NATO -Le Bourget'99
Każdy kto miał okazję być na wielkim salonie lotniczym na podparyskim lotnisku Le Bourget nie mógł się pozbyć wrażenia, że po raz kolejny Polska jest nieobecna na tej największej w swiecie wystawie lotniczo-kosmiczno-zbrojeniowej. Gdzieś pośród państw trzeciego świata polskich barw broniły WSK PZL-Rzeszów i PZL-Hydral. Wielcy nieobecni to: WSK PZL-Mielec, który ostatecznie właśnie wtedy bankrutował po całej serii nieprawdopodobnych afer, WSK PZL-Świdnik po wpadce, jak miała miejsce w zeszłym roku, kiedy to w Berlinie wystawionego"Sokoła" zajął komornik (!) na rzecz nie opłaconych niemieckiemu pośrednikowi należności, wolała jednak nie ryzykować, aby znów czegoś nie zajął komornik, a PZL Warszawa-Okęcie okazała się po prostu za słaba ekonomicznie na samodzielny występ w Le Bourget.
Wspaniale za to zaprezentowali się Pepiki ze swoim lekkim myśliwcem L-159 i systemem rozpoznania radioelektronicznego BORAP, Rumuni z Pumą SOCAT, która jest odpowiednikiem polskiego "Huzara", a od którego różni się przede wszystkim tym, że została zbudowana, Słoweńcy ze zmodernizowanym Pilatusem PC-9, no i oczywiście biedni Rosjanie, którzy ledwo ciągną interesy ze względu na kłopoty ekonomiczne kraju, ale jednak wystawili swoją silną reprezentację (czyli można, jak się chce -patrz wyżej: ekipa polska).
Ale Polska zaistniała jednak w Paryżu! I to w postaci silnej grupy pod wezwaniem. Podobnie jak w poprzednich latach liczne były bowiem polskie delegacje!
Oczywiście przyjechali ci sami politycy, którzy nie wspierają własnego przemysłu zbrojeniowego (mają swój udział w bankructwach polskich zakładów...), ani nie potrafią wyasygnować choćby minimalnych kwot na opłaty wystawowe dla polskich przedsiębiorstw. Zjechało się kilku naszych spasionych ministrów na darmowe żarcie i rauty zakrapiane alkoholem, a delegacji z MON to nikt biegły w rachunkach nie potrafiłby jak zwykle zliczyć.
W porównaniu z poprzednimi latami wystąpiła już jednak zasadnicza różnica: przedstawiciele znaczących zachodnich firm zbrojeniowych przyzwyczaili się do zlotu pasibrzuchów-darmozjadów z Polski, coraz mniej wierząc, że kiedykolwiek dojdzie do realizacji zapowiadanych od lat przez polskich oficjeli kontraktów.
Perypetie związane z przetargiem na transporter opancerzony, uzbrojenie śmigłowca bojowego itp, itd, powoduje że owi zachodni przedstawiciele patrzą z pobłażliwym uśmieszkiem na kolejne zapewnienia Polaków, których bardziej interesuje wieczorne przyjęcie z okazji ich pobytu w Paryżu, niż to co prezentują zachodnie (i nie tylko) firmy, które mogłyby zainteresować polskiego odbiorcę.
Oprac. Na podstawie "Raport-wto" nr.8/99
Ruskie na Le Bourget Tradycyjnie już kacapy rozbili swój samolot podczas pokazów lotniczych.
Pierwszy raz stało się to w 1973 roku, kiedy to na paryskim salonie rozbił się naddźwiękowy samolot pasażerski Tu-144, w 1989 roku rozbił się MiG-29, a w tym roku, w 10 rocznicę katastrofy MiGa, Rosjanie rozbili Su-30MK.Jak wskazuje komisja badająca przyczyny wypadku, wina należy do rosyjskich pilotów, którzy brawurowo popisywali się swoimi umiejętnościami. Niebezpieczne loty kacapów od lat wywołują protesty okolicznych mieszkańców, przez co trzeba było podnieść minimalną wysokość pokazów z dotychczasowych 100 metrów do 300 metrów.