|
|

Pierwszy etap rozpoczyna się od zapoznania
przyszłych skoczków z budową spadochronu głównego i zapasowego oraz z zasadami
działania obu urządzeń.
Całe nazewnictwo musi być wykute na blachę
i to tak, żeby można było opisać najdrobniejsze części spadochronu, nawet
po wyrwaniu z głębokiego snu. Nie jest to wcale rzecz bez znaczenia. Skoczek
musi wiedzieć jak działa przyrząd, któremu często będzie powierzał swoje
życie i rozumieć zxasadę. Jest on bowiem tak skonstruowany, że nie zawiera
niczego przypadkowego. Taka wiedza niejednokrotnie przydaje się w sytuacjach
awaryjnych, kiedy o życiu decydują wręcz ułamki sekund i nie ma czasu na
zastanawianie się, gdzie znajduje się coś, co na przykład właśnie powinno
się odciąć.
Drugi istotny element szkolenia naziemnego
to teoria skoków. Dzieli się ją na dwie części - jedna przerabiana jest
na sali wykładowej, druga na specjalnych przyrządach.
Podczas nauki teorii skoków trzeba poznać
zasady aerodynamiki. Wiedzieć, znaczy rozumieć. Wszystko, oczywiście, pod
kątem sytuacji awaryjnych, których instruktorzy boją się jak ognia i już
od początku starają się przygotowywać na nie spadochroniarza, by tym sposobem
zmniejszyć zagrożenie.
Chłopak musi wiedzieć i zrozumieć jak i dlaczego w poszczególnych fazach
skoku zachowuje się ciało i kiedy dzieje się tak dlatego, że tak ma być,
a kiedy może zdarzyć się coś nieprzewidzianego.
Następnie dokładnie przerabia się samą
technikę skoku. Po kolei, od zajmowania miejsca w samolocie, przez wszystkie
czynności po oddzieleniu się od maszyny, otwarcie spadochronu, sterowanie,
przygotowanie się do lądowania i do przyziemienia.
Omawia się też wszystkie niebezpieczeństwa
i uczy zachowania w sytuacjach awaryjnych. Trzeba wiedzieć, kiedy wystarczy
poodcinanie splątanych linek, a kiedy powinno się, lub należy, rozpuścić
spadochron zapasowy. Uczą więc posługiwania się nożem i rozpuszczania zapasowego.
Uczą tak, żeby wszystkie czynności stosowane we właściwych sytuacjach stały
się oidruchami. Powtarza się je więc stale i stale przepytuje przyszłych
skoczków.
Kiedy zna się budowę spadochrony, wie
na jakich zasadach działa i potrafi się (w teorii) z niego korzystać, zaczyna
się nauka składania spadochronu. Ta kolejność szkolenia nie jest przypadkowa.
Można nauczyć się go składać już na początku, ale będzie to wtedy czynność
wykonywana mechanicxznie, bez zrozumienia, a więc sprzyjająca niedokładnościom
i pomyłkom.
Spadochron, jeśli jest prawidłowo złożony,
zadziała - cudów nie ma. Pracuje on przecież w oparciu o zasady aerodynamiki.
Kiedy się ich nie zna, trudno nauczyć się składania tak, żeby później się
otworzył.
W wojsku istnieje stara zasada, że każdy
sam składa swoją płachtę. Twoje życie w twoich rękjach - można powiedzieć
i dodać - nie uważałeś na zajęciach, to teraz rób jak uważasz. To mocna
rzecz i działa, ale na wszelki wypadek każdy złożony spadochron sprawdza
instruktor.
Część naziemnego szkolenia na przyrządach
jest w dużej mierze powtórzeniem teorii. W wojsku skoczkowie do znudzenia
trenują wchodzenie do samolotu (specjalna makieta), zajmowanie miejsca
i zapinanie lin desantowych.
W pierwszej czynności chodzi o wyeliminowanie
wszelkiej improwizacji, bo to sprzyja nerwowej atmosferze i może przycvzynić
się do paniki. W drugim wypadku należy wytrenować odruch. Stojąc w dzwiach
skoczek musi być przypięty liną, która wyciąga mu spadochron i musi o tym
pamiętać.
We wrocławskim "Zmechu", gdzie szkolenie
spadochronowe przechodzą wszyscy podchorążowie, jest symulator skoków.
Zamontowane na wysokości piętnastu metrów urządzenie, pozwalające na przećwiczenie
dodatkowo fazy oddzielenia się od samolotu i przyziemienia. System lin
i bloków jest tak skonstruowany, że "skoczek" znajduje się w warunkach
prawie identycznych jak podczas prawdziwego skoku. Działają takie same
przeciążenia.
W wojsku są trenażery - przyrządy o prostszej
konstrukcji, pozwalające przećwiczyć to samo, ale oddzielnie. Na jednym
wyskakiwanie, na innym sterowanie (dość wysoko zawieszony i rozbujany trapez
z podwieszoną uprzężą), na innym przyziemianie. To odbywa się na specjalnej
zjeżdżalni. Skoczek umocowany jest na linach. Spada w dół z prędkością
zbliżoną do szybkości opadania podczas skoku.
Dla bezpieczeństwa ląduje jednak w piaskownicy.