Sierpień 1999

Paraliż made in MSWiA


Dostaję ostrego ciśnienia, kiedy jakiś przygłup z Warszawy przylatuje do Gdańska, a jego przejazd przez miasto paraliżuje totalnie wszystkich i wszystko. Dzieje się tak oczywiście przy ogromnym poparciu resortu spraw wewnętrznych i służb specjalnych zabezpieczających wizytę. Chociaż wątpię, aby chłopaki z BOR-u byli specjalnie uszczęśliwieni z racji pilnowania tłustego dupska jakiegoś ważniaka ze słomą w butach. No, ale służba to służba. MSWiA trąbi na lewo i prawo jakie to niebezpieczeństwa czyhają na naszych polityków. W ten sposób chcą nas przekonać, ze są potrzebni, a pieniądze na ich resort cały czas niewystarczające. Jest to oczywiście jawna kompromitacja. Zamachy na polityków regularnie i masowo są w Polsce przeprowadzane za pomocą jaj, tudzież innych artykułów spożywczych nie pierwszej świeżości. Policja uwija się na ulicach przejęta rolą. Ostatnio tak się przejęła, że podczas wizyty kanclerza Niemiec w Gdańsku, radiowóz przejechał dziecko na przejściu dla pieszych... Wszystkie możliwe drogi do Gdańska zablokowane, rządowe limuzyny na wszystkich możliwych ulicach (chyba po to, aby bardziej podkurwić), zamieszanie jakby przed nagłą ewakuacją miasta. Daleko nam do sprawnego zabezpieczania VIP-ów. W Polsce organizuje się całą armię policjantów, strażaków, dozorców, lekarzy, sprzedawców hot-dogów itd., itd... 

   A popatrzmy jak to wygląda w cywilizowanym świecie: 
    Na ostatnich norymberskich targach broni strzeleckiej IWA'99 pojawił się król Hiszpanii Juan Carlos. Do hal wystawowych wszedł w otoczeniu zaledwie kilku osób, w tym dwóch ochroniarzy i tak jak zwykły oglądający targi ciekawski przeciskał się między innymi zwiedzającymi. Jako głowie obcego państwa nie towarzyszyły mu żadne specjalne środki bezpieczeństwa. W Polsce pojawienie się na targach byle jakiego ważniaka, który coś tam znaczy (albo jemu się tak wydaje) kończy się wyrzuceniem na kopach wszystkich zwiedzających w czasie krótkim, aby "osobistość" polskiego biznesu (czytaj: "złodziej" albo "malwersant") lub polityki mogła spokojnie oglądać targi, nie mając i tak zielonego pojęcia o wystawianych przedmiotach. 
    Król Hiszpanii Juan Carlos, ubezpieczany przez dwóch dyskretnych młodych ochraniarzy, którzy na bezpiecznym dystansie trzech metrów zatrzymywali ciekawskich, sam decydował co chce oglądać, pokazując jednocześnie, ze zna się bardzo dobrze na broni strzeleckiej. 
    W Polsce za bezpieczny dystans uznano odległość celnego strzału z SWD, a zwiedzającego oficjela oprowadza się w eskorcie plutonu organizatorów i różnych przydupców oraz wazeliniarzy. 

    Daleko, naprawdę daleko nam do świata zwanego Zachodem... 

Dżihad



www.greendevils.pl