Druga faza
skoku, zwana opadaniem, rozpoczyna się po otwarciu spadochronu głównego,
wypleceniu wszystkich jego linek i wypełnieniu czaszy.
Skoczek jest już wtedy
ustabilizowany. Znajduje się w pozycji wertykalnej - pionowo, z głową i
nogami ułożonymi tak, jak przy chodzeniu.
Z punktu widzenia techniki
skoku pożądane jest, by ciało skoczka nie było mocno naprężone i idealnie
wyprostowane.
Należy właściwie usadowić
się w uprzęży. Nie powoduje to nadmiernego jej ucisku, ułatwia dostęp do
taśm sterujących linkami spadochronu i sprawia, że skoczek nie obraca się
wokół własnej osi. To ostatnie jest dość istotne - desantowanie, zarówno
ćwiczebne jak i bojowe, odbywa się w dużej niekiedy grupie. Spadochroniarze
muszą nawiązywać kontakt wzrokowy z kolegami, by zapobiec, przez odpowiednie
sterowanie spadochronem, nadmiernemu zbliżaniu się do siebie. Niesie to
bowiem niebezpieczeństwo zderzenia się w powietrzu i splątania spadochronów,
co w konsekwencji może spowodować śmierć jeśli nie obu, to na pewno jednego
ze skaczących.
Unikanie niebezpiecznego
zbliżania się podczas opadania ma szczególne znaczenie w czasie bojowego
desantowania. Skoczkowie są wtedy znacznie obciążeni wyposażeniem wojskowym.
Samo w sobie nie jest to niebezpieczne - zderzenie dwóch mas powyżej 100
kilogramów wagi może być przyczyną groźnej kontuzji, uniemożliwiającej
prawidłowe wylądowanie. To także w praktyce oznacza zwiększone ryzyko przedwczesnej
śmierci.
Zwiększa się ono także
i z tego powodu, że nadmierne obciążenie skoczka nie pozwala mu na zabranie
spadochronu zapasowego.
Instruktorzy podczas
ćwiczeń wpajają więc adeptom odruch właściwego ułożenia ciała podczas opadania.
Musi ono przypominać nieco pozycję siedzącą. Skoczek istotnie powinien
siedzieć. Do tego celu służy taśma nośna zwieszająca się pod pośladkami.
Po ustabilizowaniu i
otwarciu spadochronu głównego, kiedy nastąpiła już znaczna redukcja prędkości
spadania, należy się na tej taśmie usadowić tak jak na huśtawce. Robi się
to właśnie takim sposobem, jaki stosują dzieci podczas zabawy na tym urządzeniu.
Trzeba podciągnąć się nieco na rękach mocno chwytając taśmy sterujące i
ruchem bioder wsunąć pośladki w siodełko, jakie tworzy taśma nośna. Można
też poprawić ją sobie ręką.
UWAGA!
- właśnie ręką, a nie r ę k a m i. Jedna dłoń musi trzymać mocno taśmę
sterującą. Dzięki temu skoczek "trzyma pion". Manewrowanie obiema rękami
w okolicy pośladków spowoduje przekoziołkowanie do tyłu przy jakimkolwiek
gwałtowniejszym ruchu ciała, albo powietrza. Wystarczy, że nagle zawieje
silniejszy wiatr.
W takich sytuacjach jest
możliwe okręcenie się spadochronu wokół własnej osi, skręcenie jego linek,
a więc utrata sterowności. Jednocześnie skoczek zaczyna mieć trudności
z powrotem do poprzedniej pozycji.
W najlepszym razie może
tak lecieć głową w dół aż do samej ziemi. Będzie miał szczęście, jeżeli
zderzając się z nią nie złamie sobie karku. O tym, że wyjdzie z tego bez
połamań nie ma co marzyć. Poza tym bliżej ziemi mogą go czekać takie niebezpieczeństwa
jak linia wysokiego napięcia czy korony drzew w pobliskim lesie. O bagnie
lepiej nie wspominać.
Lepiej nie wspominać
także o innych skoczkach. Zderzenie to jeszcze pół biedy, ale jeżeli taki
niesterowny spadochron zaniesie skoczka na czaszę spadochronu kolegi, albo
ktoś opadający wyżej trafi na niego?
Przesadne utrzymywanie
pozycji wertykalnej też nie jest wskazane. Także z powodu niebezpieczeństwa
kręcenia się wokół własnej osi.
W tej pozycji skakanie
jest także bardzo dolegliwe. Nie grozi wprawdzie wysunięcie się z uprzęży,
bo chronią przed tym taśmy udowe, ale jest to taki miecz tnący oboma ostrzami.
Gwałtowne zejście do
idealnego pionu może spowodować podsunięcie się spadochronu w górę. Taśmy
piersiowe, spięte ciężką metalową klamrą, wędrują pod brodę. To może zadziałać
jak silny cios. Kiedy zaś klamra wpije się w grdykę, to też nic przyjemnego.
No i taśmy udowe też wędrują do góry, uciskają... Wiadomo co. Każdy prawdziwy
mężczyzna z autopsji wie, jak to boli.
Podczas zderzenia się
z ziemią taki skoczek jest narażony na solidne połamanie, bo nie dość że
dociera do niej w pozycji, która mu to znakomicie "ułatwia", to jeszcze
porządnie ogłupiały z bólu nie jest w stanie jej zmienić.