|
|
W "Terminatorze" Cyborg-Arnold zapowiedział: "Jeszcze wrócę" i jak na dżentelmena z przyszłości przystało - dotrzymał słowa. Film kosztował niemało jak na owe czasy, bo 100 milionów dolarów i był najdroższym filmem w historii kina. Tą razą Arnold-Terminator stanął po właściwej stronie barykady (cos mu zaszwankowały chyba procesory), choć przez to wprowadził niemało chaosu (w poprzedniej części zabili go, a jak widać i tak uciekł) i wystąpił jako przeciwnik T-1000, bezwzględnego i płynnie zmieniającego kształty elektronicznego mordercy, też z przyszłości.
Ten film atakuje wszystkie nasze zmysły i są w nim takie momenty, gdy wbici w kinowy (albo domowy) fotel puszczamy dym uszami. Są tam sceny, w których nie chcieli brać udziału kaskaderzy, tylko Arni nie pękał i mówił: "ja to zrobię, za cos mi przecież płacą".
To film także dla tych, którzy chcą zobaczyć jak Arni dostaje w bęcki od mniejszego od siebie, co jak pamiętam wywołało na sali kinowej burzę oklasków i ogólną radość oglądających..
Honorarium Arnolda wyniosło tylko 15 milionów dolarów. Taka jest bowiem cena odrzutowca Gulfstream, jakiego zażyczył sobie za tę rolę.Reż. James Cameron. Wyk.: Arnold Schwarznegger, Linda Hamilton. USA. 1991. Ocena: ******
www.greendevils.pl