Ekwipunek bojowy i wyposażenie specjalne



hiszpański tornister wojskowy
Plecak Cortez.


    Parę lat temu wszedłem do jednego ze sklepów miliarnych w Trójmieście i usłyszałem jak ktoś pytał się o plecak "Cortez". Pamiętam, że mocno mnie to zdziwiło, a pytający się był mi nie znaną osobą. Nie tak dawno byłem w Warszawie i usłyszałem w podobnym sklepie identyczne pytanie. Pomyślałem wtedy, czy sprzedawca i pytający wiedzą, że nie jest to żadna oryginalna nazwa hiszpańskiego tornistra wojskowego, tylko obiegowa nazwa nadana temu małemu plecakowi przez Green Devils Legion ładnych parę lat temu?

    W 1995 roku niespodziewanie w sprzedaży pojawiły się małe zgrabne plecaki, będące właściwie tornistrami wojskowymi. Ich cena była na tyle przyzwoita (nie pamiętam niestety ile wtedy kosztowały), że Green Devils Legion postanowił kupić ich dla wszystkich swoich ludzi.
    Pamiętam jak w maju 1995 roku leżeliśmy całą bandą na lotnisku w Pruszczu Gdańskim czekając na sygnał do kolejnych skoków. Był tam. m.in. Wolf, Długi, Herman i paru innych. Padł pomysł by jakoś ten hiszpański plecaczek nazwać, tak by ułatwiało to porozumiewanie się np. przed ćwiczeniami, kiedy padają pytania co zabrać. Różne pomysły padały m.in. "konkwistador", który był za długą nazwą, ale naprowadził nas w końcu na to, by plecak ten nazwać "Cortez" na cześć hiszpańskiego konkwistadora Hernanda Corteza, który XVI w. podbił Meksyk. I tak już zostało.
    A gwoli szczegółów prawidłowości odmiany nazwy wymyślonej przez GDL to powinno się mówić "plecak Cortez", a nie "plecak Corteza"...

    Plecak ten w rzeczywistości nie sprawdza się w warunkach "bojowych". Jest za mało pojemny, wykonany z tkaniny, która szybko przemaka (dno), szelki są wykonane wręcz prymitywnie. Mimo, że Cortez wygląda bardzo efektownie, to jego funkcjonalność jest chyba mniejsza od polskiej niezniszczalnej "kostki". Olbrzymia ilość taśm, którymi można przytroczyć różne dodatkowe elementy ekwipunku jest tylko pozornie działająca na funkcjonalność tego plecaka.
    Plusem jest brak elementów metalowych, wszystkie wykończenia taśm są zakończone plastykowym końcem mającym zapobiegać pruciu się oraz wygodnie wprowadzać je w plastykowe sprzączki. Wnętrze plecaka sznuruje się, a nie ściąga co jest poważnym mankamentem, a do tego otwory na sznurki ulegają często pruciu (słaby materiał). Plecak nie jest impregnowany (z wyjątkiem klapy), a płócienne dno (szybko prujące się w przypadku intensywnego użytkowania) wzmocnione jedynie dwoma szerokimi taśmami. W przypadku jego dużego obciążenia jest bardzo niewygodny w noszeniu, tył plecaka nie jest usztywniony, a szelki są bardzo cienkie i wąskie. Pojemność też jest stosunkowo nieduża, dla zobrazowania pojemności podam, że z trudnością zmieściłyby się w nim 3 duże bochenki chleba (ale taka pojemność leży w naturze tornistrów, a niewielką wewnętrzną pojemność Corteza zapewne miały wynagrodzić zewnętrzne taśmy do przytroczenia dodatkowych elementów ekwipunku). Dwie boczne kieszenie, jak i klapy Corteza zabezpieczane są ściąganymi taśmami, co w bardzo poważny sposób utrudnia szybki dostęp do zawartości plecaka, jak i opóźnia jego zamknięcie. Cortez posiada także dwie długie rozciągliwe taśmy zakończone plastykowymi hakami, które mają ułatwić zapięcie dodatkowych elementów np. karimaty i usztywnić jego położenie na plecaku. Znam co najmniej trzy typy Corteza, różniące się przede wszystkim położeniem taśm na przodzie plecaka oraz różnymi typami plastykowych sprzączek.
    Jego cena osiągająca ok. 100 zł i więcej wydaje się grubo przesadzona.
 

Oprac. combattester



Ogólna ocena Corteza:
funcjonalność
materiał
wykonanie
cena


Jeśli masz swoje uwagi odnośnie użytkowania tego plecaka, prześlij je do demon@greendevils.pl, a umieścimy je w tym artykule.



Galeria Green Devils Legion
Żołnierze SGS "Zielone Diabły" z Cortezami, 1996 rok.


W kolejnych artykułach tego cyklu:

Holenderski plecak bojowy, który na zdjęciu poniżej znajduje się razem z Cortezem

Nutria, południowoafrykańska kamizelka taktyczna M83



www.greendevils.pl