Dostaję ostrego ciśnienia,
kiedy jakiś przygłup z Warszawy przylatuje do Gdańska, a jego przejazd
przez miasto paraliżuje totalnie wszystkich i wszystko. Dzieje się tak
oczywiście przy ogromnym poparciu resortu spraw wewnętrznych i służb specjalnych
zabezpieczających wizytę. Chociaż wątpię, aby chłopaki z BOR-u byli specjalnie
uszczęśliwieni z racji pilnowania tłustego dupska jakiegoś ważniaka ze
słomą w butach. No, ale służba to służba. MSWiA trąbi na lewo i prawo jakie
to niebezpieczeństwa czyhają na naszych polityków. W ten sposób chcą nas
przekonać, ze są potrzebni, a pieniądze na ich resort cały czas niewystarczające.
Jest to oczywiście jawna kompromitacja. Zamachy na polityków regularnie
i masowo są w Polsce przeprowadzane za pomocą jaj, tudzież innych artykułów
spożywczych nie pierwszej świeżości. Policja uwija się na ulicach przejęta
rolą. Ostatnio tak się przejęła, że podczas wizyty kanclerza Niemiec w
Gdańsku, radiowóz przejechał dziecko na przejściu dla pieszych... Wszystkie
możliwe drogi do Gdańska zablokowane, rządowe limuzyny na wszystkich możliwych
ulicach (chyba po to, aby bardziej podkurwić), zamieszanie jakby przed
nagłą ewakuacją miasta. Daleko nam do sprawnego zabezpieczania VIP-ów.
W Polsce organizuje się całą armię policjantów, strażaków, dozorców, lekarzy,
sprzedawców hot-dogów itd., itd...
A
popatrzmy jak to wygląda w cywilizowanym świecie:
Na ostatnich norymberskich targach broni strzeleckiej IWA'99 pojawił się
król Hiszpanii Juan Carlos. Do hal wystawowych wszedł w otoczeniu zaledwie
kilku osób, w tym dwóch ochroniarzy i tak jak zwykły oglądający targi ciekawski
przeciskał się między innymi zwiedzającymi. Jako głowie obcego państwa
nie towarzyszyły mu żadne specjalne środki bezpieczeństwa. W Polsce pojawienie
się na targach byle jakiego ważniaka, który coś tam znaczy (albo jemu się
tak wydaje) kończy się wyrzuceniem na kopach wszystkich zwiedzających w
czasie krótkim, aby "osobistość" polskiego biznesu (czytaj: "złodziej"
albo "malwersant") lub polityki mogła spokojnie oglądać targi, nie mając
i tak zielonego pojęcia o wystawianych przedmiotach.
Król Hiszpanii Juan Carlos, ubezpieczany przez dwóch dyskretnych młodych
ochraniarzy, którzy na bezpiecznym dystansie trzech metrów zatrzymywali
ciekawskich, sam decydował co chce oglądać, pokazując jednocześnie, ze
zna się bardzo dobrze na broni strzeleckiej.
W Polsce za bezpieczny dystans uznano odległość celnego strzału z SWD,
a zwiedzającego oficjela oprowadza się w eskorcie plutonu organizatorów
i różnych przydupców oraz wazeliniarzy.
Daleko, naprawdę daleko nam do świata zwanego Zachodem...
Dżihad
|