|
|
Ewentualny kontrakt na zakup kilkudziesięciu maszyn to sprawa niezwykle ważna - swoisty przetarg dziesięciolecia, jeśli nie stulecia. Nie chodzi tu tylko o ogromne, jak na polskie warunki, pieniądze, ale i o wybór strategicznego partnera dla polskiego przemysłu lotniczego, transfer supernowoczesnych technologii (elektronika, materiały kompozytowe), a przede wszystkim o polityczny aspekt całej sprawy. Czy wybrać samolot produkowany w Szwecji, kraju należącego do Unii Europejskiej, z którym współpracujemy bardzo ściśle w sprawach regionu Morza Bałtyckiego, we Francji - kraju stanowiącego rdzeń UE, czy też produkt USA, mocarstwa coraz bardziej z nami zaprzyjaźnionego? Przed tym dylematem polscy politycy stoją już od kilku lat...
Sokół
kontra Gryf kontra Miraż
F-16 Fighting Falcon
to samolot, który brał udział w wielu konfliktach
zbrojnych ostatnich dwudziestu lat. To na jego pierwszych wersjach (F-16A/B),
w dolinie Bekaa w 1982 roku, izraelscy piloci stoczyli z Syryjczykami na
MiGach-21 jedną z największych powietrznych bitew zimnej wojny. Potem szesnastki
brały udział w operacji Pustynna Burza, nalotach na pozycje Serbskie
wokół oenzetowskich enklaw bezpieczeństwa w Bośni, wojnie o Kosowo. Okresowo
bombardują też Irak, jak to miało miejsce choćby podczas operacji Desert
Fox w grudniu 1998 roku.
Jest to więc samolot wszechstronnie
sprawdzony w ogniu walki, który problemy wieku dziecięcego ma już dawno
za sobą. Należy także podkreślić, że od momentu powstania był on wielokrotnie
modernizowany i obecne, najnowsze wersje F-16 C/D Block 50/52+ (oferowane
Polsce) oraz Block 60/62, różnią się od pierwszych modeli o całą generację,
będąc w pełni przystosowanymi do wymagań współczesnego pola walki. W myśliwce
amerykańskie wyposażone są właściwie armie wszystkich członków NATO i wielu
innych państw świata, jak Izraela czy arabskich krajów z rejonu Zatoki
Perskiej.
Szwecja ma długą tradycję
budowy własnych samolotów odrzutowych i należy do elitarnego klubu krajów,
które własnym sumptem potrafią wyprodukować w pełni udany, nowoczesny myśliwiec
(poza nią wystarczające możliwości mają jeszcze tylko USA, Rosja, kraje
UE, Japonia i Izrael) i dobrze go sprzedać w dodatku za granicą. Takim
przebojem eksportowym okazał się w latach 60-tych JA 35 Draken. Potem,
w latach 70-tych konsorcjum Saaba opracowało bardzo udany JA 37 Viggen,
a ostatnim dzieckiem, skonstruowanym w kooperacji z brytyjskim koncernem
British Aerospace, jest właśnie Gripen.
JAS
39 Gripen to samolot powstały dopiero przed kilku laty, pierwszy
zbudowany od podstaw myśliwiec wielozadaniowy IV generacji. Przy jego budowie
na szeroką skalę użyto materiałów kompozytowych, obniżających wykrywalność
samolotu przez radary przeciwnika.
Wersja oferowana Polsce
oraz Czechom i Węgrom w pełni już odpowiada standardom NATO (pierwsze wersje
nie były z nimi całkowicie kompatybilne).
Z kolei myśliwce serii Mirage
są sztandarowymi produktami przemysłu
francuskiego i jednymi z najsłynniejszych samolotów świata. Brały udział
w wielu konfliktach zimnej wojny, m.in w wojnach arabsko-izraelskich, wojnie
iracko-irańskiej, konflikcie o Falklandy oraz w ostatnich konfliktach w
rejonie Zatoki Perskiej i na Bałkanach. Są bardzo łatwo rozpoznawalne ze
względu na charakterystyczną sylwetkę (skrzydła w układzie delta). Najnowsza,
oferowana Polsce wersja - Mirage 2000-5 jest na uzbrojeniu wielu krajów
świata: Grecji, krajów Zatoki Perskiej oraz oczywiście Francji.
Wszystkie samoloty
są pod względem możliwości bojowych bardzo podobne. Gripen i Mirage są
lepiej przystosowane do służby w lotnictwie morskim, co dla Polski jest
szczególnie ważne, ale F-16 rekompensuje to bogatszym arsenałem przenoszonego
uzbrojenia. Z punktu widzenia wojska, każdy wybór będzie dobry. Dlatego
najważniejsze i decydujące dla podjęcia decyzji będą gospodarcze szczegóły
oferty (zwłaszcza tzw. offset - czyli zainwestowanie w przemysł
kupującego samoloty, w tym przypadku Polski, sumy podobnej do wartości
kontraktu) oraz aspekty polityczne.
Oferty
Polsce bardzo zależy na jak
najszybszym uzyskaniu choć kilkunastu samolotów ze względu na nasze zobowiązania
jako członka NATO (musimy wystawić do sił szybkiego reagowania eskadrę
myśliwców w pełni interoperacyjnych z maszynami Paktu). Z podobnych powodów
zdecydowano się na przejęcie od US Navy fregaty USS Clark (obecnie
pływa ona pod naszą banderą jako ORP Generał K. Pułaski) oraz niemieckich
czołgów Leopard 2A4, w które wkrótce będzie uzbrojona 10 Brygada Pancerna.
Po prostu brak pieniędzy na zakup nowego sprzętu, a jednocześnie obecnie
posiadany często wręcz uniemożliwia współpracę z partnerami natowskimi
a na pewno niezbyt nadaje się do prowadzenia działań na współczesnym polu
walki, dlatego musimy decydować się na wypożyczenia lub zakup sprzętu używanego.
Samoloty wielozadaniowe
są bardzo drogie (nowy myśliwiec w najnowszej wersji kosztuje od 32 do
42 mln dolarów). MON w ramach swojego budżetu nigdy by sobie nie mógł pozwolić
na ich kupno, dlatego cały program będzie finansowany bezpośrednio z budżetu
centralnego. Zakupionych zostanie od 60 do 80 samolotów (Grecja ostatnio
kupiła 59 najnowszych F-16 za 1,34 mld dolarów), z tego kilkanaście ma
zostać dostarczonych w ciągu 2-3 lat. Znaczne pieniądze wchodzą tu więc
w grę (MON szacuje że kontrakt będzie miał wartość od 2,5 do 3,5 mld dolarów)
dlatego ekonomiczne aspekty ofert są niezwykle istotne.
Szczegóły wszystkich
trzech propozycji są tajne, ale wiadomo, że nie będą się one znacznie różnić
od tych składanych nieoficjalnie w ostatnich 2 latach, do których prasa
miała swobodny dostęp.
USA proponowały nam najpierw
bezpłatne użyczenie 16 samolotów ale w starej, niezbyt nowoczesnej wersji,
na których szkolić mieliby się polscy piloci. Dopiero potem moglibyśmy
zakupić najnowsze wersje F-16 (ostatnia oferta mówi o 44 myśliwcach F-16
w wersji Block 50/52). Poza tym rząd polski musiałby najpierw zapłacić
za wyremontowanie rzekomo darmowych samolotów, jako że są one w rezerwie
USAF i dawno nie były używane, a to bardzo podnosi koszty (do tego dochodzi
jeszcze przecież koszt szkolenia pilotów w USA oraz zakupu uzbrojenia).
Propozycję amerykańską od
razu postanowili przelicytować Szwedzi. 18 Gripenów zostałoby bezpłatnie
użyczonych Polsce celem szkolenia pilotów i personelu naziemnego. Później
zakupionych zostałoby dalszych kilkadziesiąt samolotów w nowszych, dopiero
opracwywanych wersjach. Dodatkowo Szwedzi i koncern BAe proponują nam przeniesienie
części produkcji Gripenów do Polski (podobnie zresztą jak Amerykanie) oraz
obiecują duże inwestycje, a warto pamiętać że z programem Gripen związane
są największe szwedzkie firmy, od dawna obecne na polskim rynku, m.in:
Ericsson, Volvo, Saab, Electrolux, ABB.
Francuzi zaproponowali nam
przekazanie na 2 lata od 12 do 24 samolotów wraz z częściami zamiennymi
oraz przeszkolenie personelu. Potem zakupiono by dalszych kilkadziesiąt
maszyn. Konsorcjum Dassault Aviation, producent Miragea, obiecuje
nam ponadto zainwestowanie w przemysł polski 100% wartości kontraktu (połowę
w zbrojeniówkę i lotnictwo,a połowę w innych sektorach gospodarki).
Wybór samolotu wielozadaniowego
jest niezwykle ważny również dlatego, że wiązać się może z zakupami innego
sprzętu, a wręcz z wyborem głównego długookresowego partnera dla modernizacji
polskiej armii. Chodzi tu między innymi o nowy samolot szkolny dla
polskiego lotnictwa, wobec dosyć prawdopodobnego fiaska programu Iryda
(modernizowanego przy współudziale francuskiej firmy Thomson-CSF, jednego
z producentów Miragea). Gdybyśmy wybrali Gripena wówczas zostałby nim
prawdopodobnie brytyjski Hawk 100, natomiast wybór F-16 pociąga za sobą
kupno czeskiego Aero L-159 Alca. Ponadto z Gripenem zintegrowany jest system
wczesnego ostrzegania Erieye produkcji szwedzkiej, podczas gdy Amerykanie
proponują nam swoje systemy. Gripen zdolny jest też do przenoszenia świetnych
szwedzkich rakiet przeciwokrętowych RBS 15, już zakupionych dla naszej
marynarki wojennej. Wybór szwedzkiego samolotu mógłby znacząco wpłynąć
na cenę tych rakiet. Na tym polu konkuruje z nim Mirage 2000-5, który przenosi
rakiety przeciwokrętowe Exocet, proponowane dla projektowanych dopiero
polskich fregat nowego typu. W razie wyboru samolotu francuskiego możnaby
liczyć się także z wyborem rakiet przeciwlotniczych Crotale dla naszych
wojsk lądowych i marynarki. Z kolei następcą F-16 ma być supernowoczesny
myśliwiec stealth (niewidzialny dla radarów) JSF, który bardzo łatwo mógłby
się też znaleźć kiedyś w polskiej armii (oczywiście gdybyśmy mieli pieniądze
na jego kupno).
Samo uzbrojenie też
jest niezwykle ważne. Choć wszystkie trzy samoloty mogą przenosić praktycznie
te same jego rodzaje, to jednak wybór F-16 wiąże się z częstszym używaniem
bomb i rakiet made in USA, a wybór Gripena - ich europejskich odpowiedników.
Mirage 2000-5 używa z kolei jedynie francuskiego uzbrojenia. Różnica jakościowa
praktycznie nie istnieje, ale oczywiście chodzi o pieniądze, czyli o to
które kraje mogą zarobić. I tu dochodzimy do kwestii polityki...
Ameryka,
Szwecja, a może Francja?
Może i dobrze, że tak późno
zabieramy się za rozstrzygnięcie sprawy przetargu, bo zanim zostaliśmy
członkiem NATO Amerykanie wywierali na nas nacisk abyśmy wybrali ich samolot.
Szermowano tutaj argumentem, że modernizując swój sprzęt powinniśmy kupować
go w krajach sojuszu, a nie poza nim. A trzeba zauważyć, że w latach 1997-99
duże było prawdopodobieństwo kupna transporterów opancerzonych Pandur w
Austrii, południowoafrykańskich ciężkich haubic T6, no i wreszcie rakiet
przeciwpancernych NT-D dla śmigłowca Huzar w Izraelu. Samoloty kupione
w Szwecji mogły przebrać miarkę i silne lobby przemysłu zbrojeniowego w
amerykańskim Kongresie mogło nawet zablokować przyjęcie Polski do sojuszu.
Do tych wszystkich zakupów z różnych względów ostatecznie nie doszło.
Naturalnie dzisiaj także
nie jesteśmy wolni od lobbingu, przy czym każdy kraj promuje własny samolot:
Francuzi Miragea 2000, Szwedzi i Brytyjczycy Gripena, Amerykanie F-16...
Właśnie w trakcie ostatniej wizyty Georgea
W. Busha w Polsce Amerykanie złożyli nam najnowszą propozycję, podkreślając
przy tym przyjaźń polsko-amerykańską. Rzeczywiście stosunki na linii Warszawa-Waszyngton
mają pewien charakter specjalnych, może więc warto wykorzystać je, i
w przypadku zakupu F-16 zamówić najnowsze jego wersje uzyskując tym samym
dostęp do najnowocześniejszych technologii po - być może - przystępniejszej
cenie. Amerykański Kongres dość rzadko wyraża zgodę na sprzedaż najnowszych
technologii innym krajom, ale Polska wydaje się mieć na to duże szanse.
Zakup amerykańskiego
samolotu umocniłby właśnie te specjalne stosunki z USA. Długookresowa współpraca
z USA w dziedzinie modernizacji Wojska Polskiego mogłaby natomiast przynieśc
duże korzyści gospodarczo-polityczne dla Polski, jak choćby unowocześnienie
i zrestrukturyzowanie naszego przemysłu zbrojeniowego (potrzebne są mu
duże inwestycje zachodniego kapitału i transfer nowych technologii).
Z tychże jednak samych
powodów wybór F-16 może być dla nas niekorzystny. Unia Europejska, a zwłaszcza
kraje franko-germańskie dosyć niechętnie patrzą właśnie na te specjalne
stosunki Polski z USA. A jak by nie było, do NAFTA nam o wiele dalej niż
do Unii. Takie są realia geopolityczne.
Nawiązanie współpracy z przemysłem francuskim
mogłoby nieco złagodzić twarde stanowisko Francji w naszych negocjacjach
z UE (i odwrotnie - niewybranie Miragea mogłoby je jeszcze bardziej usztywnić)
oraz pomóc w przełamaniu pewnej niechęci do szybkiego rozszerzenia Unii.
Jeśli polska polityka zagraniczna ma być kiedyś zorientowana bardziej na
partnerów z Unii, niż na USA, jeśli ważniejszy od specjalnych stosunków
pomiędzy Warszawą i Waszyngtonem miałby być trójkąt Weimarski, to moment
wyboru samolotu wielozadaniowego jest właściwą chwilą dla rozpoczęcia procesu
reorientacji naszej polityki zagranicznej. Jeśli...
A ze Szwecją, z kolei,
mamy świetne stosunki i współpracujemy z nią w zagadnieniach dotyczących
ekologii oraz regionu Morza Bałtyckiego. Technologicznie kraj ten jest
także bardzo rozwinięty o czym świadczy samo skostruowanie tak kosztownego
i skomplikowanego urządzenia jakim jest współczesny myśliwiec wielozadaniowy
IV generacji. No a poza tym, choć nie jest w NATO, to jest liczącym się
członkiem Unii i to członkiem od dawna popierającym nasze starania o członkostwo
w tej organizacji. Wreszcie nie sposób zapomnieć o znaczącej obecności
firm szwedzkich na polskim rynku i bliskości obu krajów, niezwykle ułatwiającej
wzajemne kontakty, dziś i tak bardzo ścisłe i serdeczne.
Wybór będzie więc trudny.
Tym bardziej, że jest wysoce prawdopodobne, iż Czesi i Węgrzy mogą
wybrać ten sam samolot co Polacy. Gdybyśmy wybrali Gripena lub Miragea
wzrosłaby szansa na zakupienie go właśnie przez te dwa kraje, w których
obecnie daje się z różnych powodów większe szanse konstrukcji amerykańskiej
(m.in ze względu na o wiele słabsze więzi łączące te państwa ze Szwecją
oraz brak konieczności posiadania lotnictwa morskiego).
Gra toczy się więc o naprawdę
duże pieniądze i wybór samolotu musi być pod wieloma względami przemyślany.
Każde rozwiązanie ma swoje zalety i wady, i chodzi teraz tylko o to, aby
wady jak najmniej Polsce zaszkodziły. Jedno jest pewne: polskie siły zbrojne
wzbogacą się wkrótce o nowoczesny samolot a przemysł zbrojeniowy zyska
długookresowego inwestora.