Skok ze
spadochronem ma trzy fazy: oddzielenie, opadanie i przyziemienie. Każda
z nich to osobna sytuacja, wymagająca od skoczka właściwego zachowania
i odpowiednich umiejętności. Regulamin skoku wymaga też ścisłego przestrzegania
zasad osobnych dla każdej fazy.
ODDZIELANIE
Skoczek opuszcza
samolot. Lina zrywna, łącząca stabilizator jego spadochronu z mocowaniem
w drzwiach, uwalnia go z osłony. Trzy sekundy trwa napełnianie się czaszy
stabilizatora. Zanim to nastąpi, skoczek oddala się od samolotu w pozycji
poziomej. Wypełnienie się stabilizatora powoduje, że zawisa w powietrzu
pionowo nogami w dół. Wtedy albo otwiera ręcznie spadochron główny, albo
robi to za niego automat ustawiony na czas.
Skoczek w
tej fazie musi pamiętać o trzech podstawowych sprawach. Po
pierwsze bezwzględnie sprawdzić, czy karabińczyk
osłony stabilizatora założony jest na linę desantową, której koniec umocowany
jest w drzwiach samolotu. Jest to najważniejsze,
w przeciwnym razie nie otworzy się stabilizator i skoczek nie znajdzie
się we właściwej pozycji, będzie szybował lotem koszącym, może koziołkować,
pęd powietrza rozrzuci mu ręce i wtedy niemożliwe stanie się ręczne otwarcie
spadochronu głównego. Szybkość takiego lotu, przeciążenia podczas koziołkowania
mogą spowodować utratę przytomności.
Wprawdzie
otwiera się automatycznie spadochron główny, bo zadziała nastawnik czasowy,
ale nieprzytomny skoczek może zaczepić bezwładnymi kończynami o wyplatające
się linki, albo wkręcić się w nie całym ciałem. Czasza nie wypełnia się
wtedy ostatecznie, lub wcale. Powstaje tak zwany "kalafior" uniemożliwiający
bezpieczne opadanie.
Po
drugie, opuszczający samolot skoczek musi
przybrać odpowiednią pozycję. Przy skoku "na stabilizację" właściwie od
razu powinien silnie zewrzeć nogi, przycisnąć do siebie uda, kolana i stopy
oraz odpowiednio ułożyć ręce. Ramiona muszą być skrzyżowane i mocne ściągnięte.
Łokcie silnie dociskają umieszczony z przodu spadochron zapasowy. Prawa
dłoń ujmuje uchwyt ręcznego otwarcia spadochronu głównego, znajdującego
się na lewej taśmie ramieniowej.
Wszystko to
właśnie po to, żeby pęd powietrza nie rozrzucił kończyn skoczka, co łatwo
się stanie, jeśli będą one rozstawione i luźno zwisające. Możliwe jest
wtedy nie tylko koziołkowanie, ale wyjątkowo trudno jest też operować rękami.
Może się nie udać sięgnięcie po uchwyt.
Po
trzecie. Natychmiast po opuszczeniu samolotu
skoczek rozpoczyna odliczanie. O tym nie wolno zapominać. Spadochron główny
otwiera się ręcznie po trzech sekundach od wyskoczenia - trzeba je sobie
samemu wymierzyć. Trzy sekundy miną, kiedy jednym ciągiem wypowie się trzy
liczby składające się z trzech cyfr - konkretnie: 121, 122, 123.
Odliczanie
jest ważne, ponieważ wyskakując z dużą prędkością skoczek (a właściwie
wydmuchiwany z samolotu z ogromną siłą) traci orientację przestrzenną.
Nie jest w stanie niczego zobaczyć, ani odczuć. Nie widzi więc, że jest
już dostatecznie daleko za samolotem, a potężne szarpnięcie jakie towarzyszy
stabilizowaniu, powoduje chwilowe oszołomienie, spowodowane skokiem ciśnienia
krwi i działania sił mechanicznych podczas przeciążenia.
Jedynym sygnałem
do dalszego działania jest świadomość, że upłynęły owe trzy sekundy, po
których musi się otworzyć spadochron.
Oczywiście
wiemy, że jeśli tego nie zrobi, zadziała automat. Ale może się przecież
zdarzyć, że nie zadziała.
W następnym odcinku omówimy drugą fazę skoku, czyli opadanie.