Film

DEMONY WOJNY 
wg GOYI

demoniczny czereśniak...


    Jak na film na który wyłożono milion dolarów i pierwszy polski film wojenny od co najmniej połowy lat 70-tych "Demony wojny" da się od biedy obejrzeć.

    Scenariusz to całkowita fikcja, bo po pierwsze w okresie lutego 1996, kiedy to toczy się akcja filmu konflikt w Bośni już dogasł. Stało się tak przede wszystkim za sprawą rozmieszczenia w Bośni oddziałów IFOR. Po drugie fikcją jest przedstawienie doborowego oddziału Czerwonych Beretów jako kompletnych "Gamoni wojny wg Pasikowskiego".
    Fabuła jest prosta. Żołnierze IFORu mają całkowity zakaz uczestnictwa w lokalnych konfliktach mając status jedynie obserwatorów. Ale nasz "hiroł" Linda-Keller (scenariusz jest napisany właśnie dla niego) oczywiście wchodzi do akcji udaremniając samosąd tubylców na trzech najemnikach. Minister Obrony Narodowej wysyła więc do Bośni mjr. Kuszę, który ma przejąć dowództwo od Lindy-Kellera. Akurat w tym czasie w polskim batalionie zostaje odebrany sygnał SOS ze śmigłowca, który został zestrzelony w górach. Pech chciał, że na jego pokładzie było paru naszych. Śmigłowiec spadł na terenie kontrolowanym przez zdemoralizowanych Bośniaków pod dowództwem wataszki Skiji. Linda-Keller wyrusza z oddziałem żołnierzy na ratunek...

    Wojna w wykonaniu Lindy i jego kumpli z planu zdjęciowego to żenujący spektakl. Pamiętam telewizyjną relację z planu filmowego "Demonów wojny". Linda z pogardliwym lekceważeniem oświadczył dziennikarzom, że doskonale daje sobie na planie radę, bo: "służył kiedyś w jednostce komandosów". Nie wiem co to byli za komandosi, ale chyba tacy od garów i obierania ziemniaków. Gdyby Linda był chociaż w "normalnym" wojsku, to by przynajmniej nie strzelał z kbk AK trzymając broń za magazynek. Wiedziałby też jak korzystać z mapy: nigdy w mapniku nie rozkłada się mapy tak, aby pole własnych działań było na środku mapnika. Jako jedyny z oddziału Linda chodzi bez hełmu, co doskonale go wyróżnia od innych żołnierzy. Prosi się tu więc o strzał z SWD. Dodatkowym wyróżnikiem jest niedbale zawieszona na szyi lornetka -atrybut dowódcy. Gdyby Linda był w "komandosach" to by znał patent na to, aby lornetka nie dyndała mu na szyi...

Bogusław Rambo ...
    Czy ktoś kiedykolwiek strzelał w okularach przeciwsłonecznych korzystając z celownika optycznego? Jest to totalny kretynizm: typowe filmowe szpanerstwo wykonane w stylu Linda-Pasikowski.
    Nasi chłopcy, Czerwone Berety, to typowe niedzielne wojsko. Sposób trzymania broni, chodzenie w terenie z palcem na spuście, co w przypadku choćby potknięcia na ścieżce skończyłoby się prawdopodobnie serią z AK w plecy kolegi, strzelanie z otwartych włazów BRDMów (!), lekceważenie i łamanie rozkazów przełożonych w krytycznych sytuacjach, zdziwienie, że broń służy do zabijania, wypastowane nowiutkie buty made in Lublin, na pagonach porucznik, a na berecie chorąży, chodzenie bandą niemal w każdej scenie filmu to jawna obraza polskich żołnierzy-spadochroniarzy 6 BDSz.
    Major Kusza trzyma palec na spuście w typowy dla laików sposób mających pierwszy raz albo z rzadka do czynienia z bronią: trzyma palec na spuście opierając go o środkowym paliczkiem palca. To typowe zjawisko w filmach akcji Pasikowskiego: Psach, Psach 2, Krollu, Operacji Samum i wielu innych (zresztą nie tylko tego reżysera). Totalny brak wiedzy, lekceważenie istotnych detali, brak rzetelnego konsultanta na planie.
    Realizacja filmu pochłonęła starego UAZa, który dzielnie spalił się w akcji. Realizatorzy "zapomnieli", że nasi w IFORze jeździli od początku polskimi Honkerami. Nie wiadomo dlaczego Bośniacy chodzą w polskim kamo "pantera". Czyżby handelek z Polakami?
    Na pewno ucieszyli się spece od marketingu z Cenzinu. Obie strony konfliktu posługują się Kałasznikowami polskiej produkcji. Producenci filmu poszli więc na łatwiznę, znów zapominając, że Bałkany były zalane automatami Kałasznikowa jugosłowiańskiej i sowieckiej produkcji.
    Scena, kiedy to jeden z żołnierzy stacza się ze zbocza pagórka, jako żywo przypomina jedną z początkowych scen "Plutonu". Ale gdzie tam "Gamoniom wojny" do "Plutonu"!
    Cały ten film to kolejny przykład, że Pasikowski, ani o broni, ani o wojsku nie ma zielonego pojęcia. Idę o zakład, że jego służba wojskowa przebiegła w trakcie oglądania "Czterech pancernych i psa" oraz czytania komiksów z Klossem...
Copyright by Kobrecki '99

www.greendevils.pl