Kwiecień 1999

Polska w NATO?

    Ślepota jenerałów w czerwonych lampasach rodem z sowieckich akademii wojskowych przerasta rzeczywiście wszelkie granice zdrowego rozsądku. Jeśli ktokolwiek wierzy, ze NATO ruszy dupsko w chwili, kiedy sowiety na przykład naruszą granice Polski, to powinien zapisać się do świadków Jehowy.
    Artykuł 5 Sojuszu Atlantyckiego mówi wyraźnie, że: "w wypadku ataku na jednego z sojuszników wszyscy pozostali przyjdą z pomocą ofierze napaści podejmując niezwłocznie - indywidualnie albo we współdziałaniu z innymi - takie działania, jakie uznają za stosowne, nie wyłączając użycia sił zbrojnych w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru NATO". Więc można zapomnieć o tym, że kilkunastu sojuszników NATO uruchomi działania wojenne przeciwko najeźdźcy. Zanim zapadną decyzje minie kilka dni, a wtedy trzeba będzie stanąć przed faktem dokonanym. I jak kiedyś mieliśmy polską złotą jesień z czołgami i krzyżami na pancerzach, tak teraz możemy mieć również jakąś porę roku i obce czołgi na skwerach.

    Jak napisał ostatnio Jan Nowak-Jeziorański, przyjście z pomocą Polsce może ograniczyć się na blokadzie agresora, a nie na wypowiedzeniu mu wojny, co zapewne miałoby miejsce przy napaści ze strony sowietów. Oczekiwać możemy jedynie zrzutów z zaopatrzeniem i kartek z życzeniami dla dzielnych obrońców Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
    A zresztą z czym i z kim mamy być w NATO?
    Z wojska odchodzą informatycy, piloci i inni specjaliści, co zresztą wcale nie dziwi. A sprzęt? Wiemy jaki jest. Co trzeci czołg stoi niesprawny w magazynie. Znany jest przypadek, kiedy to w czasie ćwiczeń ataku na lotniskowiec "Invicible" polskie MiGi-21 bis były śledzone na radarach już w odległości ponad 50 km od okrętu, a Anglicy rwali sobie włosy z głowy widząc szablonowe techniki ataków polskich pilotów...
Dżihad

Wszelkie spostrzeżenia i komentarze proszę kierować na e-mail : demon@greendevils.com.pl