nazistowskim jest zakłamaniem.
Podsumowując:
od 5 lat Green Devils Legion nie istnieje!
Dla potwierdzenia tego faktu – wystarczy umówić się na spotkanie z osobami, które twierdzą, że są obecnie członkami GDL (za pośrednictwem www.greendevils.pl)  – obawiamy się że frekwencja będzie znikoma.
GDL-  fakty i mity:
GDL nigdy nie prowadził szkoleń poza granicami RP
90% stanu osobowego GDL pochodziło z Trójmiasta
GDL nie ma i nigdy nie miało "placówek terenowych w całej Polsce"
GDL nigdy nie było wspierane, finansowane przez jakiekolwiek służby mundurowe, ZHP, Strzelec lub inna formacje, o oficjalnych władzach RP nie wspominając
GDL zawsze był nieoficjalną grupą - nie byliśmy nigdzie zrzeszeni
Żołnierze GDL nigdy nie napadali na TIRy
Żołnierze GDL nie napadli na supermarket IKEA w Gdańsku
Żołnierze GDL nie zatrzymywali pociągów w Kościerzynie, Bąku albo gdziekolwiek indziej
Żołnierze GDL nigdy nie pacyfikowali mostu w Rutkach – dbaliśmy o ten obiekt na długo zanim stał się popularny
Żołnierze GDL nigdy nie wyzywali AT Gdańsk na "pojedynek"
Szkolenie GDL nigdy nie miało nielegalnego charakteru
Żołnierze GDL byli uzbrojeni tylko i wyłącznie w karabiny ASG kalibru 6mm!
Żołnierze GDL nigdy nie formowali grupy o charakterze historycznym - nikt z nas nigdy nie brał udziału w naśladowaniu jakiejkolwiek formacji wojskowej, współczesnej lub historycznej
GDL nigdy nie był formacją polityczna, patriotyczną lub nazistowską - jedyne, co wiąże nas z Niemcami to fakt wykorzystywania kurtek mundurowych - z powodów PRAKTYCZNYCH a nie ideologicznych!
Most w rutkach nigdy nie był przygotowany do detonacji
Żołnierze GDL nie wysadzili części nastawni w Rutkach, Babim Dole lub Olpuch-Wdzydze ani obiektów magazynowych lotniska w Borsku
Nigdy nie szukaliśmy niewypałów lub innego złomu.
Żołnierze GDL nigdy nie szkolili się w przeprowadzaniu akcji terrorystycznych - trenowaliśmy szeroko pojęta taktykę zieloną i czarną
Żołnierze GDL nigdy nie napadali innych grup militarno-survivalowych w celu zabrania im sprzętu lub pobicia
 

Są jeszcze ludzie, dla których hasło:
"KAŻDE ZADANIE  O KAŻDEJ PORZE W KAŻDYM MIEJSCU"
.....jeszcze coś znaczy.
 
Prosimy o przesłanie tego listu do wszystkich osób zainteresowanych tematem military-survival.
KADRA GDL, za pośrednictwem serwisu SPECOPS.