Pozdrowienia z Kaukazu...

        


    Życie jednym słowem toczyło się, ale nie w naszej dzielnicy. Zamarła w napięciu. Wprawdzie już spadały regularnie moździerzowe pociski z samobieżnych armat Nona i Gwozdika, ale  to nie było jeszcze to. Zwiadowcze zespoły z grupirowki gen.Rohlina, które dotarły  do  naszej  dzielnicy jeszcze w sylwestrową  noc, zostały już wtedy rozbite. W  naszej  dzielnicy  wyglądało to tak, że grupa Rosjan nie spotkawszy na początku oporu weszła  do dzielnicy wesołym hałaśliwym stadkiem. Byli pijani i pewni. Strasznie zadowoleni z siebie strzelali na wiwat, równocześnie krzycząc: "Czeczeny!! S nowym godom! Job waszu mat!" Jednym słowem rządzili, choć  w rzeczywistości tylko tak im się wydawało.
    Niemal tuż o północy, właśnie wtedy kiedy zwiadowcy weszli do dzielnicy nasi otworzyli po nich ogień. Strzelano głównie z budynków dwóch przedszkoli, budynku remizy i centrum handlowego, które mieściły się niedaleko siebie między blokami. Ich rozmieszczenie pozwalało prowadzić skuteczny ogień. Strzelano też z piwnic i dachów. Właśnie synchronicznie z tą akcją rozpoczął się szturm Rosjan na centrum miasta. Do centrum przedarła się 101 majkopska  zmechanizowana brygada, która była metodycznie rżnięta w momencie, kiedy tu w Mikrorajonach trwał ten mały fajerwerk, który zresztą  utonął w ogólnej kanonadzie unoszącej się nad miastem. Jasno było jak gdyby to była nie noc, a taki dość zaawansowany poranek. Rosjanie ciągle zrzucali oprócz zwykłych, bomby oświetlające. Niedobitki Rosjan rozpuściły się gdzieś w nocy, uciekając w kierunku  skąd przyszli. Czy mieli w tę noc szanse aby uratować się ?

     
 

Nie sądzę.. Ale najmądrzejsi z nich schowali się w piwnicach i nie  wystawiali  już  nosa aż do momentu kiedy miasto  znalazło się w rękach Rosjan, czyli musieli siedzieć od 3 do  5 tygodni. Większość zginęła. O ile pamiętam, dwóch Rosjan  z tego team'a wzięto do niewoli i poderżnięto im gardła, właśnie  na terytorium przedszkola z którego między innymi trwał ostrzał. Byli to żołnierze generała Rohlina, lecz nie było im pisane  zdobyć naszej dzielnicy. Zdobyła ją miesiąc później grupirowka generała Babiczewa. W międzyczasie większość naszych wyszła z Groznego.

     

 

Był chyba początek lutego. Pałac stał opuszczony. W mieście gdzieniegdzie jeszcze trwały zacięte walki, ale większość tego co było wtedy słychać zdawało się być bezładną strzelaniną Rosjan którzy imitowali walki, przy okazji rabując opuszczone mienie mieszkańców. Czasami ten rabunek kończył się źle. Raz na przykład zdobyli chemiczny zakład i cała jednostka jak na rozkaz zaczęła pić coś z zapachem spirytusu, który później okazał się być metylenem. Nie ukrywam, że ta wiadomość bardzo mnie ucieszyła.


    W mieście jeszcze leżały nie uprzątnięte trupy rosyjskich żołnierzy i naszych cywili. Bezdomne psy latały watahami i terroryzowały mieszkańców, ale to był pikuś w porównaniu z tym co wyprawiali rosyjscy degeneraci. Rosjanie powoli zapełniali próżnie w mieście, która powstała po odejściu naszych sił z Groznego. Penetrując ruiny w których wcześniej ponieśli ciężkie straty obsadzali je przez swoich  snajperów, którzy jasna sprawa - strzelali do wszystkiego co się rusza, nie  przyglądając się specjalnie, czy w lunecie jest kobieta czy dziecko.
   

Dziennie, co sześć  sekund słychać było salwy artylerii. W nocy zaczynał wyć grad i huragan. Zdaje się, że Ruscy ostrzeliwali wtedy Argun. Połowa Groznego za rzeką  Sunżą stała zniszczona całkowicie, druga część miasta, zwana  Mikrorajony była względnie cała, czekając na swoją kolej.


    Rosjanie zaczęli pracowicie tworzyć już obozy koncentracyjne i komendantury; trwały łapanki na wszystkich mężczyzn od 14 do 70 lat.

    W naszej dzielnicy zostali tylko ci którzy tam mieszkali. Właśnie ich zmiotła nawała generała Babiczewa. Właściwie nie  było  już co zamiatać, bo  ludzie wiedzieli, że rząd kazał opuścić Grozny
i chętnych strzelać do Ruskich pozostało  tam niewielu po wycofaniu głównych naszych sił. Za to szabrownicy poczuli się świetnie. Popularnym stało się ruskie przysłowie: "Komu wojna, a komu mat rodna". I ten brak władzy trwał z 3 tygodnie, aż pewnego dnia mieszkańców dzielnicy obudził hałas silników  i  grom armat czołgowych.  Zbliżało się wojsko generała Babiczewa, nie od strony centrum w którym już na dobre zadomowili się ludzie Rohlina, ale od zupełnie innej strony. Po prostu z zaoranego pola czołgi wjechały na rogatki 6 Mikrorajona i stamtąd, obróciwszy lufy armat w  różne strony i ciągle strzelając ( sześciostrzałowymi armatnimi seriami )  w partery okolicznych bloków, wjechali ulicą Tuchaczewskiego. Mimo, że  ta lawina wydawała się nie do zatrzymania, próbowano  strzelać i do niej, właśnie z piwnic  bloków i innych ukryć. Lecz  bez widocznego  jakiegokolwiek  dobrego skutku, a nawet sobie na szkodę.
W końcu głowa tego pancernego węża  składająca się z czołgów T80, BMP i BTRów dotarła do głównego bazaru w 3 Mikrorajonie, w okolice skrzyżowania ulic Loanisiani i Tuchaczewskiego.

 

Tuż na bazarze wydarzył się dramat albo tragikomedia bez śmiertelnego (chyba) skutku z udziałem rosyjskich obywateli Czeczenii (mniej więcej  takich jakimi byli polscy obywatele Gdańska pochodzenia niemieckiego, jeśli ktoś jeszcze nie zrozumiał). Traktując tę wojnę zawsze jako zbawienie spod dominacji złych Czeczenów duża ich część czekała na przyjście swojej czerwonej armii. Dla nich nastąpił wreszcie zwycięski dzień kiedy "swoi" przyszli. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak ale komitet powitalny znalazł w osaczonym mieście w którym  panował głód - mąkę i zrobili powitanie chlebem i solą. Ale wyzwolicielom to najwyraźniej nie pasowało. W chwilę kiedy ja próbowałem na podwórku 60 szkoły odzyskać słuch od tej nawały, komitet powitalny parę przecznic dalej, czyli na bazarze wyszedł do ruskich. Po chwili i chleb i  te Rosjanki znalazły się w błocie, a rozwścieczeni oficerowie pancerniacy kopali je powtarzając, "wy! suki jobanyje, jesliby nie wy, można byłoby sbrosit siuda atomnuju bombu a naszy pacany nie gibli by, bliadi wy" itp.! Te Rosjanki popełniły strategiczny błąd, bo dały swoim chleb i sól, a powinny były dać wódkę. Miejsce w którym zatrzymali się Rosjanie zasługuje na szczególną uwagę i szacunek albowiem tam Rosyjscy żołnierze giną po dzień dzisiejszy. Od czasu do czasu znajduje się paru wariatów, którzy przychodzą tam na zakupy. Fakt, że wszyscy na nich nie rzucają się, a niektórzy  chętnie sprzedają co  sobie życzą, ale niekiedy w tłumie słychać szczekanie  tetetek lub makarowych, a po  paru sekundach tłum się rozpuszcza i pozostają tylko trupy z rosyjskim trójkolorem. W tłumie zawsze  jest ktoś uzbrojony, komuś zabili, ojca, matkę.. (albo ci co cudem /a właściwie za pieniądze/ wydarli się z obozów koncentracyjnych. Tacy są najbardziej zdeterminowanymi żołnierzami, choć swoim przyjaciołom nie życzę takiego szkolenia).

Po godzinie może przyjechać kilka wozów pancernych i zrobić łapankę. O ile wiem, Rosjanie zabronili swoim  zapuszczać się w taki sposób do miasta, ale oni sami, tej reguły nie przestrzegają.
Zresztą co robić - kac sprawa ciężka, a pić się chce, więc trzeba ryzykować.
 

W tej wojnie panuje tylko tylko jedna prawdziwa reguła - NIE OSZCZĘDZAJ WROGA ALBO OSZCZĘDŹ, LECZ Z WŁASNĄ KORZYŚCIĄ - obie strony grają tylko według niej.
Standardem kary wymierzanej Rosjanom przez Czeczenów - jest poderżnięcie gardła. Co się tyczy rosyjskich standardów, to Ruscy robią to różnie - przejechać czaszkę gąsiennicą czołgu osoby skrępowanej, wysadzić paroma kostkami TNT, wbijając w brzuch łuski naboi (wg nich najlepiej ciężarnym kobietom ), trzymać w specjalnej komorze z gównem po kolana, cementować od szyi w dół, trzymać w beczce z  benzyną i podpalić etc. Takie bujanie fantazji rosyjskiej można wytłumaczyć tylko pewnie tym, że są na wyższym od nas stopniu rozwoju cywilizacyjnego ( co przecież sami mówią), a my ludzie zacofani, nadal będziemy posługiwać się starymi sposobami. Wojna trwa po dzień dzisiejszy. Jesteśmy w opresji, tracimy więcej naszych obywateli niż nadążamy niszczyć sałdatów, ale  każdy zbrodniarz, który nam narzucił tę wojnę, każdy który  do nas przyjechał czołgiem lub przyleciał śmigłowcem, który nas okłamywał wysyłając nas wirtualnie to do Iraku to do Afganistanu i krzycząc o tym z trybun lub w mediach, każdy taki "gieroj" niezależnie od motywacji, usprawiedliwień przed własnym sumieniem, przekonań, religii czy narodowości może być potraktowany tak jak sobie zasłużył, w mundurze czy cywilu, w mieszkaniu, w windzie lub  tłumie. Zemsta jest czynem racjonalnym, ma SENS bo chroni gatunek. Wszelkie odwoływania się do religii lub ideologii nie maja nic wspólnego z życiem. Patrząc  z zewnątrz na inny konflikt przyznaję - Żyd ma prawo bronić się tak jak ma prawo bronić się Palestyńczyk, niestety najlepszą formą obrony jest atak.

 

Majerbek
     

 
Copyright (C) Majerbek 2004


Wszystkie artykuły zamieszczone na serwisie GDL wyrażają opinię ich autorów, nie zawsze zgodną ze zdaniem i opinią twórców strony WWW.
    W sprawach spornych między Czytelnikami, a Autorem artykułu, twórcy strony WWW zachowują niezależność.